Zbigniew Przybysz
Stowarzyszenie na rzecz Obrony Polskich Przedsiębiorstw
W pierwszym półroczu 2009 upadło o ponad 400 proc. więcej firm transportowych niż w analogicznym okresie 2008 r. Mimo rekordowego wzrostu upadłości należy niestety spodziewać się utrzymania tej tendencji w latach 2010 i 2011.
I to nie brak zleceń (eksport na zbliżonym poziomie jak w roku 2008, sprzedaż krajowa również, PKB wzrasta — dane wg GUS) czy ceny (złoty stracił na wartości 25-40 proc. w okresie VII 2008-XII 2009, przez co eksport usług transportowych stał się wyjątkowo rentowny) były i będą główną przyczyną problemów lub nawet upadłości firm. Przyczyną jest i będzie utrata płynności finansowej, spowodowana koniecznością rozliczenia "asymetrycznych zerokosztowych struktur opcyjnych".
Dla wyjaśnienia: to nie opcje put czy call, a sprawnie przeprowadzone przez banki — przy współudziale ufających pracownikom banków menedżerów firm — "zabezpieczenie ryzyka kursowego" poprzez zakazywane na świecie toksyczne pochodne, doprowadziła do strat firm transportowych i logistycznych. Aż 30-50 proc. firm z tej branży poniosło straty na opcjach — wynika z danych ankietowych zebranych przez SnROPP.
W artykule: "Kryzys rozłożył na łopatki wiele firm transportowych i logistycznych" (PB nr 9 z 14.01. 2010) postawiono diagnozę, że tylko i wyłącznie źle zarządzający przedsiębiorcy są winni
problemów firm. Wydaje się jednak dziwne, iż nagle okazało się, że menedżerowie, którzy działali na bardzo trudnym rynku z ogromnymi sukcesami stali się nieudacznikami, którzy być może mieli wcześniej trochę szczęścia.
Bombą z opóźnionym zapłonem są tzw. ugody, do podpisania których firmy zostały zmuszone, aby uchronić się przed postępowaniami komorniczymi ze strony banków sprzedających im z pełną premedytacją iluzję zabezpieczenia. To, że były to produkty niesprawiedliwe, przyznają nawet naukowcy, słusznie postulując, aby nadzór bankowy sporządził z nich czarną listę zakazanych produktów na przyszłość. Wiele firm skutecznie dochodzi swoich racji przed sądami, nie tylko polskimi. "Ugody" z bankami zamieniły wirtualny dług na zobowiązania kredytowe rozłożone w czasie. Jednak czy firmy po spłacie takich "kredytów" (nie otrzymawszy wszakże z nich żadnych pieniędzy) stać będzie na modernizację parków samochodowych? Czy wytrzymają konkurencję rynkową z firmami, które miały więcej szczęścia, nie napotykając na swojej drodze sprzedawców opcji?
Należy założyć, że zarówno liczba upadłości, jak i liczba przejęć będzie rosła.