Olechowski: 4-5 lat trudnej sytuacji gospodarczej

PAP
opublikowano: 2009-04-29 15:54

I Polska, i Rosja odczuwa skutki światowego kryzysu gospodarczego - przyznali uczestnicy konferencji "Konsekwencje Kryzysu Gospodarczego dla Rosji, Polski i innych państw regionu", która odbyła się w środę w Sejmie.

Według byłego ministra spraw zagranicznych i b. ministra gospodarki Andrzeja Olechowskiego, w związku z kryzysem czeka nas 4-5 lat trudniej sytuacji gospodarczej, wysokiego bezrobocia, trudnej sytuacji społecznej. Przypomniał, że kiedy doszło do kryzysu gospodarczego, inwestorzy finansowi uzmysłowili nam, że Polska i Rosja są w tym samym regionie.

"Kiedy strach zajrzał im w oczy, postanowili uciekać z Europy Środkowo-Wschodniej. Uciekali w równym tempie tak z Rosji, jak i Polski" - powiedział.

Były prezes Rosyjskiego Banku Centralnego Wiktor Gieraszczenko wskazał, że jedna z przyczyn obecnego kryzysu leży w nieodpowiedzialnej polityce budżetowej i walutowej Stanów Zjednoczonych.

"Moim zdaniem Stany Zjednoczone wyjdą jednak z kryzysu gospodarczego szybciej niż jakikolwiek inny kraj z rozwiniętą gospodarką" - powiedział. Według niego gospodarka amerykańska zacznie bowiem bazować na nowych technologiach.

Jego zdaniem trudno spodziewać się wzrostu cen nośników energii do poziomów sprzed roku, bo USA "zrobią wszystko", by do tego nie dopuścić. Zaznaczył, że nie chodzi w tym przypadku o ograniczenie możliwości Rosji, ale krajów Bliskiego Wschodu.

Z kolei członek komisji Dumy Państwowej ds. polityki gospodarczej i przedsiębiorczości, Sergiej Żelezniak wskazał, że wśród przyczyn kryzysu w Rosji leżały m.in. wysokie ceny nośników energii, co nie sprzyjało poszukiwaniu innowacji. Ponadto gospodarkę rosyjską zasilał kapitał spekulacyjny, a nie inwestorów branżowych.

Żelezniak dodał, że Rosja przyjęła program przejścia z gospodarki opartej na surowcach do ekonomii innowacyjnej."Rosja ma bardzo duży potencjał intelektualny, który powinien przenieść się na płaszczyznę technologii" - zaznaczył.

Poinformował, że program ten zakłada m.in. inwestycje w przetwórstwo surowców. Podał, że np. zyski ze sprzedaży pochodzących z ropy naftowej mas plastycznych są 35 razy wyższe od zysków ze sprzedaży ropy.

Według prof. Witolda Orłowskiego z PricewaterhouseCoopers kryzysy "są czasem bardzo potrzebne, one trochę nas budzą". Jego zdaniem błąd polegał na tym, że zarówno Polska, jak i Rosja wybrały proste metody na wzrost - oparte na inwestycjach zagranicznych (w pierwszym przypadku) i na sprzedaży zasobów naturalnych (w drugim).

"Kryzys daje nam trochę do myślenia, że proste metody rozwoju, które oczywiście trzeba wykorzystywać, (...) nie są receptą na wzrost w perspektywie 20-30 lat" - powiedział.

Były minister finansów prof. Jerzy Osiatyński nie zgodził się z tezą Orłowskiego. Przyznał, że kryzys eliminuje producentów o najwyższych kosztach i najmniej efektywnych, ale jednocześnie w sektorze polskich przedsiębiorstw najsilniej uderzył w eksporterów.

"Polskie duże i średnie firmy, które po 2004 r. bardzo się modernizowały, kupowały na Zachodzie nowe technologie, przestały konkurować ceną i zaczęły z sukcesem konkurować jakością. Dziś upadają, nie tylko z powodu niefortunnych opcji" - powiedział.

Główny doradca premiera ds. bezpieczeństwa energetycznego Maciej Woźniak mówił o wpływie kryzysu na politykę energetyczną. Wskazał trzy przyczyny, dla których - jego zdaniem - w najbliższych latach spadną dochody ze sprzedaży energii. Są to: spowolnienie gospodarcze, niższe ceny nośników i bardziej ekonomiczne gospodarowanie energią.

Dodał, że plany polskiej polityki energetycznej do 2030 roku zakładają przede wszystkim zwiększenie wydajności energetycznej polskiej gospodarki.

Wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer zwrócił uwagę na "rzeczywisty" rozwój kontaktów gospodarczych między Polską a Rosją. Poinformował, że w 2008 r. polsko-rosyjska wymiana handlowa osiągnęła wartość 28-30 mld dolarów.

"To wymiana handlowa, która plasuje Rosję na drugim miejscu jako partnera handlowego Polski, a Polskę w pierwszej dziesiątce partnerów Rosji. Nie jest to jednowymiarowy ruch gospodarczy polegający na imporcie przez Polskę nośników energii" - zapewnił.

Z kolei wiceminister gospodarki Marcin Korolec poinformował, że Polska jest czwartym eksporterem wśród krajów UE do Rosji, a polskie inwestycje w Rosji warte są 600 mln dol.

"Potencjał polskich inwestycji w Federacji Rosyjskiej jest znacznie większy. Spodziewamy się, że inwestycje polskie w Rosji będą się rozwijać" - powiedział.

Przypomniał, że Polska jest jedynym krajem, który ciągle odczuwa skutki kryzysu między Rosją i Ukrainą z początku tego roku. Od tamtej pory jeden z kontraktów na dostawy gazu rosyjskiego do Polski ciągle nie jest wykonywany.

Korolec pytał, czy w okresie kryzysu jest konieczność budowania nowej infrastruktury przesyłowej (chodzi np. o gazociąg pod Bałtykiem North Stream - PAP). Zaznaczył przy tym, że jeśli będzie taka potrzeba, Polska jest gotowa do budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego.

Zdaniem wiceprzewodniczącego komisji spraw zagranicznych Dumy Państwowej Rosji, Andrieja Klimowa, zapotrzebowanie na gaz w Europie będzie rosło, nawet jeśli UE podejmie bardzo poważne kroki w kierunku oszczędności energetycznej. Według niego w 2025 r. Unia będzie potrzebować 630 mld metrów sześciennych gazu, podczas gdy dziś otrzymuje 543 mld metrów. Trzeba będzie wypełnić deficyt w wysokości ponad 190 mld metrów.

Klimow wskazał, że jeżeli gazociąg North Stream będzie działał pełną parą, to pokryje jedną czwartą deficytu. "To nie wyłącza uruchomienia innych dróg transportu ani rozwoju istniejącej infrastruktury" - powiedział. Zapewnił przy tym, że eksploatacja gazociągu pod dnem Bałtyku będzie tańsza od transportu rurociągiem naziemnym. (PAP)