Po blisko roku od wniesienia powództwa rozpoczął się proces sądowy o jedno z największych w historii Polski odszkodowań za zniszczenie firmy przez organa skarbowe. Marek Isański, założyciel i właściciel Towarzystwa Finansowo- Leasingowego (TFL) z Zielonej Góry, domaga się od państwa 152 mln zł odszkodowania.

Na ponad 20 mln zł opiewa roszczenie wynikające z tzw. strat rzeczywistych, reszta to tzw. utracone korzyści. Sąd Okręgowy w Warszawie przesłuchał pierwszych świadków i zastanawia się nad powołaniem biegłych do wyceny. Marek Isański wpadł na pomysł, jak uzyskać część pieniędzy, nie czekając latami na ostateczny wyrok.
— Postanowiłem wystąpić o wydanie tzw. wyroku częściowego w zakresie stwierdzenia strat rzeczywistych, wynoszących ponad 20 mln zł. Sąd mógłby znacznie szybciej wydać orzeczenie, ponieważ ma komplet dowodów i dokumentów jednoznacznie określających konkretne straty TFL wynikające z błędnych decyzji organów skarbowych — mówi Marek Isański.
Sąd nie podjął decyzji w tej sprawie. Niewykluczone, że ustosunkuje się do wniosku 15 kwietnia, czyli podczas następnej rozprawy. Marek Isański złożył pozew w sądzie 18 kwietnia 2014 r., dokładnie w 18. rocznicę aresztowania. W połowie lat 90. założone przez niego TFL znajdowało się w czołówce polskich firm leasingowych. Specjalizowało się w leasingu autobusów dla PKS. Fiskus stwierdził, że TFL musiało wyłudzać podatek VAT, bo nie transportowało pojazdów od producentów do firmy, lecz bezpośrednio do leasingobiorców. Skarbówka zakwestionowała ok. 200 takich transakcji i wydała kilka decyzji domiarowych na 20 mln zł. Marek Isański trafił na trzy miesiące do aresztu. Firma była zmuszona zaprzestać działalności. Po wielu latach przedsiębiorca został oczyszczony ze wszystkich zarzutów. Dr Tomasz Berent z SGH wyliczył, że gdyby fiskus nie uderzył w TFL, wycena firmy w latach 1996- -99 oscylowałaby między 213- -289 mln zł.
Prokuratoria Generalna (PG) broniąca skarbu państwa domaga się oddalenia pozwu. Twierdzi, że Markowi Isańskiemu nie należy się odszkodowanie, bo jego roszczenie uległo przedawnieniu. — Ze stanowiska PG wynika, że moje roszczenie przedawniło się wiele lat przed tym, zanim w ogóle możliwe stało się jego sądowne dochodzenie. To absurdalne — uważa były przedsiębiorca.