Nowy minister nie chce obiecywać gruszek na wierzbie i zapowiada prace przy otwartej kurtynie.
To, co jeszcze tak niedawno Andrzej Lepper głosił jako populistyczny polityk, jest zaledwie wspomnieniem. Jako wicepremier i minister rolnictwa, przedstawiając raport otwarcia, odżegnuje się od składania pustych obietnic. Co więcej, wyjaśnia, że składali je jego poprzednicy, a to on będzie musiał przekazać zainteresowanym złe informacje.
Rozczarowani mogą się poczuć przede wszystkim rolnicy, którzy przygotowali skomplikowane wnioski o renty strukturalne. Teraz okazuje się, że brakuje na nie pieniędzy.
— Chcę pracować przy otwartej kurtynie i budować dobre kontakty ze związkami i izbami rolno-spożywczymi. Nie chcę, by ktoś musiał wyważać drzwi, tak jak ja to robiłem — zapowiada Andrzej Lepper.
Wśród dobrych informacji znalazły się zapewnienia o tym, że polscy rolnicy nie będą karani za opóźnienia w składaniu wniosków o dopłaty bezpośrednie.
— Na razie mam ustne zapewnienie Mariann Fischer Boel, komisarz UE ds. rolnictwa. W poniedziałek będę rozmawiał o tym w Brukseli — przekonuje Andrzej Lepper.
W innym przypadku ustne zapewnienie okazało się jednak wysoce niesatysfakcjonujące. Chodzi o odblokowanie rynku ukraińskiego. Fakt uzgodnienia warunków eksportu tylko przez służby weterynaryjne, obietnica otwarcia rynku 20 maja i jednostronne podpisanie umowy przez Polskę posłużyły Andrzejowi Lepperowi jako pretekst do zapowiedzi dymisji Krzysztofa Jażdżewskiego, głównego lekarza weterynarii. Ten, próbując cokolwiek ustalić w Kijowie, po trzech dniach wrócił z niczym.
— Strona ukraińska nie czuje się zobowiązana do tej umowy, a tamtejszy główny lekarz weterynarii jest nieuchwytny do 28 maja. Sprawa jest co najmniej podejrzana — przyznaje Andrzej Lepper.
Co ciekawe, jeszcze w piątek podczas spotkania z ministrem rolnictwa Ukrainy w Warszawie wicepremier uzyskał zapewnienie o dobrej woli przy rozwiązaniu eksportowej blokady.