Komisja Europejska nie wierzy w reformy zapowiadane przez polski rząd. Mimo to zdejmie z nas procedurę nadmiernego deficytu.
Ekonomiści Brukseli są znacznie mniej optymistyczni w prognozach dla polskiej gospodarki niż Ministerstwo Finansów (MF). Spodziewają się wyraźnie wyższej inflacji, niższej dynamiki PKB w 2008 r. oraz wzrostu deficytu instytucji rządowych i samorządowych w 2009 r.
— Polski rząd w programie konwergencji (planie przystąpienia do strefy euro — red.) zawarł obietnice reform strukturalnych. Dzięki nim od przyszłego roku deficyt ma się stale obniżać. Scenariusz prognozowany przez Komisję Europejską (KE) zakłada jednak coś przeciwnego — deficyt delikatnie wzrośnie. To oznacza, że Bruksela nie wierzy w nasze możliwości przeprowadzenia obiecywanych reform — twierdzi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.
Sceptycyzmowi komisji nie dziwi się Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
— Władze Unii nie mają na razie podstaw, aby ufać zapowiedziom polskiego rządu. Rozwiązania pozwalające na realizację programu konwergencji są na etapie przygotowań. Z zewnątrz wydaje się, że w rządzie dzieje się w tej sprawie niewiele — mówi ekonomista.
Na szczęście wczoraj z Brukseli napłynęły też dobre wiadomości. Joaquin Almunia, unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych, zapowiedział, że KE zakończy procedurę nadmiernego deficytu wobec Polski. Unia wszczęła ją w 2004 r., kiedy nasz deficyt sięgał 6 proc. PKB — był o 3 pkt proc. większy od wymaganego. W 2007 r. spadł — głównie dzięki wysokiemu wzrostowi gospodarczemu — do zaledwie 2 proc. Bez zniesienia procedury Polska nie mogłaby przystąpić do strefy euro.
— Dziwię się, że komisja już mówi o zakończeniu postępowania. Sam program konwergencji wydaje się niewielką gwarancją utrzymania deficytu na niskim poziomie — mówi Maciej Reluga, ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Mateusz Szczurek uważa natomiast, że decyzja komisji to tylko formalność.
— Polskie problemy z deficytem to już historia — twierdzi ekonomista ING.