Odchodzimy na drugi krąg

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2012-11-26 00:00

Próba powtórnego lądowania podjęta zostanie w styczniu

Po piątkowej plajcie szczytu Rady Europejskiej w sprawie perspektywy finansowej 2014- 20 klasa polityczna prześciga się w bagatelizowaniu niepowodzenia i podkreślaniu, że nic się nie stało. Ot, wykonana została operacja wspomniana w tytule, a próba powtórnego lądowania podjęta zostanie w styczniu. W historii Unii Europejskiej wiele tematów procedowano w takim stylu i w końcu zawierany był kompromis, zgodny z jego definicją, iż żadna ze stron nie jest zadowolona. Tym razem jednak objawiła się nowa jakość — już teraz nikt nie jest zadowolony, a kompromisu nie widać.

Czy w styczniu cokolwiek zmieni się na lepsze w stosunku do minionego piątku? Absolutnie nic, może być tylko trudniej. Przecież w ostatnich tygodniach odbyła się masa spotkań, konsultacji, analiz. Poza tym w Brukseli delegacje były gotowe do podejmowania decyzji na poczekaniu. W orszaku naszego premiera przyleciała specjalna ekipa żywych kalkulatorów, mających polsko-unijne rozrachunki w głowie i potrafiących od ręki ocenić, co oznacza dany zapis.

Dlatego mieliśmy od razu wiedzę, że w najnowszej wersji Polska otrzymałaby brutto około 72,4 mld EUR, czyli więcej niż 68 mld EUR brutto z siedmiolatki 2007-13. Ale składka sięgnęłaby 30 mld EUR, co potwierdza, że wraz ze wzrostem PKB polskie korzyści netto systematycznie się zmniejszają

Podstawowym założeniem każdego unijnego szczytu jest obowiązkowe zwycięstwo wszystkich uczestników. Z 27 odbywających się jednocześnie konferencji prasowych idzie od władców do społeczeństw taki sam przekaz — twardo walczyliśmy o narodowe interesy, a w ogóle nadawaliśmy ton debacie.

Ale diagnozy sytuacji przedstawione na przykład przez Donalda Tuska i Davida Camerona dowiodły, że byli na… innych imprezach. Nasz premier tradycyjnie optymistycznie odkrył, że „pozycje negocjacyjne niektórych państw są pozycjami na rzecz kompromisu, a nie odwlekania w nieskończoność po to, żeby zablokować". Za to brytyjski, okrzyknięty obrońcą podatników europejskich, bezwzględnie podtrzymał żądanie nie „majstrowania” przy paragrafach, lecz rzeczywistych cięć, zwłaszcza w unijnej administracji. Chociaż — obaj byli zgodni, że kolejne redukcje nie powinny już dotknąć polityk kluczowych dla Polski, spójności i rolnej.

W sensie proceduralnym przebieg szczytu był kuriozalny. Przypomniały się legendarne czasy Kopenhagi sprzed dziesięciu lat, gdy decydowało się rozszerzenie UE. Wtedy w imieniu duńskiej prezydencji wszystkie sznurki trzymał premier Anders Fogh Rasmussen. Dzisiaj prezydencja (przypadek, że trafiło akurat na Cypr) ma znaczenie zerowe, a decyduje stały przewodniczący rady Herman Van Rompuy.

W pierwszym dniu urządził budżetową spowiedź, przyjmując w konfesjonale kolejno wszystkich szefów państw/rządów i na podstawie ich wyznań przygotował kompromis, który jednak kompromisem się nie okazał. Absolwent katolickiej uczelni nie uwzględnił obowiązkowego elementu pokuty — oprócz rachunku sumienia i wyznania grzechów, musi nastąpić mocne postanowienie poprawy. Tego zaś Unii Europejskiej, w szczególności Eurolandowi, ostatnio brakuje.