Natomiast rynek pieniężny już kolejną podwyżkę zdyskontował - od ostatniej decyzji RPP o podniesieniu stóp w końcu marca rynkowe stopy WIBOR wzrosły o ponad 30 pkt. Zatem nawet niespodziewana dla ekonomistów decyzja dla rynku pieniężnego aż takim zaskoczeniem nie będzie. Dziś - jeszcze przed decyzją RPP, bo o godz. 10.00 rano - poznamy dynamikę sprzedaży detalicznej. Ekonomiści ankietowani przez ISB uważają, że wyniesie ona między 16,5 a 22 proc. ze średnią na 19,1 proc. Tak świetny wynik miałby być konsekwencją wciąż wysokiego wzrostu płac i wzrostu zatrudnienia, ale także ''zawirowaniem kalendarzowym'' - kwiecień był ''dłuższym'' w dni pracujące miesiącem niż marzec i niż kwiecień ub.r.
SYTUACJA NA GPW
We wtorek na światowe giełdy powrócili inwestorzy z
USA i Wielkiej Brytanii, a warszawski parkiet odczuł to niespecjalnie - obroty,
które są ostatnio największym problemem GPW nieco się poprawiły i osiągnęły
równy 1 mld PLN. Taki poziom aktywności to jednak wciąż niewiele jak na naszą
giełdę, w dodatku blisko 800 mln wygenerował obrót akcjami największych spółek.
W końcówce sesji przekonaliśmy się, że tak płytki rynek sprzyja manipulowaniu
kursami, ponieważ WIG20, który mimo słabych danych z USA przez całe popołudnie
utrzymywał się powyżej kreski, tuż przed zamknięciem notowań osunął się o ponad
25 pkt. Ostatecznie WIG stracił 0,1 proc., a WIG20 0,2 proc.. Liderami wśród
największych spółek były papiery GTC, BZ WKB oraz PBG, które podrożały o ponad 3
proc.
GIEŁDY ZAGRANICZNE
Główne indeksy Wall Street odrobiły cześć strat z
silnych spadków z ubiegłego tygodnia. Na wczorajszej sesji S&P zyskał 0,7
proc., a Dow Jones 0,6 proc. Do zakupu akcji przekonywał spadek cen ropy oraz
pozytywne rekomendacje dla kilku spółek z sektora technologicznego - Nasdaq
zyskał 1,5 proc. Wzrostom towarzyszyły jednak bardzo niskie obroty.
Najwidoczniej popytu nie zachęciły mieszane dane makro z amerykańskiej
gospodarki. Niespodziewany wzrost sprzedaży nowych domów w kwietniu został
zrównoważony silnym spadkiem ich cen oraz najgorszymi od ponad 15 lat nastrojami
konsumentów.
Indeksy azjatyckie traciły dziś rano, ciągnięte w dół przez
spółki wydobywcze oraz branżę samochodową. Wprawdzie taniejąca ropa oddziałuje
pozytywnie na te drugie, ale kiepskie nastroje konsumentów na ich głównym rynku
zbytu już nie.
PROGNOZA GIEŁDOWA
Amerykanie po długim weekendzie powrócili na rynki w
pogodnych nastrojach i nie zdołały ich nawet popsuć dane o nastrojach
konsumentów i cenach nieruchomości, które pokazały, że za wcześnie jeszcze by
mówić o końcu kryzysu. Wzrosty z Wall Street nie przeniosły się jednak do Azji,
gdzie Nikkei stracił w środę 1,3 proc., co nie wróży dobrze przed sesją w
Europie. Obecnie codziennie musimy rozglądać się po świecie, ponieważ GPW
straciła w dużej mierze swoją siłę napędową, jaką był kapitał inwestorów
indywidualnych i oszczędności powierzone zarządzającym TFI. W środę WIG20 może
próbować odrabiać straty jeśli inwestorzy w Londynie czy Frankfurcie uznają, że
w krótkim terminie dla spółek większe znaczenie ma lekki spadek cen ropy (w
środę rano kosztowała 128 USD za baryłkę) niż kolejne mizerne dane ze Stanów
Zjednoczonych (czyżby dziś ''zaskoczyć'' miały zamówienia na dobra trwałe?).
WALUTY
Spadające ceny ropy naftowej oraz optymistyczne wypowiedzi
członka Fed tylko na chwilę pomogły dolarowi odrabiać straty. Podczas sesji w
Azji zielony nie zdołał się utrzymać powyżej 104 JPY i ok. godz. 8.30 czasu
warszawskiego wobec japońskiej waluty tracił na wartości 0,3 proc.. Podobne
straty odnotował względem euro i choć kurs EUR/USD znajduje się obecnie w
okolicach 1,572 USD, analitycy techniczni upatrują uklepywania gruntu pod atak
na poziom oporu 1,60 USD. Nie sposób zanegować takiego scenariusza, jeśli w
najbliższych dniach dane z rynku pracy oraz sektora przedsiębiorstw ułożą się w
spójny obraz recesji w USA.
Złoty zachowywał się rano spokojnie i wobec
wszystkich najważniejszych walut notowany był w okolicach wtorkowych poziomów.
Euro wyceniano ok. godz. 8.30 na 3,399PLN, dolara na 2,162 PLN, a za franka
płacono 2,100 PLN.
SUROWCE
Poranne osłabienie dolara zatrzymało spadki cen surowców.
Notowania londyńskiej baryłki brent otworzyły się na poziomie wczorajszego
zamknięcia, czyli 128 USD. 2 - proc. przecena z poprzedniej sesji była wynikiem
informacji o niskim zaufaniu amerykańskich konsumentów. Rynek obawia się, że te
nastroje mogą negatywnie odbić się na zbliżającym się sezonie wakacyjnym w USA i
przełożyć na niższy popyt na benzynę. Perspektywa wysokiej konsumpcji w
najbliższe lato wynosiła w ostatnich tygodniach cenę ropy na nowe rekordy i
inwestorzy silnie reagują na wszelkie doniesienia na ten temat.
Złoto
podrożało dziś rano o 0,3 proc. lekko odreagowując wczorajszy 2,4-proc. spadek.
W dojściu do poziomu 908 USD za uncję pomógł taniejący dolar.
W przypadku
miedzi od początku tygodnia wahania są dosyć niewielkie. Jej kurs na poziomie
8.200 USD za tonę jest 9 proc. poniżej historycznych rekordów i obawy o
potencjał spadkowy są znacznie mniejsze, niż w przypadku ropy. Naturalnie, medal
ma dwie strony - silna zwyżka jest znacznie mniej prawdopodobna.
KOMENTARZ PRZYGOTOWALI
Komentarz przygotowali: Łukasz Mickiewicz -
giełdy zagraniczne, obserwuj akcje, poinformowali przez sesją i surowce; Łukasz
Wróbel - sytuacja na GPW, prognoza giełdowa, waluty; Emil Szweda - wydarzenie
dnia