W 2008 roku rynki finansowe przeszły głęboką i przyspieszoną ewolucję. Od bagatelizowania problemu amerykańskich kredytów subprime i wiary w siłę gospodarki, po defetyzm i przekonanie, że globalna recesja będzie najsilniejszą od czasów II Wojny Światowej. Indeksy giełdowe skurczyły się o o połowę, a hossa na rynku surowców roztopiła się w upalne dni lata. Nieoczekiwanie rekordowo wysokie zyski przynosiły za to inwestycje w odtrącane przez ostatnie lata obligacje, do łask powróciły też zapomniane inwestycje walutowe. Tymczasem polskie banki od rozdawania kredytów na prawo i lewo przeszły w zaledwie kilka miesięcy do bezpardonowej walki o depozyty.
GIEŁDY ZAGRANICZNE
Rok 2008 był jednym wielkim testem nerwów dla inwestorów lokujących kapitał
na wszystkich rynkach finansowych. W styczniu większość analityków widząc
nawarstwiające się problemy na amerykańskim rynku kredytów spodziewała się
maksymalnie dwóch, trzech gorszych kwartałów dla rynku akcji, co jak się wówczas
wydawało byłoby zdrową korektą po kilku latach silnego trendu wzrostowego.
Zamiast spodziewanego efektu stycznia (tradycyjnych wzrostów), za kołnierz
inwestorów spadł zimny prysznic, bo indeksy na całym świecie pod ciężarem
negatywnych wiadomości z USA runęły
z impetem nieobserwowanym od kilku lat.
Z perspektywy czasu łatwo opisywać psychologiczne mechanizmy, które rządziły
rynkiem, ale jak się później okazało najbardziej strachliwi, którzy pozbyli się
akcji na początku roku i przenieśli kapitał na bezpieczne instrumenty bankowe,
uzyskali najlepsze w 2008 r. stopy zwrotu. Nie ma odrobiny przesady w
stwierdzeniu, że miniony rok przejdzie do historii jako ten, w którym model
biznesowy oparty o pożyczony kapitał, zaczął szwankować, a pojęcie zaufania
nabrało nowego wymiaru. O spektakularnych bankructwach największych banków
inwestycyjnych, instytucji kredytowych, międzynarodowych koncernów czy
wielomiliardowych programach pomocowych mających złagodzić kryzys, powstaną z
pewnością setki publikacji naukowych i książek. Historie ogromnych defraudacji,
przekrętów i piramid finansowych dla dżentelmenów w drogich garniturach, które
przy okazji wyszły na jaw, mogą zaś trafić do szerszej publiki w postaci
hollywoodzkich produkcji filmowych.
Początkowo zakres kryzysu analitycy
ograniczali wyłącznie do Stanów Zjednoczonych i to nie do całej gospodarki, a
jedynie do rynku kredytów hipotecznych. Gdy spadające ceny domów uruchomiły
negatywną spiralę i przełożyły się nie tylko na zaległości gospodarstw w spłacie
kredytów, ale przede wszystkim na zaciskanie pasa przez konsumentów, ekonomiści
zaczęli wspominać o spowolnieniu gospodarczym. Słowa recesja unikano jak ognia w
pierwszej połowie roku, bo sam fakt, że giełda wyprzedzająca z reguły cykle
gospodarcze o około pół roku znalazła się w nieciekawej sytuacji, nie upoważniał
do twierdzenia, że największej światowej potędze grozi coś poważniejszego niż
„miękkie lądowanie”. PKB Stanów Zjednoczonych sztucznie pompowano zachętami dla
konsumentów (np. zwroty podatkowe), którzy odpowiadają za 70 proc. jego
wartości, ale zamiast przeznaczyć dodatkowe środki na bieżące wydatki spora,
część schowała pieniądze do skarpety lub spłaciła przed terminem ratę kredytu.
Później okazało się, że ryzykowne instrumenty pochodne, które były prawdziwym
źródłem wszystkich problemów i nierzadko straciły na wartości ok. 90 proc.,
uderzyły nie tylko
w amerykańskie banki, ale praktycznie w każdą większą
instytucję finansową na świecie. Kryzys rynku subprime ewoluował do miana
globalnego kryzysu finansowego. Koszt pieniądza pomimo trwającej już serii
obniżek stóp procentowych przez banki na całym świecie sięgnął rekordowych
poziomów, co obrazowało paraliż systemu i panikę panującą wśród bankierów
nieufających wieloletnim partnerom biznesowym. Dotychczasowi bohaterzy zanim
legli w gruzach desperacko szukali zastrzyku kapitału emitując nowe akcje dla
pojedynczych inwestorów posiadających górę gotówki pochodzącej np.
z handlu
międzynarodowego czy wydobycia ropy naftowej. Chińczycy rok temu objęli 9,9
proc.
w banku (wówczas jeszcze inwestycyjnym) Morgan Stanley, rząd Singapuru
zainwestował w papiery szwajcarskiego UBS i Citigroup, a akcjonariusze z Abu
Dhabi dofinansowali Citigroup kwotą 7,5 mld USD. Model bankowości inwestycyjnej
stracił ekonomiczne uzasadnienie, gdy po bankructwie Bear Stearns (marzec) i
Lehman Brothers (wrzesień) – jesienią 2008 r. na rynku międzybankowym przestał
krążyć kapitał. Banki inwestycyjne, które uniknęły wrogiego przejęcia przez
konkurencję za śmieszne pieniądze, dzięki furtce otwartej przez regulatorów
rynku przekształciły się w „zwykłe banki” (przyjmujące depozyty od klientów) i
otrzymały państwowe środki na pokrycie strat. Giełdowe indeksy opanowane przez
niedźwiedzie zbijające ciężką łapą kursy akcji w dół odnotowały w 2008 r.
niezliczoną liczbę rekordów, najczęściej negatywnie wpływających na wartość
portfeli inwestorów czy funduszy emerytalnych. Każda bessa ma jednak to do
siebie, że w momencie gdy panika osiągnie szczytowy punkt, o spadkach na
giełdzie rozpisują się nawet kolorowe magazyny o gwiazdach,
a taksówkarz
rekomenduje nam sprzedaż akcji czy przewalutowanie kredytu, następuje korekta
trendu. Pomiędzy 9 października 2007 r. a 20 listopada 2008 r. amerykański
indeks S&P500 stracił 51,9 proc. bez ani jednej korekty przekraczającej 20
proc. wartości. To stawia ubiegły rok na trzecim miejscu w rankingu największych
serii spadkowych bez odbicia – gorsze były tylko lata 1932 i 1938. Nie znaczy to
jednak, że nie dało się zarabiać na rynku akcji, bo choć strategia „kup i
trzymaj” zupełnie się nie sprawdziła, to krótkoterminowi spekulanci nie mogli
wyobrazić sobie lepszych warunków. Olbrzymia zmienność nastrojów stwarzała
okazję za okazją – kilkakrotnie po spadku indeksów o 8-10 proc. następnego dnia
obserwowaliśmy nie mniej imponujące wzrosty. Indeks VIX, potocznie zwany
indeksem strachu, służy do monitorowania wahań kursów akcji (indeksu
S&P500). Do tej pory odczyt w okolicy 30 uznawano za skrajną zmienność i z
reguły taka wartość precyzyjnie wskazywała dołki po panicznej wyprzedaży. Dla
zobrazowania olbrzymiej zmienność (czyli innymi słowy ryzyka) z 2008 r.
wystarczy wspomnieć, że VIX otarł się jesienią o poziom 80 pkt.
Najpopularniejszymi frazami roku pojawiającymi się w komentarzach giełdowych w
2008 r. uznajemy „zmienność” oraz „program pomocowy”.
GIEŁDA W WARSZAWIE
Inwestorzy z warszawskiej giełdy wycofywali się w 2008 r. etapami, które
dobrze obrazuje rozkład wpłat nowych środków i umorzeń jednostek TFI. Przez cały
rok spadała wartość aktywów funduszy – po części za sprawą przeceny akcji, po
części ze względu na długą kolejkę Polaków ustawiających się po swoje
oszczędności. W listopadzie według serwisu Analizy Online wartość aktywów TFI
netto po trzynastu miesiącach ciągłego obniżania się wyniosła 70,9 mld PLN,
zrównując się z poziomem
z marca 2006 r. WIG20 w połowie grudnia znajdował
się na poziomie 1760 pkt, wobec 3535 pkt sprzed roku. To oznacza spadek wartości
akcji 20 największych spółek notowanych na GPW
o połowę. Sytuację z
ostatnich 12 miesięcy możemy również postrzegać jako szklankę z wodą: pesymista
powie, że jest w połowie pusta, optymista, że w połowie pełna. Oczywiście nikt o
zdrowych zmysłach nie będzie się chwalił, że w ciągu roku stracił tylko połowę
kapitału, ale jeśli chcielibyśmy na siłę znaleźć pocieszenie to wystarczy, że
porównamy kondycję polskiej gospodarki i finansów publicznych do tego co dzieje
się na Węgrzech. Polskie spółki w końcówce roku odczuły twarde lądowanie Europy
Zachodniej, a te nastawione na rynek wewnętrzny największe wyzwanie mają dopiero
przed sobą.
Struktura uczestników naszego rynku kapitałowego i zdrowy
rozsądek podpowiadały już w styczniu 2008 r., że nie ma szans by mocne
fundamenty ochroniły nas przed wyprzedażą polskich akcji.
W pierwszym
kwartale nałożyły się na siebie ucieczka kapitału zagranicznego i masowy exodus
Polaków z funduszy inwestujących na rynku giełdowym. Po mizernych obrotach z
czwartego kwartału możemy przypuszczać, że pierwszą najdrastyczniejszą fazę
bessy mamy już za sobą, jednak nie oznacza to wcale, że dotarcie indeksów do
poziomów z 2004 r. wyczerpało możliwości niedźwiedzi. Najważniejszy na GPW
sektor bankowy odczuł zmianę warunków biznesowych mocniej niż jakikolwiek inny.
Brak kapitału na akcję kredytową i wojna o depozyty to ciężki bagaż, którego nie
sposób się pozbyć w krótkim okresie, dlatego inwestorzy powoli zaczęli
przygotowywać się na gorsze wyniki finansowe banków. Same zmiany kursów akcji
informują, że najspokojniejsi są udziałowcy PKO BP, bo jego papiery potaniały w
ciągu roku „tylko” o ok. 30 proc. Zapewne niemały wpływ na grudniowy powrót
kupujących akcje miała informacja, że bank ten negocjuje warunki przejęcia
polskich oddziałów grupy AIG, która została znacjonalizowana przez rząd USA. Na
przeciwnym biegunie znalazły się Bank Millennium, Bank BPH i inne, których akcje
potaniały w ciągu 12 miesięcy nawet o ponad 70 proc.
Po etapie paniki z
akcjami pozostała wciąż spora grupa drobnych inwestorów, którzy liczą, że gorzej
być już nie może i odrobią straty w ciągu kilku najbliższych miesięcy, a jeśli
okaże się, że po spodziewanym odwróceniu trendu nie ma ani śladu, zaczną w
zrezygnowaniu opuszczać rynek. Dopiero gdy olbrzymie wahania indeksów unormują
się i nikt nie będzie chciał słyszeć „o tej złodziejskiej giełdzie”, warto
rozważyć powrót do strategii „kup i trzymaj”. Psychologia inwestowania każe
kupować akcje w okresie największej paniki, „gdy na parkiecie leje się krew”,
ale dodajmy, że promocje cenowe pojawiają się gdy leje się ostatnia krew.
Defensywnych spółek na przyszły rok szukać powinniśmy głównie w sektorach
niezbyt silnie uzależnionych od koniunktury gospodarczej, takich jak służba
zdrowia, usługi komunalne czy budownictwo infrastrukturalne.
WALUTY I SUROWCE
Kurs najważniejszej pary walutowej, wyznaczającej kierunek globalnym
przepływom kapitału, po 12 miesiącach znajduje się niemal dokładnie na tym samym
poziomie co w połowie grudnia 2007 r. Mowa o eurodolarze, który zaczynał z
wysokości 1,45 USD i w tej właśnie okolicy kończy rok, ale nie ma nic bardziej
mylnego niż wniosek, że rok 2008 nie przyniósł istotnych zmian na rynku
walutowym. W tym czasie nastroje inwestorów zmieniały się jak w kalejdoskopie,
bo para EUR/USD notowana była zarówno po kursie 1,60 USD, jak i po 1,25 USD.
Jeśli najstabilniejsze waluty na świecie odchylają się w tak krótkim czasie
nawet o prawie jedną trzecią wyżej lub niżej, jest to ewidentny sygnał, że
w
globalnej gospodarce zachodzą nadzwyczajne procesy.
W pierwszej połowie
roku, gdy cena ropy naftowej zbliżała się do 150 USD za baryłkę wiadomo już
było, że kłopoty finansowe największych banków odbiją się szerokim echem w
realnej sferze gospodarki, lecz najpoważniejszym zagrożeniem była inflacja. W
równie szybkim tempie drożały produkty rolne i metale przemysłowe. Złoto, które
inwestorzy traktują jako ochronę przed zbyt szybkim wzrostem cen, przekroczyło w
marcu cenę 1000 USD za uncję. Powszechnie akceptowany pogląd głosił wówczas, że
nawet w przypadku kilku słabszych kwartałów Stanów Zjednoczonych światowa
gospodarka poradzi sobie, bo przecież bogacąca się klasa średnia z rynków
wschodzących będzie wciąż potrzebowała olbrzymiej ilości żywności i energii. W
tym kontekście zapoczątkowana jeszcze
w poprzednim roku seria obniżek stóp
procentowych w USA i sztywna polityka monetarna Europejskiego Banku Centralnego
reprezentowały dwa skrajne podejścia do problemu. Fed postawił wszystko na jedną
kartę i kolejnymi drastycznymi cięciami kosztu pieniądza chciał odkorkować rynek
kredytowy i przywrócić źródło finansowania firmom i gospodarstwom domowym
ryzykując przy tym nasilenie zjawisk inflacyjnych. W strefie euro górę wzięło
bardziej konserwatywne działanie – przez pierwszą część roku priorytetem ECB
było tłumienie inflacji, a wyraźne sygnały spowolnienia koniunktury nie były
dostatecznym argumentem za obniżką stóp procentowych. Dzięki temu euro
w
lipcu było najdroższe w historii w stosunku do dolara.
Niezwykle silny trend
wzrostowy drastycznie odwrócił się latem, gdy rynek surowców zaczęły opuszczać
spekulacyjne fundusze hedgingowe wpadające w kłopoty płynnościowe wywołane
wycofywaniem środków przez inwestorów. Na świecie rozpoczął się globalny proces
odlewarowania – czyli zamykania pozycji inwestycyjnych posiłkowanych kredytem
zaciągniętym na atrakcyjnych warunkach (najczęściej w obcych walutach). Spłata
tych kredytów doprowadziła do umocnienia jena
i franka. Cena ropy spadła o
ponad 100 dolarów i w połowie grudnia 2008 r. baryłka była warta mniej niż 40
USD. Surowcowa hossa możliwa była wyłącznie dzięki wcześniejszym nadwyżkom
kapitału
i taniemu dolarowi – inwestorzy z zagranicy poprzez wzrost wartości
lokalnych walut względem dolara mogli zniwelować wzrost cen surowców, za które
rozlicza się właśnie w „zielonych”. Druga połowa roku 2008 upłynęła pod znakiem
kryzysu płynnościowego i niewyobrażalnej ilości kapitału wpompowanego w globalny
system bankowy, który po serii jesiennych bankructw stracił nie tylko
wiarygodność, ale przede wszystkim możliwości finansowe. Międzybankowe
oprocentowanie LIBOR, czyli cena jaką bank A płaci za pożyczenie pieniędzy od
banku B, po ogłoszeniu upadłości przez Lehman Brothers skoczyło w górę do
poziomów niespotykanych od wielu lat. Ogromne plany pomocowe podejmowane przez
rząd amerykański równolegle z obniżaniem stóp procentowych przez Fed, w ciągu
kilku miesięcy sprawiły, że wartość udzielonych pożyczek przekroczyła 7 bilionów
dolarów. Równocześnie dolar zyskiwał na wartości, na rynkach surowcowych ceny
spadały
z niemniejszym impetem, jak wcześniej rosły, na giełdzie indeksy
zmierzały w kierunku najniższych poziomów w tym wieku, ale za to na rynku
obligacji trwała jedyna hossa. To dzięki chęci nabycia bezpiecznych papierów
gwarantowanych państwowym majątkiem USA inwestorzy skłonni byli wymieniać swoje
waluty na dolary.
Sytuacja odwróciła się o 180 stopni, gdy pod koniec roku
2008 na świecie ciężko było znaleźć bank centralny, który nie obniżyłby stóp
procentowych o więcej niż 50 punktów bazowych w obawie przed nadciągającą
recesją. W przypadku polskiego złotego analiza kursu sprowadza się do wskazania
jednego punktu na osi czasu, kiedy nasz pieniądz stracił swoje atuty w oczach
zagranicy. Moment ten przypada na koniec lipca 2008 r. Dolar kosztował wtedy
poniżej 2,00 PLN, euro ok. 3,20 PLN, a frank szwajcarski 1,95 PLN. Nagłe
odwrócenie się od ryzyka, a w szczególności od rynków wschodzących, przełożyło
się na drastyczne pogorszenie sentymentu do państw Europy Środkowo-Wschodniej.
W ostatnim tygodniu przed Wigilią za dolara płaciliśmy 2,83 PLN, ze euro
4,15 PLN, a za franka szwajcarskiego 2,70 PLN. Tak dramatyczna zmiana kursów
walutowych pokrzyżowała plany większości przedsiębiorców prowadzących
zagraniczne interesy, a ci, którzy sądzili, że wystawiając opcje walutowe
zabezpieczają się przed ryzykiem kursowym, gorzko zapłacili za nieznajomość
działania instrumentów pochodnych. Niewiele pomogła wrześniowa deklaracja rządu
Donalda Tuska
o chęci przystąpienia Polski do strefy euro w 2011 r., bo jak
się później okazało, kryzys finansowy na świecie wkraczał właśnie w najbardziej
dramatyczną fazę, a warunki, w których nasz bank centralny miałby bronić kursu
złotego przed nadmiernymi wahaniami (jedno z kryteriów z Maastricht), byłyby
dalekie od optymalnych.
FUNDUSZE INWESTYCYJNE
Dla klientów i dla samej branży funduszy inwestycyjnych, mijający rok był
najgorszym w ich ponad szesnastoletniej historii. Nigdy dotąd nie zdarzyło się
podsumowanie rocznych wyników, w których średnia strata funduszy akcji
przekraczałaby 50 proc. Nigdy wcześniej aktywa zgromadzone
w funduszach nie
stopniały o blisko połowę w ciągu 11 miesięcy (licząc do końca listopada br.).
Z uwagi na udzielający się już po trochu świąteczny nastrój, podsumowanie
odchodzącego roku zaczniemy jednak od pozytywów, których mimo wszystko kilka się
znalazło. W klasyfikacji indywidualnej wśród funduszy otwartych (FIO) i
specjalistycznych otwartych (SFIO) niekwestionowanym liderem jest rodzina
hedgingowych subfunduszy Superfund, spośród których Superfund subfundusz C
(strategia agresywna), osiągnął stopę zwrotu w wysokości 63,5 proc. Generalnie
pierwszych 12 miejsc w tym zestawieniu należy do produktów zarządzanych przez to
towarzystwo. Tak dobre wyniki były możliwe dzięki strategii polegającej na
inwestowaniu
w instrumenty pochodne, które – odpowiednio wykorzystane – dają
szansę na zysk zarówno na spadkach jak i na wzrostach. Problemem pozostaje
jedynie przewidzenie kierunku, w którym podąży rynek.
Na przeciwnym biegunie
zestawienia indywidualnego znalazły się fundusze inwestujące w naszym regionie,
czyli generalnie na rynkach wschodzących Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Rosji
i Turcji). Na ostatnim miejscu, ze stratą na poziomie -75,4 proc., uplasował
się subfundusz UniSektor Nieruchomości: Nowa Europa. Gwałtowny spadek
koniunktury w branży nieruchomości spowodował nie tyle spadek wartości samych
nieruchomości (to również), ale przede wszystkim spadek wartości akcji firm na
tym rynku prosperujących. Zgodnie ze statutem fundusz ów inwestuje min. 60 proc.
aktywów w papiery spółek z Europy Środkowo-Wschodniej świadczących usługi
budowlane, produkujących materiały budowlane, inwestujących w nieruchomości oraz
zarządzających nimi.
kategoria funduszy | stopa zwrotu* |
Fundusze dłużne dolarowe uniwersalne | 21,00% |
Fundusze dłużne euro uniwersalne | 9,86% |
Fundusze pieniężne | 4,01% |
Fundusze dłużne dolarowe uniwersalne (USD) | 1,29% |
Fundusze dłużne euro uniwersalne (EUR) | -0,59% |
Fundusze mieszane zagraniczne europa rynki wschodzące | -28,70% |
Fundusze akcji zagranicznych amerykańskie | -31,25% |
Fundusze akcji zagranicznych globalne rynki rozwinięte | -32,49% |
Fundusze akcji zagranicznych europejskie rynki rozwinięte | -41,40% |
Fundusze akcji zagranicznych globalne rynki wschodzące | -48,80% |
Fundusze akcji zagranicznych europa rynki wschodzące | -50,00% |
Fundusze akcji zagranicznych europa rynki wschodzące MiŚ | -55,10% |
Fundusze akcji zagranicznych sektora nieruchomości | -67,30% |
Porównanie wyników funduszy inwestycyjnych
*stopa zwrotu od 15.12.2007 do 15.12.2008
W klasyfikacji grupowej, tzn. w poszczególnych kategoriach funduszy,
zdecydowanym liderem zestawienia są fundusze obligacji dolarowych – średnio
przyniosły 21 proc. zysku. Tuż za nimi znalazły się także fundusze lokujące w
obligacje nominowane w euro, które zyskały przeciętnie 9,9 proc. Tak dobre
wyniki, poza zwyżką cen obligacji wywołaną obniżkami stóp procentowych w USA
i eurolandzie, są w dużej mierze zasługą umocnienia dolara i euro, które w
ostatnich 12 miesiącach zyskały wobec złotego odpowiednio 11,7 i 17,6 proc.
Relatywnie dobrze poradziły też sobie fundusze inwestujące w polskie papiery
dłużne.
fundusz | stopa zwrotu* |
PKO/CS Obligacji Długoterminowych – FIO | 20,95% |
Allianz Obligacji (Allianz FIO) | 13,78% |
BPH Obligacji 2 (Parasolowy FIO) | 13,55% |
ŚREDNIA | 7,06% |
AIG Obligacji (Podatkowy SFIO) | 3,10% |
Pioneer Obligacji FIO | 1,94% |
SEB 5 Obligacji Skarbowych (SEB FIO) | -3,07% |
PKO/CS Obligacji Długoterminowych – FIO | 20,95% |
Porównanie wyników funduszy obligacji
*stopa zwrotu od 15.12.2007 do 15.12.2008
Jak widać w tabeli, wyniki są mocno rozstrzelone – od blisko 21 do nieco
ponad -3 proc. – jednak średnia ukształtowała się na poziomie 7,06 proc., co w
porównaniu chociażby do lokat bankowych, których oferty przed rokiem nie
przekraczały 6 proc., należy uznać za dobry wynik. Lwią część zysków fundusze
obligacji wypracowały w drugiej połowie roku, kiedy wraz z każdym upływającym
miesiącem rosło przekonanie co do nieuchronności rozpoczęcia cyklu obniżania
stóp procentowych, do czego faktycznie doszło w listopadzie.
Dramatycznie
przedstawiają się za to wyniki funduszy zaangażowanych w akcje. Najmocniej
doświadczeni zostali posiadacze jednostek funduszy małych i średnich spółek,
tracąc przeciętnie
56 proc. kapitału, a w ekstremalnych przypadkach nawet
dwie trzecie! Uniwersalne fundusze akcji wypadły tylko nieco lepiej, przynosząc
średnio blisko -51 proc. straty. Takie wyniki dotychczas na naszym rynku nie
były obserwowane i nawet wyjątkowo odpornego na stres inwestora mogą przyprawić
o zawrót głowy. Na dobrą sprawę jedynym pocieszeniem może być to, że na giełdach
wielu krajów – np. Grecji, Węgier, Rumunii, Rosji, Turcji, Bułgarii czy Austrii
– było znacznie gorzej niż w Warszawie.
fundusz | stopa |
SKOK Akcji (SKOK FIO) | -39,99% |
SKARBIEC - AKCJA (Skarbiec FIO) | -43,20% |
Idea Akcji FIO | -44,50% |
ŚREDNIA | -50,71% |
Pioneer Akcji Polskich FIO | -58,16% |
PKO/CS Akcji - FIO | -59,09% |
PKO/CS Akcji Plus (Parasolowy FIO) | -59,17% |
Porównanie wyników funduszy akcji
*stopa zwrotu od 15.12.2007 do 15.12.2008
fundusz | stopa |
Allianz Akcji MiŚ Spółek (Allianz FIO) | -47,40% |
Noble Akcji MiŚ Spółek (Noble Funds FIO) | -49,26% |
UniAkcje MiŚ Spółek (UniFundusze FIO) | -49,90% |
ŚREDNIA | -56,18% |
Pioneer MiŚ Spółek Rynku Polskiego FIO | -62,73% |
Pioneer Średnich Spółek Rynku Polskiego FIO | -62,94% |
DWS Top 25 Małych Spółek FIO | -66,33% |
Porównanie wyników funduszy akcji małych i średnich spółek
*stopa zwrotu od 15.12.2007 do 15.12.2008
Prostą konsekwencją wyników funduszy akcji i obligacji, są stopy zwrotu
wypracowane przez fundusze z mieszanym udziałem tych dwóch podstawowych klas
aktywów. Traktując fundusze zrównoważone (w tym aktywnej alokacji) i stabilnego
wzrostu jako podgrupy większej całości pod nazwą fundusze mieszane, jest to
najpopularniejsza kategoria tych produktów w Polsce – jest w nich ulokowana co
trzecia złotówka spośród wszystkich pieniędzy powierzonych funduszom
inwestycyjnym. Pod tym względem różnimy się nieco od reszty świata, gdzie
produkty mieszane stanowią przeważnie mniejszość, a klienci oddzielnie kupują
fundusze akcji i obligacji.
fundusz | stopa zwrotu* |
SKARBIEC - WAGA Zrównoważony (Skarbiec FIO) | -26,25% |
PKO/CS Zrównoważony Plus (Parasolowy FIO) | -26,29% |
UniKorona Zrównoważony (UniFundusze FIO) | -28,42% |
ŚREDNIA | -32,83% |
Lukas Dynamiczny Polski (Lukas FIO) | -41,66% |
KBC Beta SFIO | -42,46% |
Arka Zrównoważony FIO | -42,95% |
SKARBIEC - WAGA Zrównoważony (Skarbiec FIO) | -26,25% |
Porównanie wyników funduszy mieszanych – zrównoważonych
*stopa zwrotu od 15.12.2007 do 15.12.2008
fundusz | stopa zwrotu* |
UniStabilny Wzrost (UniFundusze FIO) | 2,32% |
Legg Mason Senior SFIO | -8,17% |
CU Ochrony Kapitału Plus (CU FIO) | -11,58% |
ŚREDNIA | -17,82% |
PKO/CS Stabilnego Wzrostu Plus (Parasolowy FIO) | -24,24% |
Arka Stabilnego Wzrostu FIO | -25,09% |
Pioneer Stabilnego Wzrostu FIO | -25,47% |
UniStabilny Wzrost (UniFundusze FIO) | 2,32% |
Porównanie wynikówfunduszy mieszanych – stabilnego wzrostu
*stopa zwrotu od 15.12.2007 do 15.12.2008
Wyniki funduszy mieszanych są dość zróżnicowane, a szczególnie w grupie
stabilnego wzrostu, wśród których jeden fundusz osiągnął nawet dodatnią stopę
zwrotu. Struktura portfeli tych funduszy jest
w miarę zbliżona, a jedynym
czynnikiem, który – jak się wydaje – mógł mieć kluczowy wpływ na osiągnięcia
poszczególnych funduszy, jest skala aktywów, jakimi zarządzają. Generalnie
rysuje się wyraźna tendencja, że im większy fundusz, tym gorsze ma wyniki.
Okazuje się jednak, że niekiedy rozmiar ma znaczenie.
Obliczenia na
podstawie danych serwisu Analizy Online.
BANKI W POLSCE
Pierwsze miesiące tego roku to kontynuacja pozytywnych efektów gospodarczej
prosperity w Polsce. Jednak jesienią nasiliły się efekty kryzysu na rynkach
finansowych, co odczuły również polskie instytucje, jak i ich klienci.
Szczególnie widać było to po kredytach hipotecznych. Przez większą część roku
Polacy chętnie je zaciągali, zadłużając się głównie we frankach szwajcarskich.
Posiadacze takich pożyczek powody do zadowolenia mieli szczególnie latem, kiedy
to kurs franka zszedł poniżej poziomu 2 PLN, czyli był o ponad 20 groszy niższy
niż na początku roku. Potem jednak przyszło gwałtowne osłabienie złotego, i pod
koniec roku kurs sięgał nawet 2,6 PLN. Te zmiany miały ogromny wpływ na wysokość
rat płaconych przez kredytobiorców. Dla przykładowego kredytu we frankach
w
wysokości 300 tys. PLN, zaciągniętego na 30 lat, na początku roku rata wynosiła
ponad 1400 PLN, w sierpniu spadła do 1300 PLN, a na koniec roku przekraczała już
1600 PLN. Kryzys zza oceanu nie dość, że podniósł raty kredytów, to zaowocował
jeszcze zacieśnieniem polityki banków, które
w praktyce zaprzestały pożyczać
w szwajcarskiej walucie. Posiadacze kredytów w złotych ostatnich 12 miesięcy
także nie mogą zaliczyć do udanych, bo niemal przez cały rok do góry szły stopy
procentowe, a co za tym idzie oprocentowanie kredytów złotowych. Miesięczna rata
przykładowego kredytu na 300 tys. PLN na 30 lat wzrosła więc z 1900 PLN do 2100
PLN. Na szczęście pod koniec roku banki centralne mocno obniżyły stopy
procentowe. Zdecydował się na to Bank Szwajcarii, ale także nasza Rada Polityki
Pieniężnej (RPP). Oznacza to, że spadać będzie oprocentowanie kredytów w złotych
i we frankach, a efekty tego odczujemy już w przyszłym roku.
Niekorzystne
zmiany dotknęły też innych kredytów. Polacy przez cały rok chętnie zaciągali
pożyczki gotówkowe, ale robili to po coraz wyższych cenach. Można szacować, że
średnio w ciągu roku ich oprocentowanie skoczyło o dwa punkty procentowe.
Podobnie było z kartami kredytowymi, które cieszyły się dużą popularnością, ale
z miesiąca na miesiąc drożały. W sumie zadłużenie gospodarstw domowych
zwiększyło się w tym roku o ponad 90 mld PLN. To głównie zasługa kredytów
hipotecznych, z tytułu których zadłużenie wzrosło o ponad 60 mld PLN, choć to po
części efekt wzrostu kursu franka szwajcarskiego. O ponad 25 mld PLN zwiększyło
się zadłużenie z tytułu pożyczek gotówkowych, kredytów samochodowych i
ratalnych. Długi związane z kartami kredytowymi zwiększyły się zaś o ponad 3 mld
PLN.
W 2008 roku Polacy chętniej pożyczali pieniądze niż odkładali je w
bankach. Depozyty gospodarstw domowych zwiększyły się o ponad 50 mld PLN. Z
drugiej strony to dla banków i tak całkiem niezły wynik. Pieniądze płynęły do
nich szerokim strumieniem z funduszy inwestycyjnych, które w czasach giełdowej
bessy nie mogły się pochwalić dobrymi wynikami i popadły w niełaskę inwestorów.
Banki kusiły klientów przede wszystkim wysokooprocentowanymi lokatami. Wraz z
podwyżkami wprowadzanymi przez RPP, podnosiły oprocentowanie depozytów. Jeszcze
na początku roku najlepsze roczne lokaty przynosiły nie więcej niż 6 proc., a na
dwuletnich można było zarobić góra
7 proc. Pod koniec roku najlepsze
depozyty dawały 10 i więcej proc. Bankowym hitem okazały się też konta
oszczędnościowe. Wprowadziły je do oferty koleje banki, aż w końcu zdecydowały
się na taki ruch dwie największe instytucje: PKO BP i Bank Pekao. Tym samym
konto oszczędnościowe stało się standardem w polskiej bankowości. Co więcej
banki cały czas podnosiły stawki oprocentowania na takich kontach, i w sumie
udało im się na nich zebrać ok. 60 mld PLN.
Wydarzeniem 2008 roku było też
pojawienie się na polskim rynku dwóch nowych banków. Pod koniec roku
zadebiutowały Alior Bank i Allianz Bank. Pierwszy został stworzony przez znanego
bankowca Wojciecha Sobieraja z udziałem polonijnego kapitału, drugi zaś to część
znanej grupy ubezpieczeniowej. Dwie nowe instytucje oznaczają zaostrzenie
konkurencji, a to zazwyczaj klientom przynosi tylko korzyści. Szczególnie, że
konkurencja w bankach wyraźna była przez cały rok, jeszcze zanim pojawili się
nowi gracze. Banki wprowadziły bowiem do swojej oferty kilka nowych propozycji.
W Nordea Banku pojawiło się konto z darmowymi bankomatami w całym kraju. ING
poszerzył ofertę
o tanie konto internetowe. Rachunek z możliwością
zarządzania przez Internet pojawił się też w Euro Banku, który zadziwił jego
bardzo wysokim oprocentowaniem, porównywalnym z ofertą najlepszych kont
oszczędnościowych. Z kolei MultiBank i Raiffeisen tak zmieniły taryfy cenowe, że
teraz po spełnieniu określonych warunków ich klienci mogą nie płacić za
prowadzenie rachunku. Nowością było też konto „Wydajesz i Zarabiasz” w Banku
Zachodnim WBK, gdzie płacący kartą do rachunku klient może liczyć na zwrot 1
proc. poniesionych wydatków. Takie zmiany oznaczają dla klientów większe
możliwości wybrania i znalezienia konta w sam raz dla siebie, a co za tym idzie
oszczędzania na usługach bankowych.
Szacunki dotyczące zadłużenia
przygotowano na podstawie danych NBP.
Przygotowali: Łukasz Wróbel (giełdy, waluty i surowce), Bernard Waszczyk
(fundusze inwestycyjne), Mateusz Ostrowski (banki w Polsce)