Od stycznia Lotos schudł aż o 40 proc.

Kamil Zatoński
opublikowano: 03-02-2009, 00:00

Kapitalizacja firmy spadła grubo poniżej 1 mld zł.

Chętnych na akcje jednej ze strategicznych polskich firm nie widać

Trwa fatalna seria akcjonariuszy Grupy Lotos. Z dziewięciu ostatnich sesji tylko jedna zakończyła się symbolicznym wzrostem kursu akcji. Od początku roku kurs paliwowej spółki spadł o blisko 40 proc., a w ostatnich 12 miesiącach kapitalizacja firmy stopniała z 4,4 mld zł do niespełna 850 mln zł (czyli o ponad 80 proc.). Wczoraj po raz kolejny cena akcji ustanowiła dno. Nic nie wskazuje na to, by negatywny trend miał się wkrótce odwrócić.

Spółce szkodzą oczekiwania bardzo słabych wyników w czwartym kwartale zarówno pod względem operacyjnym (spodziewana przez analityków strata przekracza 300 mln zł), jak i netto (prognozowana strata netto to około 700 mln zł). W minionym kwartale nałożyły się na siebie niekorzystne tendencje na rynku paliw. Duża zmienność na rynku walutowym i mocny spadek kursu złotego przyniosą straty na rewaluacji zadłużenia (spora jego część zaciągnięta jest w dolarach, na koniec trzeciego kwartału były to 433 mln dolarów), ale też niepewny wynik na transakcjach zabezpieczających. Ryzyko niespodzianki (zarówno pozytywnej, jak i negatywnej) w przypadku rezultatów kwartalnych Lotosu jest wysokie. Raport zostanie przedstawiony dopiero 2 marca.

W ubiegłym tygodniu do przeceny akcji rafinerii mogła się też przyczynić rekomendacja Deutsche Banku, który nadal zaleca sprzedaż walorów spółki z ceną docelową 7 zł (obniżoną z 8 zł). Co ciekawe, kilka dni wcześniej biuro Unicredit CA IB poinformowało, że rekomendacja dla Grupy Lotos jest w trakcie aktualizacji, a nowe zalecenie wraz z ceną docelową zostanie wydane w "najbliższej przyszłości". Przedstawiciele Unicredit nie chcą ujawnić nawet przybliżonego terminu publikacji ani nawet tego, czy zapadnie decyzja o odtajnieniu raportu, czy też trafi on tylko do klientów biura. Oba fakty — wstrzymanie rekomendacji i skąpą politykę informacyjną brokera — tłumaczyć można postępowaniem administracyjnym, wciąż toczącym się w Komisji Nadzoru Finansowego. Dotyczy ono podejrzenia naruszenia zasad obowiązujących przy sporządzaniu rekomendacji, a także ujawnienia ewentualnego konfliktu interesów. Postępowanie wszczęto w listopadzie, tuż po wystawieniu przez Unicredit pamiętnej rekomendacji "sprzedaj" dla akcji Grupy Lotos z ceną docelową równą zero. Praktyka pokazuje, że na wyniki prac nadzoru trzeba będzie poczekać jeszcze kilka miesięcy.

Przypomnijmy — to samo postępowanie, tyle że dotyczące podejrzenia manipulacji kursem spółki, nie wykazało, by mogło do niego dojść. W listopadzie podejrzewano również (a celowali w tym przedstawiciele firmy i niektórzy politycy), że raport mógłby ułatwić wrogie przejęcie firmy. Minęły ponad dwa miesiące i jedyne ruchy w akcjonariacie to jak na razie zapowiedź zwiększenia udziału skarbu państwa z niespełna 59 do ponad 61 proc. po wniesieniu do Grupy Lotos reszty akcji Petrobaltiku. Innych chętnych do zwiększania zaangażowania w paliwowej spółce nie widać, i to nawet w sytuacji tak znacznej przeceny akcji.

Kamil

Zatoński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu