Obligacje: Dywersyfikacja i popyt na bezpieczeństwo

Materiał zewnętrzny
opublikowano: 2026-04-10 18:02

Dobre nastroje na globalnym rynku obligacji nie utrzymały się długo. Wygląda to tak, jakby inwestorzy tylko czekali na okazję, by pozbyć się nadmiaru skarbowego długu. Nie dotyczy to jednak notowań w Europie Środkowej. U nas rentowności trzymają się relatywnie nisko.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Przegląd sytuacji na rynku obligacji warto rozpocząć od krajowego podwórka - publicznej emisji listów zastawnych PKO Banku Hipotecznego (PKO BH).

Miliard wchłonięty

Popyt na papiery PKO BH przekroczył wartość emisji (500 mln zł) już pierwszego dnia zapisów, a nazajutrz pochłonął i dodatkową pulę (kolejne 0,5 mld zł). To druga taka emisja PKO BH. Pierwszą bank przeprowadził pół roku wcześniej i wówczas potrzeba było tygodnia na zgromadzenie zapisów na 1 mld zł, choć to tamtej emisji towarzyszyło większe zainteresowanie mediów. Tym razem zapisy rozpoczęto zaraz po świętach, a media, również finansowe, miały do omówienia bardziej palące tematy. Mimo to i mimo okoliczności, a może za ich sprawą, inwestorzy wchłonęli emisję na 1 mld zł, jakby trwała właśnie ich wyjątkowa promocja.

Dla porównania, w marcu sprzedaż obligacji oszczędnościowych skarbu państwa sięgnęła 7,3 mld zł, ale tylko dlatego, że od marca warunki uległy pogorszeniu. W lutym było to 6,1 mld zł, a w styczniu 5,8 mld zł. Innymi słowy tempo, w jakim PKO BH uplasował emisję listów zastawnych, przekroczyło średnie tempo sprzedaży oszczędnościowych obligacji skarbowych. Oczywiście te drugie dostępne są w stałej sprzedaży, a PKO BH wychodzi z emisją raz na pół roku (częstotliwość ma jednak ulec zagęszczeniu), niemniej wynik emisji i tak jest imponujący.

Elementem decydującym o sukcesie emisji jest możliwość dywersyfikacji portfeli przez inwestorów (głównie klientów PKO BP) o nową klasę instrumentów dłużnych, w dodatku o bardzo niskim profilu ryzyka.

Splot korzystnych czynników

Emisji sprzyjał też czas. Inwestorzy ponieśli w marcu bolesne straty na jednostkach uczestnictwa funduszy dłużnych, co było skutkiem ostrej przeceny obligacji skarbowych na rynku hurtowym, do czego z kolei doprowadziła blokada Cieśniny Ormuz i wzrost notowań ropy. Choć obecnie te same elementy decydują o odbiciu notowań, to dla wielu inwestorów nowe czynniki ryzyka i wynikające z nich nowe szanse na ekstrazyski nie są czymś atrakcyjnym. Inwestorzy szukają przewidywalnych, stabilnych wyników inwestycji i najczęściej także niskiego ryzyka. I trzeba powiedzieć, że nic bardziej pasującego do tego opisu niż hipoteczne listy zastawne nie znajdą na rynku dłużnym.

Zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie sprowadziło rentowność naszych obligacji dziesięcioletnich z 5,9 proc. w okolice 5,5 proc. i ten spadek (i zarazem wzrost cen; rentowność porusza się bowiem w kierunku przeciwnym do notowań) utrzymał się do końca tygodnia. Decyzja Rady Polityki Pieniężnej o utrzymaniu stóp procentowych i późniejsza konferencja Adama Glapińskiego, prezesa NBP, nie miały tu nic do rzeczy. Ani decyzja, ani retoryka przewodniczącego RPP nie zaskoczyły inwestorów. Nikt, obserwując dynamikę wydarzeń geopolitycznych i nieprzewidywalność ich wpływu na rynki towarowe, nie oczekiwał po Radzie podtrzymania cyklu obniżek, niewielu też rekomendowałoby podnoszenie stóp wobec tak wielu niewiadomych. Fakt, że obniżone poziomy rentowności utrzymały się także na innych rynkach regionu (Czechy, Węgry) wskazuje, że inwestorzy przychylnie spojrzeli na kraje Europy Środkowej, które łączy wspólny mianownik - relatywnie niskie zadłużenie w relacji do PKB.

Na rynkach rozwiniętych sytuacja przedstawia się zgoła inaczej. Dołek rentowności został osiągnięty w środę przed południem w reakcji na wyhamowanie konfliktu na Bliskim Wschodzie, ale w piątek po południu notowania oddały sporą część wcześniejszych zysków. Japońskie dziesięciolatki wspięły się nawet na 2,45 proc., przebijając szczyt sprzed zawieszenia broni, ale też sytuacja Japonii jest szczególna (silne uzależnienie od importu paliw i bardzo wysokie zadłużenie do PKB). Na rynkach europejskich i amerykańskich kwestia kierunku dalszych notowań nie została jeszcze rozstrzygnięta.