Obywatelskość dla wybrańców

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2012-11-06 14:25

Premier Donald Tusk w tych dniach załatwia ponoć biznesy na Dalekim Wschodzie, ale kancelaryjna służba wspomni mu nawet w Wientianie o naszej okładce wraz z tezami tekstu ze stron 4-5.

Listy państwowych posad działaczy Platformy Obywatelskiej (patrz www.pb.pl) kopiować nie musi, bo partia ją ma. Stawiam jednak każde pieniądze, że lica współtwórcy, ideologa i wszechwładcy PO żaden rumieniec wstydu nie obleje...

Przypomniane na str. 4 trzy cytaty to tylko próbka niezgodności umoralniających frazesów z praktyką rządzenia. Dorzucę do nich doświadczenie sprzed czterech lat. Ustawa o pracownikach samorządowych stworzyła wtedy nową kategorię doradców i asystentów, zatrudnianych na czas kadencji konkretnego marszałka czy wójta — czyli wcisnęła samorządowi gabinety polityczne. Marszałek i prezydent wielkiego miasta może mieć osobistych dworaków aż siedmiu, prezydent/burmistrz miasta do 100 tys. mieszkańców oraz starosta — pięciu, a wójt/burmistrz gminy do 20 tys. mieszkańców — trzech. Jeszcze przed wejściem owej paranoi w życie wybuchł skandal i na konferencji prasowej premier odpowiedział mi, że temat zna, że już powstała inicjatywa nowelizacji i że wkrótce nie będzie problemu… Ustawa oczywiście weszła 1 stycznia 2009 r. w życie bez zmian i do dzisiaj umożliwia rozdawnictwo prawie 10 tys. dodatkowych stanowisk dla nierobów.

Rzecz jasna nie są to kolesie tylko w barwach PO, ponieważ samorząd ma najróżniejsze odcienie. Poza tym w wielu biedujących gminach wójtom nawet przez myśl nie przejdzie skorzystanie z możliwości zatrudnienia trzech kapciowych. Ale przytoczony przepis kapitalnie ilustruje mentalność ekipy PO. Skoro nie czuje wstydu w odniesieniu wprost do samorządu, to tym bardziej w obszarze rozmaitych spółek, agencji, funduszy, ośrodków itd.