W funduszach private equity oprócz gotówki są także
specjaliści. To może być sposób na kapitał w trudnych czasach. Jeśli zaakceptujemy cenę...
Rozpoczyna się czas stabilizacji, ale nie ma mowy o powrocie na ścieżkę szybkiego rozwoju. Tak mówią ci, którzy mają pieniądze.
Globalny kryzys i głęboka bessa na światowych giełdach mocno zmieniły biznesową rzeczywistość. Wiele firm ma jednak wciąż dobre perspektywy rozwoju, a susza na rynku finansowym stworzyła wiele okazji do m.in. tanich przejęć innych przedsiębiorstw. Giełdowi inwestorzy niechętnie sięgają do portfeli, a banki stały się bardzo ostrożne. Co z funduszami private equity?
Zmiany, zmiany…
Podmioty, które finansowanie zapewniły sobie przed światowym kryzysem, szukają dziś ciekawych inwestycji. Nie jest jednak łatwo.
— Atrakcyjne spółki są rzadko wystawiane na sprzedaż, bo wyceny są zdecydowanie niższe niż rok temu. Niektórzy właściciele spółek dostrzegli już, że szybko nie wrócimy do wycen z 2007 r. Pojawiają się okazje inwestycyjne. Dotyczą one także trudniejszych przypadków — na przykład restrukturyzacji firm z problemami bilansowymi (instrumenty dłużne, opcje walutowe i inne derywaty), ale o dużym potencjale — mówi Adam Pietruszkiewicz, wiceprezes polskiego oddziału Riverside Europe Partners.
Jeśli spółka posiada zdrową działalność podstawową, to jej szanse na pozyskanie partnera rosną.
— Myślę, że inne fundusze podobnie patrzą na rynek. Poszukują spółek, które mają problemy niezwiązane z podstawową działalnością, a np. z płynnością, co jest skutkiem zredukowania finansowania bankowego — dodaje ekspert Riverside.
Na jakich sektorach skupiają się dziś fundusze private equity?
— Na pewno jest to sektor usługowy, ale także inne branże, które są generalnie niepodatne na wahania cykliczne. Ciekawa jest branża spożywcza, ale wymaga się tu silnej marki własnej. Sporo transakcji widać wśród telekomów i spółek informatycznych, ale tu przyczyną często są problemy bilansowe i potrzeba dokapitalizowania oraz restrukturyzacji (problemy z długiem). W Polsce jest do kupienia sporo firm odzieżowych, ale ich niska cena nie rekompensuje wysokiego ryzyka bankructwa — wylicza Adam Pietruszkiewicz.
Sytuacja gospodarcza wymusza rozszerzenie horyzontów pozyskiwania spółek do portfela.
— Rozmawiamy z bankami, które nie chcą być właścicielem firmy, ale czasem nie mają wyjścia. Muszą przejąć spółkę, która nie jest w stanie obsługiwać kredytów bankowych. Wtedy szukają partnera — tłumaczy wiceszef polskiego oddziału Riverside.
Nie można zapominać, że to właśnie podczas kryzysu nadarzają się atrakcyjne okazje do przejęć.
— Wielu zagranicznych inwestorów działających w Polsce odczuwa spowolnienie na swoich lokalnych rynkach. Ogranicza to ich skłonność do akwizycji polskich spółek lub decyzje te przesuwane są w czasie. To może tworzyć szanse dla krajowych spółek na fuzje i przejęcia atrakcyjnych celów na naszym rynku – mówi Sylwester Janik, partner w MCI Management.
Polskie spółki, szczególnie te działające w określonych niszach, powinny monitorować rynki zagraniczne nie tylko w Europie Środkowej, lecz również w Europie Zachodniej. Tam mogą dokonać przejęć dotychczasowych konkurentów, zajmując ich miejsce lub wzmacniając swoją pozycję rynkową.
Polski optymizm
Mimo kryzysu właściciele krajowych spółek wciąż jednak niezbyt łatwo oddają kontrolę nad swoimi przedsiębiorstwami.
— Na Zachodzie i w USA sprzedający dojrzeli do tego, że świat się ogromnie zmienił w ciągu ostatniego roku. Tam nie ma już dyskusji na temat całkowitej odporności danej spółki na skutki kryzysu. W Polsce wciąż dominuje wiara, że załamanie jest tylko przejściowe — mówi Adam Pietruszkiewicz.
Jego zdaniem, za granicą wciąż można kupować taniej.
— Na Zachodzie nawet w "dobrych czasach" wycena 10 razy EBITDA lub więcej to była rzadkość (poza niektórymi sektorami, jak usługi medyczne lub telekomy). W Polsce poniżej tego progu nie było zbyt wielu transakcji. Obecnie różnice dochodzą do trzech, czterech wielokrotności EBITDA. Tymczasem wyższe tempo rozwoju polskiej gospodarki uzasadnia różnicę jeden, dwa razy EBITDA — uważa Adam Pietruszkiewicz.
W Polsce widać już jednak pierwsze zmiany.
— Trwa proces dostosowawczy. Sprzedający tracą przekonanie, że ceny wrócą do wartości z 2007 r., a kupujący oswajają się z rzeczywistością i stają się już mniej ostrożni. Dlatego spodziewam się, że w II półroczu zwiększy się tempo zawierania transakcji — sądzi Sebastian Król, partner w Enterprise Investors.
Szacuje, że w naszym regionie (głównie chodzi o Polskę) fundusze private equity mają do wydania w pers- pektywie 2-3 lat około 3 mld euro.
— Dlatego dobre projekty nie będą miały problemów z finansowaniem — zapewnia Sebastian Król.
Giełdowe trudności
Wielu obserwatorów rynku spodziewało się, że mocna przecena na warszawskiej giełdzie zachęci fundusze private equity do przejmowania giełdowych spółek. Okazuje się, że problemem nie jest brak atrakcyjnych firm.
— Na GPW jest notowanych kilkadziesiąt ciekawych spółek. Jako bardzo atrakcyjne oceniliśmy mniej niż 10 (konkurują marką, innowacyjnością, jakością produktu czy obsługą klienta, a nie ceną). Po długiej analizie procesu przejęcia spółki publicznej w ramach polskiego prawa, pozostajemy bardzo sceptyczni co do wykonalności takiego projektu. Szczególnie ze względu na duże koszty i wysokie ryzyko niepowodzenia, jak również brak dostępu do informacji niejawnych —uważa Adam Pietruszkiewicz.
Tomasz Ciborowski: Trzeba szukać swojej szansy
1Indeksy giełdowe rosną od połowy lutego. Czy to szansa na ożywienie na rynku pierwotnym?
Trudno w tej chwili prorokować, czy to już jest początek nowego, długoterminowego trendu. Należy jednak podkreślić pozytywne sygnały, jak zwiększenie zakupów akcji poprzez fundusze emerytalne. Alokacja aktywów OFE w akcje wzrosła do nieznacznie powyżej 20 proc., ale jest niska. Również w funduszach inwestycyjnych widać wyraźne zmniejszenie liczby umorzeń jednostek. To są symptomy, które pozwalają patrzeć na rynek z optymizmem.
2Spółka Aplisens, która podjęła ostatnio próbę wejścia na GPW, sprzedała pierwszą ofertę publiczną z redukcją. Wyjątek czy sygnał, że warto wykorzystywać okazje?
Rynek giełdowy rządzi się emocjami. Często zdarza się, że ten sam papier po danej cenie można sprzedać dziś, bo rynek wierzy w dalsze wzrosty, a za kilka tygodni już nie. To wyzwanie dla przedsiębiorców, którzy muszą planować w dłuższym horyzoncie i powinni wiedzieć, na jaki kapitał z emisji akcji mogą liczyć. Tymczasem dziś zmienność kursów jest bardzo wysoka. Dlatego w przypadku spółek, które mogą realnie liczyć na przeprowadzenie z sukcesem oferty publicznej, rozwiązaniem jest przygotowanie się do tego procesu, by w chwili, gdy pojawi się taka możliwość na rynku, przeprowadzić ofertę. Co do ceny — oczywiste jest, że wpływa ona na wielkość popytu na akcje. Ale istotne obniżanie ceny w trakcie oferty publicznej nie jest dobrym sygnałem. Widełki cenowe powstają na podstawie informacji zwrotnej od inwestorów. Jeżeli popyt jest wystarczający, to nie obniża się ich w trakcie oferty.
3Czy dziś warto wejść na giełdę nawet przy ryzyku, że nie uda się uzyskać 100 proc. spodziewanego kapitału?
Przed podjęciem decyzji o przeprowadzaniu danej inwestycji należy dokładnie policzyć, jakie są oczekiwane korzyści i koszt poniesionych inwestycji. W tych kalkulacjach spółka musi uwzględnić różne realnie dostępne opcje finansowania. Bywa że spółka nie może liczyć na kredyt, bo jest już zbyt mocno zadłużona albo koszt tego kredytu jest zbyt wysoki. Jeśli warunki emisji akcji wówczas są akceptowalne, to nie warto odkładać decyzji o giełdzie na później. Z drugiej jednak strony, obecni akcjonariusze spółki, którzy zastanawiają się nad sprzedażą swoich akcji, nie powinni się śpieszyć z takimi decyzjami, z uwagi na potencjalny wzrost wycen spółek i możliwość osiągnięcia wyższych cen w przyszłości. Wstrzymanie się ze sprzedażą akcji przez obecnych akcjonariuszy to również dobry sygnał dla rynku, że wierzą oni w swoją spółkę. Sprzedając akcje po relatywnie niskich kursach, wysłaliby inwestorom zły komunikat.
Nie ma miejsca na przypadek
Warta 15 mln zł oferta spółki Aplisens sprzedała się na pniu. Inwestorom indywidualnym zapisy zredukowano o około 40 proc.
Aplisens jest dostawcą kompleksowych rozwiązań w zakresie przemysłowej aparatury kontrolno-pomiarowej.
"PB": Co zdecydowało o powodzeniu oferty?
Dariusz Tenderenda, członek zarządu DM Navigator:
Spółka ma silną pozycję w swojej niszy, osiąga wysokie marże. Jej wyniki nie są też tak uzależnione od wahań koniunktury gospodarczej. Nie bez znaczenia były oczywiście sprzyjające warunki rynkowe i rosnące ceny akcji na GPW.
Czy zarządzający funduszami zainteresowali się ofertą?
Kiedy rozpoczynaliśmy road show, zdawaliśmy sobie sprawę, że duzi inwestorzy instytucjonalni nie będą skłonni kupować akcji Aplisensa ze względu na rozmiary firmy. Jej kapitalizacja to około 75 mln zł. Pozytywnie zaskoczyło nas, że wielu zarządzających funduszami chętnie spotykało się z zarządem. Jednak Aplisens to spółka o bardziej defensywnym charakterze, która rośnie stabilnie, a nie skokowo. Nie należy oczekiwać, że w najbliższym czasie, w wyniku wyłącznie rozwoju organicznego, stanie się ona kilkakrotnie większa. Krąg potencjalnych inwestorów był więc ograniczony.
Ostateczna cena emisyjna sporo odbiegała od maksymalnej. Dlaczego nie udało się wynegocjować wyższej?
Tylko niektóre TFI mają kapitał na nowe zakupy. Niektórzy zarządzający sparzyli się na ofertach sprzed kilku- kilkunastu miesięcy i wolą nie ryzykować. Dlatego cenę uznajemy za zadowalającą, zwłaszcza że sprzedaliśmy spółkę po wskaźnikach rynkowych zbliżonych do giełdowej konkurencji — Polnej i Apatora.
Jakim spółkom radzilibyście podjęcie próby wejścia na giełdę już dziś?
Na przypadkowe debiuty nie ma miejsca. Wiele firm, które wchodziły na giełdę w szczycie hossy, dziś nie miałoby czego szukać na rynku pierwotnym. Firma musi mieć dziś rentowną działalność, przewidywalną i możliwie najbardziej uniezależnioną od koniunktury gospodarczej. Do oferty publicznej trzeba też się długo i dobrze przygotować. W Aplisensie proces trwał ponad rok. Chodziło m.in. o to, by w grupie kapitałowej były przejrzyste powiązania, w pełni zrozumiałe i akceptowane przez inwestorów.
Rozmawiał Kamil Zatoński
Program konferencji Droga po kapitał
6 maja, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie
10:00 Otwarcie konferencji
Arkadiusz Dawid, prezes Bonnier Business Polska, wydawcy "PB", oraz Ludwik Sobolewski, prezes GPW
10:15 "Powrót do normalności" — Jeremi Mordasewicz, PKPP Lewiatan
10:45 "Rynek giełdowy jako forma pozyskania kapitału dla przedsiębiorstw. Od akcji do obligacji korporacyjnych" — Robert Kwiatkowski, GPW
11:05 "New Connect" — Emil Stępień, GPW
11:35 "Autoryzowany Doradca New Connect — aktywna rola w procesie pozyskania kapitału" — Izabela Żyglicka, Adwokaci i Radcowie Prawni Izabela Żyglicka i Wspólnicy
12:20 "Jak z sukcesem przeprowadzić IPO na GPW" — Tomasz Ciborowski, Bank Zachodni WBK
12:50 Fundusze private equity — Sebastian Król, Enterprise Investors
13:20 "Rola biegłego rewidenta w procesie emisji akcji i obligacji" — Filip Gorczyca, Łukasz Koterwa, PricewaterhouseCoopers Polska
13:50 Fundusze unijne — Jerzy Kwieciński, Europejskie Centrum Przedsiębiorczości
14:20 Konkurs Kierunek New Connect, finał
Organizatorem konferencji jest "Puls Biznesu". Partnerami merytorycznymi są GPW i PKPP Lewiatan. Partnerami są BZ WBK oraz Adwokaci i Radcowie Prawni Izabella Żyglicka i Wspólnicy. Radio PiN jest patronem medialnym.
Adrian Boczkowski