Od początku roku na globalnych rynkach obligacji można było zarobić 1,8 proc. Pierwsze trzy miesiące roku były już siódmym z rzędu kwartałem zakończonym zwyżką w notowaniach globalnych indeksów papierów dłużnych. Ku zdumieniu zarządzających aktywami hossa trwa, mimo zejścia średnich rentowności szerokiego rynku obligacji, mierzonych obliczanym przez BofA Merrill Lynch wskaźnikiem Global Broad Market Index, do zaledwie 1,39 proc.
- Rynek jest rozgrzany do granic za sprawą programu skupu aktywów w strefie euro. Premie za ryzyko i dłuższy termin zamrożenia kapitału spadły tak bardzo, że zaczyna to być absurdalne. Inwestorzy rzucają się na każde papiery, które oferują choć trochę wyższe rentowności – komentował w wypowiedzi dla Bloomberga Marc Baigneres z banku JPMorgan.
Zaskoczona dalszym nadymaniem cen obligacji jest większość zarządzających aktywami. Wśród towarzystw oczekujących, że rentowności będą rosły w tym roku, znajdowali się tacy potentaci jak Pimco oraz JPMorgan Asset Management. Według BofA Merrill Lynch średnie rentowności spadły od początku roku o kolejne 0,2 punktu proc., po tym jak Europejski Bank Centralny rozpoczął program nadzwyczajnego łagodzenia polityki pieniężnej, a Rezerwa Federalna obniżyła prognozę głównej stopy na koniec roku z 1,125 proc. do 0,625 proc. Skutek jest taki, że poniżej zera spadły rentowności na rynkach obligacji o kapitalizacji sięgającej 1,9 mld USD.
- Rentowności nurkują za sprawą kształtu polityki pieniężnej w strefie euro. Hossa w obligacjach będzie spowalniać i w pewnym momencie stosunek zysku do ryzyka okaże się zbyt mało atrakcyjny dla kupujących, ale teraz wciąż tego nie obserwujemy – oceniał Tim Anderson, główny zarządzający rynków obligacji w RiverFront Investment Group.
