Ogarnij się na rynku sztuki

Czas na selfie z wielkim światem: twarz najmłodszego pokolenia kolekcjonerów na tle pięciu najświeższych trendów.

W języku milenialsów musiało być epicko — ostatnia edycja europejskich targów sztuki TEFAF zgromadziła w Maastricht nie tylko obiekty zamykające w sobie aż siedem tysięcy lat artystycznych koncepcji, ale też tłum istotnie zróżnicowany pod względem dat w dowodzie. Mimo że dla Kowalskiego, rozważającego pierwszą inwestycję w przykładowy plakat za kilkaset złotych, holenderskie święto nie jawi się raczej jako wydarzenie rangi parlamentarnych wyborów, warto nie spychać go w kąt. Od lat podsumowania targów w Maastricht uznaje się za soczewkę skupiającą wykluwające się trendy — tym razem, oprócz wyrazistego głosu młodszego pokolenia, przebiły się m.in. ryk sztuki plemiennej i hałas wokół brazylijskich mebli.

TO NIE
IKEA:
Zobacz więcej

TO NIE IKEA:

Wazon co prawa jest skandynawski, ale nie szwedzki. Jego autorem jest Alvar Aalto, a wartość kilkudziesięciu tysięcy złotych wynika z tego, że egzemplarz jest wczesny, z lat 30. Wersje fabryczne za ułamek tej kwoty można kupić w sklepie — prawie identyczne, bo bez potencjału jako inwestycja. Fot. Christie's

1. Przywitanie z Afryką

Gdyby Kowalski odnosił wrażenie, że drewniana twórczość afrykańskich plemion ma na niego wpływ wyłącznie wtedy, kiedy mija kram z pamiątkami, byłby w poważnym błędzie. Chociaż zainteresowanie sztuką pierwotną wskazywane jest teraz jako jeden ze światowych trendów, przez cały XX wiek surowe etniczne maski tylko pozornie pozostawały w cieniu nowoczesności ze Starego Kontynentu. To one wbijają

w końcu swój pusty wzrok w każdego, kto mija w muzeach pstrokate płótna Matisse’a czy Picassa — płaskie, geometrycznie pokawałkowane twarze muz malarzy wcale nie nawiązywały do ich specyficznej urody, tylko do form sztuki plemiennej, której czystością ekscytowała się na początku ubiegłego wieku Europa. Obecnie entuzjazm wyraźnie powraca, co miało odzwierciedlenie w ofercie holenderskich targów, którą od masy hebanowych figurek rodem z kwiaciarni odróżniają przede wszystkim cenniejsze niż złoto certyfikaty.

2. Certyfikaty na ołtarze

Poza płynnie przeplatającymi się tendencjami rynkiem sztuki niezmiennie rządzi podstawowa zasada: niezależnie od kategorii obiektu zapierająca dech rzadkość w połączeniu z nienaganną dokumentacją raczej nie narzeka na brak popytu. Barwnym dowodem z tegorocznej edycji mogłaby być przykładowa ołtarzowa nastawa, wystawiona przez madrycką galerię jako eksponat, na który w innych warunkach trudno byłoby sobie wyobrazić jakikolwiek rynek.

Kompletny zestaw XV-wiecznych malowideł, które kiedyś podwieszano nad ołtarzem, prezentowany był jako kolekcjonerski rarytas zarówno z uwagi na swój połyskujący stan zachowania, jak i na stos kartek poświadczających, że jest oryginałem. O element wyposażenia wiekowego kościoła teoretycznie nietrudno nawet na pchlim targu, gdzie skutecznie upolowaćmożna utłuczonego aniołka czy gzyms konfesjonału, leżący w towarzystwie wspomnianej afrykańskiej maski. Traktowanie takich łupów jako inwestycji byłoby jednak ciężkim grzechem, bo naczelne przykazanie brzmi: pilnuj dokumentacji, czyli certyfikatu z opisem pochodzenia obiektu, a także datowaniem, bo w samym potoku słów oferent może nawet dojść do epoki faraonów, zachwalając obiekt zrabowany poprzedniej nocy z wiejskiej kaplicy.

3. Aktywa z wykopaliska

Poza jednostkowymi elementami wystroju świątyń starannego potwierdzania autentyczności wymaga też kolejna grupa obiektów wpisujących się w rynkowe tendencje, a więc starożytności. Przedmioty znacznie starsze niż najwcześniejsze średniowieczne kościoły są pod tym względem wyjątkowo wdzięczne, dlatego że już samo datowanie w laboratorium nie pozostawia złudzeń w kwestii oryginalności.

Na rodzimym rynku w starożytności z Europy czy Azji możemy zainwestować od kilkuset złotych nawet do miliona, przy czym każdy leciwy obiekt powinien być opatrzony solidnym certyfikatem. W przeciwieństwie do XIX-wiecznego malarstwa laboratoryjne datowanie z dokładnością do 50 lat zdecydowanie wystarcza, tymczasem w przypadku prężnego warsztatu Kossaków nawet kompletna sygnatura potrafi czasem płatać figle — pisana pędzlem ojca, ale ręką syna.

4. Zanim powstała IKEA

Rozterka, czy cenne na rynku meble powinny być przy okazji wygodne, jak widać, jest kolekcjonerom obca, o czym świadczą chociażby twarde gięte fotele licytowane na aukcjach do równowartości nowych aut.

— W preferencjach kolekcjonerów rzemiosła zmieniło się rzeczywiście sporo — od gustowania w art déco czterdzieści lat temu po francuski czy skandynawski dizajn modny ciągle od lat 90. Aktualny trend zasadza się na mieszaniu stylistyk i okresów — stolarstwo południa i północy Ameryki potrafi być wspaniałe, a wzornictwo Brazylii radykalne, ale dające trochę komfortu — komentuje pytany przez ekspertów Christie’s Stanislas Gokelaere, wystawiający podczas TEFAF XX-wieczne meble.

Co znamienne, w swojej ofercie specjalista wymienia chociażby prace Alvara Aalta, fińskiego architekta i projektanta, który Kowalskiemu przysłużył się popularnym wazonem Savoy o podstawie w kształcie nieregularnej kałuży wody. W sklepach naczynie masowej produkcji można kupić za kilkaset złotych, tymczasem wczesny egzemplarz z lat 30. kosztował na aukcji 16,3 tys. GBP (79 tys. zł), o czym — znowu — zdecydowały nie tyle różnice wizualne, ile eksperckipapier do znudzenia potwierdzający oryginalność.

5. Followersi rynku sztuki

Zamiast długich popołudni spędzanych na rozmowach w antykwariatach dwa przyciski: „licytuj” i „dodaj do koszyka”. Internetową sprzedaż dzieł sztuki szacuje się teraz na rekordowym poziomie 5,4 mld USD (18,4 mld zł) — taki wynik obliczono dla 2017 r., przy czym stanowi to 8 proc. światowego obrotu, według raportu Clare McAndrew, UBS i ArtBasel. Względem 2016 r. zanotowano w tej kategorii aż 10-procentowy skok, podczas gdy w pięć ostatnich lat odsetek wzrósł o 72 proc., m.in. dzięki wzmożonej aktywności kolekcjonerów młodszego pokolenia.

Zdaniem Kaia Kuklinskiego, dyrektora Axa Art, tradycyjny już podział klientów na nowoczesnych pasjonatów sztuki współczesnej i mniej chętnych sprzedaży online tradycjonalistów zaburza od niedawna coraz liczniejsza kategoria — pęczniejąca grupa inwestorów szukających przede wszystkim rzadkich aktywów i informacji dostępnych nie tyle na wyciągnięcie ręki, ile po kliknięciu.

Co rzadko podkreślane, nowa kategoria bywa też najwrażliwsza, bo z chęcią wyławia informacje o rosnących stopach zwrotu, a te najrzadziej padają z ust profesjonalistów, a najczęściej w kontekście zakupu bohomazu, który „popełnił najpewniej przyszły następca Sasnala”. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ogarnij się na rynku sztuki