Zarządzanie finansami publicznymi według metody kija i marchewki to cele nowelizacji ustawy o finansach publicznych.
Po latach przygotowań wchodzi w życie nowelizacja ustawy o finansach publicznych. Zmiany w dużej mierze wpłyną na działalność samorządów. Nowy system ma być bardziej efektywny, choć jego twórcy przyznają, że trzeba się będzie do niego przyzwyczaić.
Zrywanie z przeszłością
— Celem nowelizacji jest przede wszystkim przywrócenie porządku w zarządzaniu finansami państwa. Wierzę, że zwiększy dyscyplinę wydawania pieniędzy publicznych, ale też pomoże samorządowcom w planowaniu rozwoju ich terenów — mówi Marta Postuła, dyrektor Departamentu Reformy Finansów Publicznych Ministerstwa Finansów.
Najważniejsza zmiana to likwidacja gospodarstw pomocniczych i zakładów budżetowych (z wyłączeniem m.in. zakładów gospodarki odpadami czy ogrodów zoologicznych).
Dzięki temu administracja publiczna ma być zredukowana i bardziej wydajna.
— Gospodarstwa pomocnicze i zakłady budżetowe to pozostałości po poprzedniej epoce. Miały wspierać działalność urzędów, a stały się odrębnymi organizacjami, z własną księgowością i administracją. Po ich likwidacji samorządy będą szukały nowych rozwiązań, w dużej mierze przez zlecanie zadań na zewnątrz, co powinno ograniczyć wydatki. To może być dla skarbników miejskich rewolucja, ale muszą się do nowych warunków przyzwyczaić — zauważa Danuta Wawrzynkiewicz, doradca prezydenta RP ds. finansów publicznych.
Kredyt na miarę
Ważną dla samorządowców nowością będą wieloletnie plany finansowe.
— Każdego roku wraz z uchwałą budżetową samorząd będzie musiał przedstawić prognozę finansową na kolejne trzy lata. Muszą się tam znaleźć zadania, źródła ich sfinansowania, planowany poziom zadłużenia i koszty jego obsługi — wyjaśnia Marta Postuła.
Od 2014 r. znikną tzw. wskaźniki zadłużenia. Obecnie dług jednostki samorządu terytorialnego nie może przekroczyć 60 proc., a roczne koszty obsługi — 15 proc. planowanych rocznych dochodów.
— Te progi ostrożnościowe będą liczone osobno dla każdej jednostki. Dla jednych 60 proc. to w miarę bezpieczny poziom, dla innych już połowa tej wartości jest groźna. Dlatego dla jednych wskaźnik pójdzie w górę, dla drugich spadnie — mówi Marta Postuła.
Do obliczenia wskaźnika posłuży specjalny wzór matematyczny.
— Przez wiele lat ustalaliśmy go wspólnie z samorządami. Jest bezpieczny z punktu widzenia miasta i finansów publicznych kraju — zapewnia Marta Postuła.
Czas oszczędzać
Nowelizacja zaostrza też konsekwencje przekroczenia progu 55 proc. PKB dla długu państwa (jest zagrożenie, że tak się stanie w przyszłym roku). Procedura sanacyjna nałoży dotkliwe ograniczenia także na samorządy. Konstruując budżet na kolejny rok, nie będzie można zakładać deficytu. A dokładnie — wydatki nie będą mogły być wyższe od dochodów o więcej niż gwarantowane przepływy z zagranicy (chodzi głównie o fundusze unijne).
— Uruchomienie tej procedury może wymusić na samorządach ograniczenia wydatków. Biorąc pod uwagę duże usztywnienie wydatków bieżących, ewentualne redukcje mogą w znacznym stopniu dotyczyć inwestycji komunalnych — mówi Barbara Cendrowska, dyrektor biura finansowania projektów sektora publicznego w Banku Pekao.
Ale sankcja nie musi być dotkliwa.
— Są już możliwości realizowania inwestycji samorządowych przez specjalnie powołane podmioty: spółki komunalne, przedsiębiorstwa prywatne lub o kapitale mieszanym. Można też wykorzystać model partnerstwa publiczno-prywatnego — wylicza Barbara Cendrowska.
Zaznacza jednak, że takie rozwiązania wymagają długotrwałych analiz, a na to samorządy nie zawsze mają czas, jeśli nie chcą stracić unijnych dotacji.