Podczas wczorajszego spotkania z Polską Konfederacją Pracodawców Prywatnych premier Leszek Miller śmiało prezentował pakiet ustaw wspierających przedsiębiorczość — a jednocześnie zwyczajowo prześliznął się po trudniejszych pytaniach zadawanych przez przedsiębiorców.
Podczas takich spotkań premier z zapałem wlewa otuchę w serca reprezentantów biznesu, karmiąc ich samymi dobrymi wiadomościami. Jak tu nie być optymistą, gdy słyszy się, że po trudach łatania dziury budżetowej już w roku 2003 polska gospodarka ruszy z posad bryłę zastoju, a PKB wzrośnie o 3,1 proc. To z kolei nie pozostanie bez wpływu na płace, które także w budżetówce mają pójść w górę o 1 proc. ponad inflację. Według rządu, nie ma takiego wskaźnika makroekonomicznego, który w 2003 r. nie uległby poprawie. I to wszystko dzięki ustawom wspierającym przedsiębiorczość, których projekty (na razie osiemnaście, dalsze w przygotowaniu) rząd skierował już do Sejmu.
Ambitny plan rządzącej koalicji zakłada przeprowadzenie ścieżki legislacyjnej wszystkich tych ustaw do połowy roku, aby po wakacjach można było przystąpić do ich wdrażania. W roku 2003 maszyna przedsiębiorczości ma już chodzić na pełnych obrotach.
Scenariusz ten przypomina opowieści dobrej wróżki. Rząd dyskretnie przemilcza olbrzymie zaległości w uchwalaniu priorytetowych ustaw europejskich. Na tych z kolei ciąży imperatyw zakończenia prac do końca roku. Przedsiębiorcy wierzą w powodzenie planów rządu, bo chcą wierzyć. Nikt jednak nie wie, co naprawdę kryje się pod miłym uśmiechem i ciepłymi gestami premiera, który zapewne i tak zrobi swoje.