Oligarcha za półtora bitcoina

opublikowano: 04-06-2018, 22:00

Jak rzucić na stół kluczyki całkowicie niekolekcjonerskiej skody, żeby zalśniły wszystkie oczy? Przypiąć do nich jajo Fabergé — jedno z czterech aktywów, na które wystarczy bitcoin

1. Jajko z niespodzianką

Zgrzyt raziłby bardziej niż żyrandol z plastikowych kryształów, bo dostępne dla Kowalskiego jajo z warsztatu złotnika dworu to sprzeczność sama w sobie. Wbrew pozorom, nie wynika to nawet z astronomicznych kwot, wydawanych z opasłych portfeli oligarchów, bo zdobione z nadludzką dbałością, świąteczne jaja nie czekają w swoich grubych gablotach nawet na nich. Mimo że pracownia Fabergé tętniła w pewnym momencie wysiłkiem kilkuset pochylonych nad blatami pracowników, samych wielkanocnych jaj nie powstało więcej niż 50 — na co wobec tego wystarczy bitcoin?

Dzięki niezaspokojonemu popytowi cara Mikołaja II na kosztowne podarunki dla dygnitarzy, współczesny inwestor może wydać na jajo z początku ubiegłego wieku równowartość dwudziestu paru tysięcy złotych, bo na czerwcowej aukcji Sotheby’s ich emalierska dekoracja zalśni w skali trzycentymetrowych breloczków. W kategorii kolekcjonerskich zbytków z tej pracowni konkurują chyba tylko z wykonaną z serpentynitu, zdobioną jak berło zapasową rączką parasolki.

2. Bitcoinna nadgarstku

Gdyby inwestor kompletnie obojętny na blask carskich drobiazgów miał natychmiast określić, jaki jest na nie popyt, najprostszą miarą byłaby regularność aukcji. Mimo że produkcja tych starannie dekorowanych wyrobów była daleka od masowej, świadomość ich kolekcjonerskiej wartości jest na tyle wysoka, że światowe domy aukcyjne coraz częściej nęcą inwestorów rosyjskimi złoceniami na okładkach katalogów.

Stosownie do podaży, jeszcze gęściej w kalendarzach licytacji poutykane są zegarki, a chyba najbliższym odpowiednikiem rozpoznawalnej pracowni Fabergé byłby warsztat Patek Philippe. Skoro jednak eksperci branży nie mają wątpliwości co do imponującego zwrotu, jaki czasomierze potrafią zapewnić inwestorom, szybko można odnieść wrażenie, że bitcoin wystarczyłby co najwyżej na zegarkowy pasek. W przeciwieństwie do carskich wielkanocnych jaj, produkcja patków nie była aż tak skąpa, dlatego do przykładowego automatu z lat 60. można się przymierzać już z jedną jednostką kryptowaluty w portfelu — egzemplarz w białym złocie z referencją 3445 licytowany będzie w Christie’s, chociaż akurat bez paska połyskującego na fotografii. Jak zapewnia dom aukcyjny, niewielki kawałek skóry zdarto z zagrożonego gatunku, dlatego po licytacji pasek zostanie wymieniony na taki, który zadowoli przepisy, wciąż trzymając na dystans bywalców wegańskich barów.

3. Porządek w torebce

Pytanie o stan zachowania damskiej torebki dowiodłoby może braku wyobraźni, tymczasem poważne licytacje takich akcesoriów stale gromadzą w katalogach rzadkie okazy, w których nigdy nie rozsypała się kolorystyczna gama kosmetyków. Kiedy model torebki Hermès przez kilkanaście lat zapewniał przeciętnie ponad 14-procentowy zwrot — jak podaje „The Guardian” — rynek wtórny musiał okrzepnąć i wykształcić klarowne kryteria.

Oprócz stanu zachowania, który istotnie rzutuje na wartość w obiegu, głównymi czynnikami windującymi stawkę są wąskie do bólu serie i nieprzyzwoicie rozwlekłe kolejki. Trudno nie odnieść wrażenia, że paryski producent sam zaprojektował sobie inwestycyjną aurę wokół własnych wyrobów, umiejętnie podsycając apetyt, ograniczając ofertę, a nawet godząc w obrońców fauny silniej niż wszyscy genewscy zegarmistrzowie mogliby sobie wyobrazić. Im egzotyczniejsza, bardziej wyszukana skóra, tym rzadsza i cenniejsza torebka — mówi surowe, rynkowe prawo, które śmiało pozwala drożeć akcesoriom załamującym światło zupełnie tak, jak robi to wynurzający się z wody, chropowaty krokodyl. Czy bitcoin wystarczy na garderobiany dodatek rodem z rezerwatu? Niekoniecznie, ale z pewnością na osławiony model Birkin — w który zainwestować można już kilka tysięcy dolarów — w wersji z zagrody, a więc w skórze koźlęcej.

4. Znieczulenie w butelce

Jeśli inwestor nie zdoła zaprzeczyć, że damska torebka spisuje się lepiej niż indeks S&P 500, zawsze może zanurkować do barku — w poszukiwaniu aktywów procentujących równie niezawodnie. Kierując się indeksem Rare Whisky 101, sięgnąłby najpewniej po butelkę macallana, a więc torfowy odpowiednik patka, jaja Fabergé czy drogocennej torby o zagadkowo pospolitym kroju. W pewnym sensie mógłby się jednak zachłysnąć, bo — rozmieniając bitcoiny — na whisky z taką etykietą wydać można zarówno wszystkie, jak i ułamek jednego, dlatego że nie każdy macallan jest przecież bijącą rekordy rzadkością.

Z przykładowej aukcji Bonhams, zaplanowanej na 6 czerwca, wybrać można trzy butelki 10-letniej whisky z tej destylarni, a spodziewana stawka za wszystkie razem nie dochodzi nawet do 4 tys. zł. Prawie piętnastokrotnie wyższa jest natomiast górna granica estymacji za butelkę z datą 1951 r., ale z serii ograniczonej do 632 sztuk, których ubywa z każdą okazją do świętowania albo znieczulania się w smutku. Jak podkreślają eksperci branży, konsumpcja kolekcjonerskich alkoholi jest dla rynku najzdrowsza, bo podaży miarowo ubywa, aż ostatnie butelki pobrzękują w wysokich cenach na aukcjach.

Przykładową whisky za jednego bitcoina mogłaby być zamknięta w zielone szkło 40-letnia laphroaig ze szkockiej wyspy Islay. Mimo że katalog chwali się datą 1960, a etykieta wyszczególnia dla porządku numer butelki, za destylarnią przemawia dodatkowy czynnik podnoszący popyt — książę Walii. Laphroaig oficjalnie otrzymała tzw. royal warrant, a więc dokument, w którym nobliwa rodzina królewska przyznała się do regularnego zamawiania jej produktów. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Oligarcha za półtora bitcoina