Różnica w rentowności włoskich obligacji względem niemieckich, bedących punktem odniesienia dla europejskich papierów, wróciła do poziomu ze stycznia — zwracają uwagę specjaliści z BofA Merrill Lynch. Ich zdaniem, biorąc pod uwagę wycenę Bundów oraz to, że w sierpniu ryzyko związane z Grecją może powrócić, wartość rynkowa włoskich papierów odzwierciedla fundamenty tamtejszej gospodarki. Inaczej prezentują się obligacje hiszpańskieo krótszym terminie zapadalności, które zdaniem analityków banku są tanie i warto je dorzucić do portfela. Dla inwestorów, którzy ryzyka nie lubią, eksperci polecają natomiast papiery z Francji, Holandii, Belgii, Austrii i Finlandii. Krajowi specjaliści studzą jednak optymizm. Paweł Gołębiewski, dyrektor biura aktywów dłużnych BPH TFI, uważa, że ceny obligacji niemieckich mogą spaść, ale potencjał jest ograniczony. — Strefa euro ma dużo problemów, jak nadmierne zadłużenie i niekorzystne trendy demograficzne. To w średnim i długim terminie będzie dławiło wzrost i tym samym presję inflacyjną. Nie bez znaczenia pozostają też ceny surowców — wyjaśnia Paweł Gołębiewski.
Ekspert z BPH TFI zwraca też uwagę, że spready kredytowe Hiszpanii są na niskim poziomie, co oznacza, że w przypadku wzrostu rentowności obligacji niemieckiej (a więc spadku jej ceny) bardzo podobnie zachowają się również hiszpańskie obligacje, bo jest mała przestrzeń do spadku marży. — Jeśli różnica rentowności jest wysoka, jak w przypadku papierów przedsiębiorstw o podwyższonym ryzyku — np. 400-500 pkt. baz. — można wtedy liczyć, że wzrost rentowności obligacji niemieckiej zostanie zneutralizowany po części spadkiem tej marży. Jeśli różnica w rentowności wynosi 100-110 pkt. bazowych, to instrument taki jest bardzo wrażliwy na ruchy obligacji niemieckiej — dodaje Paweł Gołębiewski. Specjalista przypomina również, że głównym ryzykiem w przypadku obligacji Hiszpanii są zbliżające się wybory parlamentarne. Pozytywnie natomiast oddziałuje EBC poprzez skup obligacji.
— Polskie obligacje mają różnicę rentowności do niemieckiej na poziome 220 pkt. baz. To powinno zachęcać inwestorów do zakupów, nawet kosztem ryzyka walutowego. Przepływów kapitału z Europy na polski rynek obligacji jednak nie widać, chociaż w dłuższym terminie oferują one większą wartość niż europejskie. Powód? My również pójdziemy do urn w październiku — mówi Paweł Gołębiewski.
Sceptycznie do europejskich papierów podchodzi też Arkadiusz Bogusz, zarządzający autorskimi strategiami Global Bond FIZ i Macro FIZ. Jego zdaniem, krajowe fundusze inwestujące w polskie obligacje wypadają lepiej na tle zagranicznych funduszy papierów francuskich, holenderskich czy austriackich, nawet jeśli uwzględni się dwukrotnie wyższe opłaty za zarządzanie.
— Rentowność pięcioletnich obligacji w takich krajach, jak Francja, Holandia, Belgia, Austria czy Finlandia, jest znacznie niższa niż przeciętny koszt zarządzania zagranicznym funduszem obligacji [około 0,6 proc. — red.]. Oznacza to, że gdyby zarządzający zbudował zdywersyfikowany portfel z obligacji wspomnianych krajów i trzymał papiery do wykupu, to po uwzględnieniu kosztów zarządzania oczekiwana stopa zwrotu będzie ujemna — wylicza Arkadiusz Bogusz. W Polsce ta relacja jest korzystniejsza, bo rentowność pięcioletniej obligacji rządowej (2,4 proc.) przewyższa koszty zarządzania (około 1,5 proc.), choć warto pamiętać, że zarobek i tak będzie wyjątkowo skromny. © Ⓟ
0,3proc. Tyle straciły od początku roku fundusze polskich papierów skarbowych. W tym czasie 0,1 proc. zyskały fundusze dłużne uniwersalne.