Obligacje najgorsze mają przed sobą

opublikowano: 08-05-2018, 13:59
aktualizacja: 08-05-2018, 14:04

Bessa na rynkach bezpiecznych obligacji nie powiedziała ostatniego słowa, zapowiada australijskie towarzystwo inwestycyjne MLC. Dokładnie przeciwnego scenariusza spodziewa się jednak Fidelity.

Stanowiące punkt odniesienia dla obligacji z innych rynków rentowności 10-letnich papierów USA dojdą przed końcem roku do 3,7 proc., twierdzi Jonathan Armitage, główny zarządzający MLC. Taki scenariusz oznaczałby ich wzrost jeszcze o trzy czwarte punktu procentowego, po tym jak od wrześniowego dołka wzrosły już o 93 punkty bazowe, sięgając we wtorek 2,95 proc. Dalsze pogorszenie koniunktury na bazowych rynkach obligacji skarbowych jest według niego nieuniknione za sprawą wycofywania się głównych banków centralnych z programów stymulacji gospodarki oraz przyspieszenia inflacji.

- Mamy już za sobą znaczący ruch, jednak spora jego część jest jeszcze przed nami. W cenach obligacji wciąż nie jest uwzględniony trwały wzrost wynagrodzeń, zwłaszcza w USA. Rynek przypisuje mu niewielkie prawdopodobieństwo, jednak jego potwierdzenie widać w twardych danych – zauważa specjalista w rozmowie z agencją Bloomberg.

MLC całkowicie wyszło z obligacji w tzw. funduszach realnego zwrotu, zmniejszyło także zaangażowanie w akcjach, by przygotować portfele na okres podwyższonej zmienności. Dalszego wzrostu rentowności (czyli wyprzedaży obligacji) spodziewa się przeważająca część specjalistów, choć niewielu z nich zapowiada tak znaczący ruch. Mediana z zebranych przez Bloomberga prognoz zakłada wzrost rentowności amerykańskich 10-latek do 3,14 proc. Bessy na pełną skalę oczekują tak cenieni inwestorzy jak weteran zarządzania funduszami hedgingowymi Paul Tudor Jones czy Ray Dalio, założyciel Bridgewater Associates, największego hedge-fundu na świecie. Z drugiej strony Bill Gross z Janus Capital Management zapowiada, że do końca roku rentowności będą utrzymywały się w wąskim przedziale 2,80-3,15 proc. Wyjątkowo byczym podejściem do papierów amerykańskiego skarbu wyróżnił się tymczasem gigant zarządzania aktywami Fidelity.

- Tak pozytywnie jak obecnie nie byłem nastawiony do obligacji od pięciu lat. Mogą zdarzyć się okresy, gdy wzrost stóp procentowych szkodzi obligacjom, jednak po dwóch czy trzech larach podwyższonych rentowności inwestorzy zaczną widzieć w obligacjach okazję do zarobku – zauważa w rozmowie z Bloombergiem Jeff Moore, zarządzający Fidelity.

Według niego w cenach obligacji odzwierciedlenie znalazły trzy podwyżki stóp Fedu w ciągu najbliższych 12 miesięcy. To oznacza, że do wzrostu rentowności potrzebne byłoby jeszcze szybsze zaostrzanie polityki przez instytucję, a to mało prawdopodobne. Fed będzie skłonny przejściowo tolerować inflację powyżej celu, a to ze względu na niepewność związaną z przyszłością polityki handlowej, dodaje specjalista.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski, Bloomberg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje najgorsze mają przed sobą