OFE krytykują wyliczanie minimalnej stopy zwrotu
Za ponad miesiąc po raz pierwszy UNFE wyliczy minimalną stopę zwrotu za 24 miesiące inwestycji funduszy emerytalnych. Odtąd będzie ona liczona co kwartał. Tymczasem przedstawiciele OFE twierdzą, że mechanizm jej liczenia ma więcej wad niż plusów.
Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi na początku lipca przedstawi po raz pierwszy średnią ważoną stopę zwrotu dla OFE za 24 miesiące inwestycji, czyli średnią ważoną przeciętnymi udziałami w rynku. Równocześnie podana będzie minimalna wymagana stopa zwrotu, liczona albo jako połowa nominalnej średniej stopy, albo przez odjęcie od średniej stopy zwrotu 4 proc. Wtedy okaże się, które OFE jej nie osiągnęły. Niedobór będą musiały pokryć PTE.
Od czerwca — co kwartał — UNFE będzie publikował dane dotyczące stóp zwrotu OFE za 24 miesiące inwestycji. We wrześniu będą one dotyczyły już wszystkich OFE.
Kontrowersyjne liczenie
Wyliczanie minimalnej stopy zwrotu budzi jednak wiele kontrowersji, szczególnie w PTE. Widzą oni w tym mechanizmie sporo wad. Już wyliczenie średniej ważonej stopy zwrotu, na podstawie której określa się minimalną stopę zwrotu, zawiera niedoskonałości. W wyliczeniu średniej stopy udział w rynku mierzony jest aktywami netto OFE. Na aktywa zaś wpływ mają nie tylko składki przekazywane z ZUS, ale także wyniki inwestycyjne. Wartość średniej stopy jest więc zawyżona.
Część PTE uważa, że nie powinno się w ogóle wyliczać minimalnej stopy. Propozycja Izby Gospodarczej PTE zakłada wydłużenie okresu, dla którego liczona jest stopa z 24 do 36 miesięcy oraz zmianę częstotliwości liczenia z 3 do 12 miesięcy. Zdaniem Krzysztofa Lutostańskiego, prezesa PKO/Handlowy PTE, można również o połowę zmniejszyć rachunek rezerwowy, z którego pokrywany jest niedobór, bez uszczerbku dla klientów. Stanowi on teraz 1,5 proc. aktywów OFE.
— Kwartalne porównywanie wyników, począwszy od 24-miesięcznego okresu inwestowania, przypomina ocenę maratonu w perspektywie dystansów 100-metrowych. Inwestycje emerytalne są z definicji inwestycjami długoterminowymi. Ogłoszona wkrótce stopa zwrotu za pierwsze 24 miesiące inwestycji nie będzie miała wpływu na wysokość przyszłej emerytury, natomiast wywoła na pewno dużo niepotrzebnego szumu — uważa Tomasz Frontczak, prezes AIG PTE.
Naśladowana konkurencja
Fundusze dostosowują swoją politykę inwestycyjną do najbliższego wyliczenia stopy zwrotu, nie jest więc realizowane podstawowe zadanie OFE, czyli inwestowanie długookresowe.
— Efekt naśladownictwa wywołany minimalną stopą zwrotu powoduje, że zarządzający koncentrują się na działaniach konkurentów i przy decyzjach o alokacji w poszczególne rodzaje aktywów nie optymalizują portfeli zgodnie z teorią portfelową. Zmniejsza to efektywność inwestycyjną wszystkich funduszy. Inaczej mówiąc, nikt nie ma odwagi, żeby zrezygnować z inwestowania w akcje w okresie bessy, ponieważ boi się „ucieczki” konkurencji — mówi Paweł Wojciechowski, prezes PTE Allianz Polska.
Michał Szczurek, szef PTE Nationale-Nederlanden, uważa, że minimalna stopa zwrotu skłania OFE do zbyt konserwatywnej polityki.
OFE inwestują więc pod stopę. Ich portfele wyglądają podobnie.
Nieliczne plusy
Fundusze rzadko wskazują na plusy związane z wyliczaniem stóp zwrotu. W dłuższym terminie dojdzie więc prawdopodobnie do ustawowych zmian związanych z jej liczeniem. Obrońcy tego mechanizmu wskazują na bezpieczeństwo pieniędzy klientów OFE. Jest on także miarą efektywności zarządzania środkami ich członków, pozwala ocenić i porównać działalność OFE.
— Mechanizm wyrównania niedoboru zapewnia minimum zwrotu z inwestycji dla członków źle zarządzanych funduszy. Ryzyko złego zarządzania ponosi zatem PTE twierdzi Paweł Wojciechowski.