Czytasz dzięki

Obraza władcy to grzech ciężki

opublikowano: 21-09-2020, 22:00

Pan minister stara się naprawiać jedne z najtrudniejszych obszarów życia publicznego, gospodarczego i społecznego jednocześnie, które stanowią niechlubną spuściznę III RP.

Takie chwalebne zdanie wypowiedziane przez Mateusza Morawieckiego było kwintesencją obrony Zbigniewa Ziobry w Sejmie przed wnioskiem o wotum nieufności, który przepadł stosunkiem 217:232, przy 2 posłach wstrzymujących się i 9 niegłosujących. Jeszcze 15 lipca Prawo i Sprawiedliwość (PiS) stało murem za świetlaną wręcz postacią szefa Solidarnej Polski (SP). Zaledwie dwa miesiące później żarliwy bojownik tzw. dobrej zmiany okazał się jednak w oczach Jarosława Kaczyńskiego zdrajcą. W poniedziałek politbiuro PiS zatwierdziło zdecydowane kroki wobec ministra i jego formacji, które jednak ukryło na razie przed opinią publiczną — przynajmniej do momentu wysłania tego tekstu. Rządowe rugi naturalnie objęłyby, poza Zbigniewem Ziobrą, również Michała Wosia, drugiego ministra z tej samej przystawki, wszystkich wiceministrów, a także ziobrystów z bardzo popłatnych fuch w spółkach skarbu państwa, stanowisk na poziomie wojewódzkim, etc.

Zbigniew Ziobro w poniedziałek przypominał na
konferencjach o swoich zasługach dla tzw. dobrej zmiany.
Zobacz więcej

Zbigniew Ziobro w poniedziałek przypominał na konferencjach o swoich zasługach dla tzw. dobrej zmiany. Adam Chełstowski - Forum

Brzemienne dla sytuacji na szczytach władzy usunięcie SP byłoby naprawdę tragikomedią. Przecież Zbigniew Ziobro dosłownie do ostatnich minut przed posiedzeniem politbiura PiS potwierdzał walkę o cele tak wychwalane przez premiera w zdaniu zacytowanym na początku tekstu. Wobec jego wysiłków na tylu polach taktyczny sprzeciw zarówno wobec ustawy zwierzęcej, jak też przepisów trafnie nazywanych Bezkarność+ to naprawdę drobiazgi. Krnąbrność Zbigniewa Ziobry w obu wątkach stała się jednak kroplą przelewającą czarę nabrzmiewającego od dawna konfliktu, a przede wszystkim straszliwą obrazą majestatu Jarosława Kaczyńskiego. Z amerykańskich filmów znamy kanon rozwiązywania konfliktów w mafii „to tylko biznes, naprawdę nic osobistego”. Tymczasem pozbycie się ministra sprawiedliwości i całej jego przystawki byłoby z punktu widzenia planów tzw. dobrej zmiany działaniem dokładnie odwrotnym — bardzo marnym biznesem politycznym, uzasadnionym tylko przecięciem wrzodu osobistego. Tak naprawdę Jarosław Kaczyński nigdy nie darował Zbigniewowi Ziobrze jego pierwszej zdrady z lat 2011-14 i zainicjowania wtedy rozbijackiej inicjatywy SP, która status przystawki PiS uzyskała w 2015 r. z powodów… arytmetycznych. Obie strony uznały logikę progu 5 proc. głosów do Sejmu oraz przeliczania wyborów na mandaty metodą D’Hondta, premiującego zjednoczone ugrupowania.

Wobec ukrycia na razie przez PiS decyzji politbiura nadal krążą rozmaite scenariusze. Jednym z najbardziej fantastycznych jest przejęcie stanowiska premiera bezpośrednio przez Jarosława Kaczyńskiego. To abstrakcja z elementarnych przyczyn konstytucyjnych. Otóż pozycja zaprzysiężonego prezesa Rady Ministrów, czyli obecnie Mateusza Morawieckiego, jest bardzo silna. Premier może wymienić cały skład ministrów i wciąż będzie to ten sam rząd, którego nie obowiązuje odnawianie w Sejmie wotum zaufania — ważne jest pierwsze, po exposé na starcie kadencji. Zupełnie inną kwestią jest skorzystanie przez premiera z możliwości uzyskania dodatkowego wotum zaufania na własny wniosek, co Mateusz Morawiecki zrobił 4 czerwca. Abstrakcyjne objęcie premierostwa przez Jarosława Kaczyńskiego wymagałoby natomiast uzyskania przez niego konstytucyjnego wotum zaufania, jak na początku kadencji, co przy obecnych stosunkach PiS z obiema przystawkami stałoby się wykluczone…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane