Obrót emisjami czeka na przepisy

Dariusz Mioduski, Stanisław Wajda
opublikowano: 2003-09-18 00:00

Handel emisjami. Te słowa u ludzi z żyłką do interesów rozpalają emocje do białości, a menedżerom elektrownie i elektrociepłownie, spędzają sen z powiek.

Handel emisjami to sposób na obniżenie kosztów ochrony środowiska. Na dostosowanie do norm unijnych Polska będzie musiała wydać około 30 mld EUR do roku 2015 i to bez uwzględnienia kosztów związanych z wdrożeniem dyrektyw, które weszły w życie po zamknięciu negocjacji akcesyjnych. Większa część tych środków zostanie przeznaczona na ochronę wód i powietrza przed zanieczyszczeniami. W tym ostatnim przypadku główny ciężar dostosowania spocznie na barkach sektora energetycznego.

Kiedy ruszy w Polsce handel emisjami i w jakim zakresie, będzie zależało od rozwoju sytuacji w UE oraz akceptacji przez Komisję Europejską przygotowywanych obecnie rozwiązań krajowych. Jedno jest przesądzone — unijny handel emisjami CO2, wystartuje od 1 stycznia 2005 r.

Unia zobowiązała się do obniżenia emisji gazów szklarniowych o 8 proc. poniżej poziomu emisji z 1990 r. w latach 2008-12, przy rocznych kosztach 3,7 mld EUR. W celu zmniejszenia związanych z tym kosztów, przewidziano trzy tzw. elastyczne instrumenty rynkowe, w tym m.in. handel zbywalnymi uprawnieniami do emisji gazów szklarniowych, w skrócie — handel emisjami. Unia postanowiła wprowadzić własny system handlu emisjami. W najbliższym czasie należy oczekiwać publikacji tekstu dyrektywy w sprawie wspólnotowego systemu handlu uprawnieniami zbywalnymi do emisji gazów szklarniowych (w pierwszej kolejności CO2).

Do unijnego systemu handlu emisjami CO2 wejdą także państwa akcesyjne, w tym Polska, z własnymi pułapami emisyjnymi. Dla Polski pułap ten wynosi 94 proc. w stosunku do 1988 r. (6 proc. redukcji). Polska, podobnie jak większość państw akcesyjnych, dysponuje obecnie sporym zapasem emisyjnym, szacowanym nawet na 100 mln ton gazów szklarniowych rocznie. Zapas ten jest rezultatem głębokich zmian restrukturyzacyjnych w polskiej gospodarce i ogromnych wydatków poniesionych na ochronę środowiska i modernizację technologiczną przez przemysł, w tym energetykę. Przy obecnych cenach kształtujących się na poziomie 9 EUR za tonę gazów szklarniowych jest to już kwota nie do pogardzenia. Rodzi się jednak pytanie o zasadniczym znaczeniu: do kogo należy lub powinno należeć prawo dysponowania wspomnianym zapasem emisyjnym i na jakich zasadach: do państwa czy też podmiotów gospodarczych objętych obowiązkiem uczestniczenia w systemie handlu emisjami? Problem ten stanie z całą ostrością w trakcie dyskusji nad projektem tzw. krajowego planu alokacji uprawnień do emisji.

Źródłem bardzo dużych wydatków na ochronę powietrza przed zanieczyszczeniami dwutlenkiem siarki (SO2), tlenkami azotu (NOX) oraz pyłami jest dyrektywa 2001/80/WE w sprawie ograniczenia emisji niektórych zanieczyszczeń powietrza z dużych źródeł spalania paliw. Przewiduje ona wprowadzenie surowych standardów emisyjnych od roku 2008. Wprawdzie Polska wynegocjowała okresy przejściowe dla elektrowni i elektrociepłowni, ale ich łagodzące znaczenie pomniejszone zostało przez niezwykle niskie pułapy emisyjne wprowadzone do traktatu akcesyjnego dla wszystkich źródeł objętych działaniem dyrektywy. Duże źródła spalania, w zależności od wąskiego bądź szerokiego rozumienia tego terminu, będą musiały wydać 20-46 mld zł do roku 2017 na dostosowanie się do wymagań dyrektywy 2001/80/WE. Wydatek ten może okazać się zabójczy dla wielu starszych instalacji. I znów, podobnie jak w przypadku gazów szklarniowych, pewnym światełkiem w tunelu może okazać się handel emisjami. W tej kwestii jednak dyrektywa milczy, pozostawiając państwom członkowskim swobodę decyzji.

W rozszerzonej Unii koegzystować będą więc dwa systemy handlu emisjami: jeden unijny, uregulowany dyrektywą w sprawie obrotu uprawnieniami zbywalnymi na emisje gazów szklarniowych, i kilka wewnątrzkrajowych w zakresie SO2, NOX i pyłów. W przypadku tych ostatnich państwa będą korzystały z większej swobody ich kształtowania, ale w każdym przypadku pod czujnym okiem Komisji Europejskiej, która będzie pilnie baczyć, aby nie nastąpiło naruszenie dwóch kluczowych zasad funkcjonowania jednolitego rynku: dopuszczalnej pomocy publicznej państwa oraz uczciwej konkurencji.

Kluczową sprawą dla każdego z zarysowanych systemów handlu emisjami jest metoda przydziału uprawnień zbywalnych. Zależnie od przyjętej metody jedne instalacje mogą zyskać, inne stracić. Z grubsza biorąc, można mówić o dwóch metodach przydziału.

Pierwsza z nich bierze za podstawę poziom emisji z danej instalacji w ciągu określonego roku lub średnią z kilku minionych lat. Ta metoda prowadzi do uprzywilejowania starych instalacji, o dużym poziomie emisji. Druga metoda za układ odniesienia bierze pewną ilość emisji na jednostkę produktu. Jest korzystna dla instalacji nowych lub zmodernizowanych i mniej zanieczyszczających. Przy zastosowaniu tej metody, stare instalacje nie wytrzymałyby konkurencji i musiałyby pójść w odstawkę.

Nie ma w tej chwili idealnych metod przydziału. Komisja Europejska przygotowuje w tej mierze stosowne wytyczne. Jednak państwa członkowskie zmuszone będą zmagać się same z problemem alokacji, a Komisja Europejska będzie pilnować, aby nie zostały naruszone normy prawa wspólnotowego.

Handel emisjami to kolejne —po zintegrowanych pozwoleniach — wyzwanie, przed którym stanęła polska energetyka i nie tylko. Przedsiębiorcy niecierpliwią się brakiem rozstrzygnięć politycznych co do zasad funkcjonowania obu systemów handlu emisjami w kraju. Taki stan rzeczy uniemożliwia bowiem sporządzenie strategii rozwoju przedsiębiorstwa, opracowania biznesplanu czy wręcz podjęcia jednostkowych decyzji o wycofaniu starego źródła z eksploatacji. Tymczasem nieznajomość nowego instrumentu w ochronie środowiska i związanych z nim reguł gry może srodze zemścić się w przyszłości.

Autorzy są partnerami w firmie prawniczej CMS Cameron McKenna. Dariusz Mioduski kieruje zespołem ds. energetyki, a Stanisław Wajda zespołem ds. ochrony środowiska, jednocześnie bierze udział w pracach nad przygotowaniem projektów aktów prawnych dotyczących handlu emisjami.