Od porwania, błędu i bomby

Kamil Kosiński
opublikowano: 28-03-2007, 00:00

Firmie wolno wykupić polisę chroniącą dłonie maszynistki. Pod warunkiem że znajdzie chętnego ubezpieczyciela

i ma dość pieniędzy.

W 2003 r. firma Pepsi zorganizowała w Stanach Zjednoczonych loterię, w której można było wygrać milion dolarów. Aby spróbować szczęścia, wystarczyło wysłać do firmy list lub e-mail, podając kod umieszczony na spodzie nakrętki. Szansa na wygraną była niewielka, ale istniała. Koncern ubezpieczył jednak tę promocję, na wypadek gdyby coś potoczyło się nie tak i jej uczestnicy wystąpili z roszczeniami. Rok później pewna sieć supermarketów ubezpieczyła na dziesięć milionów dolarów kubki smakowe menedżera, który odpowiadał za zakup wina. Z kolei firma Lloyds of London sprzedała niegdyś pewnemu przedsiębiorcy polisę na wypadek wygrania przez jego pracowników w loterii narodowej...

Pościg kontrolowany

Polsce jednak jeszcze daleko do Stanów Zjednoczonych. Co prawda, niektóre gwiazdy już ubezpieczają swoje wdzięki, ale raczej trudno znaleźć ubezpieczyciela, który otoczy ochroną np. ręce wyjątkowo cennego pracownika. Winy za to nie ponoszą jednak wyłącznie firmy ubezpieczeniowe. Zasada jest prosta — gdy jest popyt, jest i podaż. Ale są też przepisy...

— Nasz kodeks cywilny w obecnym brzmieniu ogranicza przedmiot ubezpieczenia do mienia i odpowiedzialności cywilnej. Planowana nowelizacja kodeksu przewiduje wprowadzenie możliwości objęcia ochroną tzw. interesu ubezpieczeniowego. To pozwoliłoby na wprowadzenie do oferty polis podobnych do powszechnych na Zachodzie. Wtedy pomysł ubezpieczenia talentu, z którym swego czasu Laura Paweli zwracała się do pracowników zakładów ubezpieczeń, nagrywając to jednocześnie ukrytą kamerą, mógłby zostać potraktowany nie jak projekt artystyczny, ale jak realna propozycja — mówi Łukasz Górny z firmy Energo-Inwest-Broker.

Mimo to i w ofercie polskich ubezpieczycieli można znaleźć coś niecodziennego.

— Do rzadkości należy np. ubezpieczenie eksponatów muzealnych, szczególnie tych mniej znanych, stanowiących część większego zbioru. Wynika to nie tylko z ograniczonych środków finansowych, jakimi dysponują galerie czy muzea, ale również z problemów w określeniu wartości eksponatów. Jednak często to nie sam przedmiot ubezpieczenia należy uznać za nietypowy. Częściej precedensowa jest sama sytuacja, związana z poszukiwaniem ochrony — presja czasu, ograniczone dane, nietypowe okoliczności, np. ubezpieczenie śmigłowca już w czasie jego lotu — twierdzi Monika Wójcik z firmy Mentor.

Biznesmen chroniony

Z czasem w Polsce pojawia się coraz więcej ubezpieczeń skierowanych specjalnie do biznesu. Wiążą się one nie tylko z ochroną przedsiębiorstwa, ale również menedżerów. Coraz większą popularnością cieszy się ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej władz spółek. Chroni członków zarządu przed skutkami niewłaściwych decyzji czy np. naruszania praw pracowników.

— W ramach ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej władz spółek mogą się też mieścić roszczenia inwestorów o straty związane ze spadkiem wartości akcji, wynikłym np. z błędnie skalkulowanych prognoz czy nawet niewłaściwych wypowiedzi. Do takiej sytuacji doszło, gdy Juergen Schrempp, prezes koncernu Daimler, fuzję z Chryslerem określił mianem „przejęcia” amerykańskiego konkurenta. Niefortunna wypowiedź oznaczała konieczność wypłacenia akcjonariuszom DaimlerChryslera około 275 mln EUR, z czego około 170 mln pokryte zostanie przez ubezpieczyciela spółki. Także w Polsce firmy coraz częściej wykupują polisy swoim menedżerom, mając na uwadze przede wszystkim swój własny interes — dodaje Łukasz Górny.

— Firmy mogą się także ubezpieczać od utraty zdrowia kluczowego menedżera czy też jego śmierci. Pozwala im to zrekompensować sobie ewentualną stratę bardzo ważnego pracownika — dodaje Sebastian Kasparek z Kancelarii Brokerskiej Concept.

Los oswojony

Z biegiem czasu, w związku z nowymi zagrożeniami i rozwojem techniki, zmieniają się też potrzeby ubezpieczeniowe. Nadejście nowego tysiąclecia poprzedziła informacja o tzw. pluskwie milenijnej. Za jej sprawą miały paść systemy wielu komputerów, co wiązałoby się z paraliżem firm. Wiele z nich ubezpieczało wówczas komputery od wszelkich ryzyk elektronicznych. Natomiast po zamach na Word Trade Center w 2001 r. oraz wybuchach w hiszpańskim metrze duże firmy zainteresowane były włączeniem do swoich polis ryzyka terroryzmu.

— Na Zachodzie nieźle działają, niespotykane u nas, tzw. ubezpieczenia okupowe. Mają one na celu ochronę biznesmena i jego rodziny na wypadek, gdyby zostali oni porwani dla okupu. W takich sytuacjach zakład ubezpieczeń, który zawarł polisę, staje się de facto stroną finansującą okup. Oczywiście, o ile to możliwe, ubezpieczyciel stara się odzyskać okup, współpracując z policją — opowiada Sebastian Kasparek.

Ubezpieczyć można właściwie wszystko. Barierą jest tylko koszt. Niestety, za wszystko, co odbiega od standardu, trzeba dopłacić, i to słono.

— Ubezpieczenia nietypowe są bardzo kosztowne i często pociągają za sobą duży udział w szkodzie ubezpieczonego. Polisa ubezpieczenia biznesmena i jego rodziny od ryzyka porwania i wykupu opiewająca na nieznaną sumę gwarancyjną pociągała za sobą konieczność opłaty składki wysokości 2 mln USD. Należy zatem domniemywać, że suma ubezpieczenia była kilka lub kilkanaście razy wyższa — dodaje Sebastian Kasparek. n

Filmowa ruletka

Większość amerykańskich produkcji filmowych jest ubezpieczana. W Polsce tego typu polisy należą do rzadkości. Po pierwsze, rodzime towarzystwa ubezpieczeniowe dotychczas nie miały tego typu świadczeń w swojej ofercie, po drugie nie było popytu — zdecydowana większość produkcji miała na tyle niskie budżety, że ograniczano się tylko do niezbędnych wydatków. Jednak powoli sytuacja się zmienia. W zeszłym roku dwa filmy realizowane w koprodukcji z Polakami — „Straż nocna” Petera Greenawaya oraz Kena Loacha „These Times” — były ubezpieczone, choć przez zachodnie firmy.

Ubezpieczenie produkcji filmowej chroni m.in. przed konsekwencjami przypadków losowych (np. gdy spłoną dekoracje), choroby głównego aktora, niewypłacalności partnerów — ten element jest szczególnie istotny przy koprodukcjach międzynarodowych. Takie polisy są drogie, bo w produkcji filmowej występuje wiele czynników ryzyka.

Agnieszka Odorowicz

dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu