OFE nie dyktują jeszcze warunków na rynku akcji

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2002-04-03 00:00

Oczekiwania kontynuacji wzrostów na rynku związane są przede wszystkim z OFE. Jednak specjaliści studzą emocje. Ich zdaniem, fundusze nie są w stanie decydować o koniunkturze giełdowej.

Silny wzrost kursów na początku roku — czyli tzw. efekt stycznia wywołany m.in. przez zakupy akcji przez otwarte fundusze emerytalne — podziałał na wyobraźnię graczy. Ostatnio wystarczy informacja o przelewie środków z ZUS do OFE, by wywołać impuls wzrostowy i spekulacyjną grę pod spodziewane zakupy funduszy.

Dla opisania tego zjawiska, niektórzy specjaliści nie wahają się już użyć określenia „mitologizacja funduszy”.

Analitycy z dystansem podchodzą do wiary w możliwość wywołania przez OFE kolejnych fal wzrostowych. Oceniają je jako kolejną modę. Ich zdaniem, znaczenie OFE rośnie pod wpływem samych graczy poszukujących wytłumaczenia dla rynkowych zjawisk.

Specjaliści przypominają o wcześniejszych czynnikach, które podgrzewały atmosferę na rynku: zakupach inwestorów zachodnich lub publikacji danych makro. OFE odróżnia od tych czynników przede wszystkim horyzont inwestycyjny liczony w latach.

Specjaliści gotowi są przyznać funduszom co najwyżej rolę stabilizatora sytuacji na rynku. Z pewnością nie są w stanie decydować o długoterminowym trendzie giełdowym. Indeksy są obecnie mniej więcej na tym samym poziomie co w momencie rozpoczęcia działalności OFE. Mimo otrzymywania środków na przełomie 2000 i 2001 r. fundusze nie zdołały uchronić rynku przed silną bessą.

— Kolejne przelewy środków do OFE determinują zachowanie mniejszych graczy. W tej sytuacji nawet fundusze zmniejszyły swoją aktywność i nadal będą wykazywać większą ostrożność w zakupach. Przypisywanie im decydującej roli w kształtowaniu trendu jest jednak przesadą — mówi Rafał Grzybowski, makler BDM PKO BP.

Pozostali gracze, kierując swoje zainteresowanie na faworytów funduszy, spodziewają się osiągnąć większy zysk, niż na spółkach nie znajdujących się w portfelach OFE. Wielu analityków negatywnie ocenia skutki takiego przepływu środków. Wskazują m.in. na pogłębiające się rozwarstwienie między spółkami z portfeli inwestycyjnych OFE a pozostałymi emitentami.

— Zakupy akcji pod przelewy z ZUS to reakcja typowa dla graczy indywidualnych. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby strategię gry na ten motyw przyjmowali inwestorzy instytucjonalni z mniejszymi OFE włącznie — mówi Andrzej Łucjan, analityk BM BPH.

Analitycy starają się obalić mit o decydującej roli OFE na giełdzie.

— W II kwartale nie liczyłbym na OFE w takim stopniu, jak ostatnio, gdy rynek reagował na wiadomości o przelewach z ZUS. Zaangażowanie funduszy na GPW jest wysokie. Na razie ten poziom zadowala OFE — mówi Marek Świętoń, analityk ING IM Polska.

Poziom zaangażowania funduszy w akcjach wynika z przewidywanych wpływów. Sam przelew z ZUS nie stanowi dla zarządzających impulsu do zakupów.

— Aktualny udział akcji w portfelach OFE jest odzwierciedleniem oczekiwań na ożywienie. Zarządzający nie kwapią się do nabywania walorów w trakcie wzrostów. Uwzględniając długoletni horyzont inwestycyjny, wykorzystują krótkoterminowe okazje do kupna. Taką okazją mogła być np. niedawna przecena TP SA — dodaje Andrzej Łucjan.

Specjaliści wskazują na zmiany, jakie zaszły w giełdowej strategii OFE. Coraz częściej, zamiast nabywania walorów blue chipów, zwiększają oni swoje zaangażowanie w średnich, zdrowych fundamentalnie spółkach. W rezultacie może dojść do tego, że notowania indeksu MIDWIG mogą bardziej niż WIG 20 odzwierciedlać symptomy poprawy w gospodarce.

Okiem eksperta

GPW nie jest uzależniona

Fundusze odgrywają rolę stabilizatora. To tylko jedna z większych grup inwestorów. Nie są w stanie decydować o trendzie oraz powstrzymywać krótkoterminowych wahań rynku, związanych np. z informacjami makroekonomicznymi. Zaangażowanie funduszy w akcje utrzymujące się na poziomie 30 proc. potwierdza tezę, że zarządzający uwzględniają w swojej strategii przewidywane wpływy i sam przelew nie stanowi już dla nich impulsu do zakupów.

Gracze mają skłonność do szukania wyjaśnienia sytuacji na rynku. Liczenie na OFE oceniam więc jako uproszczenie skomplikowanych procesów, które faktycznie rządzą rynkiem.

Andrzej Łucjan

analityk BM BPH