Opera rokuje nadzieję
W stolicy pojawiła się kolejna francuska restauracja —Bistro de Paris Opera. Paryski charakter nadaje lokalowi głównie muzyka i to zarówno ta sącząca się z głośników, jak i ta grana przez pianistę.
Właściciele lokalu dużo siły angażują w nadanie temu miejscu rodzinnego charakteru. Goście witani są nie tylko przez kelnerów, ale i sympatyczną panią, która troszkę po polsku i trochę po francusku wita wystraszonych gości, a potem żegna przy wyjściu. Miły to zwyczaj. Obsługa jest dość profesjonalna. Zaskakujący jest tylko brak ducha pracy zespołowej klenerów. Kilku gości — pięciu-sześciu — obsługuje jedna osoba, która czasem nie nadąża, a pozostali koledzy stoją przy wejściu do kuchni i gapią się w sufit. Niemiły to zwyczaj.
Wysokie umiejętności szefa kuchni, czyli Jean-Francois Goic, są niepodważalne. Kuchnia jest godna polecenia, choć zdarzają się w karcie pozycje dyskusyjne. Nie będziemy się jednak pastwić na działającej zaledwie od kilku tygodni restauracji. Dajmy jej czas na rozwinięcie skrzydeł.
Warszawskim restauracjom francuskim na pewno przybył godny rywal. Na szczególną uwagę zasługuje spory wybór świeżych owoców morza.
Niezłe są także dania mięsne, a szczególnie pierś kaczki na modzie czy królik w sosie musztardowym. Najbardziej wybredni powinni skusić się na pasztet z wątróbek gęsich smażony w sosie malinowym. Doskonała jest zupa cebulowa.
Przed Operą poważne wyzwanie. Musi udowodnić, że w miejscu, w którym działały już dwie przeciętne restauracje, wreszcie pojawił się lokal z klasą, a ponadto sprostać konkurencji, mieszczącej się w tym samym budynku, bardzo dobrej La Bohemme.