(Depesza uzupełniona o nowe informacje i cytaty) Olga Markiewicz
WARSZAWA (Reuters) - Producent wody i napojów Hoop, który zdecydował się przesunąć terminy zapisów na nową emisję akcji z powodu zamieszania jakie wywołał zamieszczony w Internecie krytyczny wobec spółki raport, do końca lipca poda nowe terminy subskrypcji, poinformował w czwartek przedstawiciel spółki.
Od 17 do 18 lipca Hoop miał oferować pięć milionów nowych akcji, w cenie z przedziału 23-29 złotych. Dałoby to spółce wartość rynkową na poziomie 342-431 milionów złotych. Do wczoraj organizujący ofertę CA IB Securities budował księgę popytu.
W ostatnim dniu tego procesu w Internecie pojawił się jednak raport, którego autor zarzuca spółce Hoop niejasne transakcje, a zarządowi działanie na szkodę firmy. Autor tekstu uważa, że prospekt emisyjny wprowadza inwestorów w błąd. Hoop odłożył zapisy.
"Do końca lipca podamy nowe terminy emisji. Ten czas spółka chce przeznaczyć na spotkania z inwestorami i odbudowanie dobrego klimatu wokół Hoopa. Poza tym zamierzamy pociągnąć autora raportu do odpowiedzialności prawnej" - powiedział Reuterowi Robert Niczewski, doradca Hoopa.
Prezes i wiceprezes spółki, którzy są jednocześnie właścicielami części akcji oraz przedstawiciele CAIB odrzucali wczoraj na konferencji prasowej jeden po drugim zarzuty stawiane przez autora raportu. Skierowali doniesienie do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG) i przygotowują się do skierowania sprawy do prokuratury.
"Przyglądamy się i badamy sprawę Hoopa, a swoje stanowisko opublikujemy dzisiaj w późniejszych godzinach" - powiedział Piotr Biernacki z biura prasowego KPWiG.
RAPORT I WĄTPLIWOŚCI
Uczestnicy rynku jeszcze do wczoraj uważali, że spółka wybrała dobry moment do debiutu na warszawskiej giełdzie, ponieważ indeks WIG20 oscyluje w okolicach najwyższego od 12 miesięcy poziomu, a fundusze inwestycyjne i emerytalne są spragnione nowych projektów. Ich zdaniem emisja miała szanse zakończyć się sukcesem.
Sugerowali jednak, że cena znajdzie się w dolnym przedziale widełek, czyli w okolicach 23-25 złotych. Raport wzbudził pewne wątpliwości, mimo że uczestnikom rynku i potencjalnym inwestorom osoba autora nie wydała się wiarygodna.
"Raport dotarł do nas, ale nie był brany pod uwagę, bo nie była to analiza, ale artykuł napisany w stylu bulwarowej, sesnacyjnej gazety. A wiele z zamieszczonych tam informacji nie było zgodnych z prawdą" - powiedział Marek Sojka, główny strateg PTE PZU.
"Nie wiem, kim jest autor raportu i wcześniej o nim, ani o firmie nie słyszałem" - dodał.
Autor Jarosław Supłacz bronił w rozmowie z Reuterem swego raportu. Stwierdził też, że jako pierwszy krytycznie ocenił emisję ITI, która nie doszła do skutku.
"Pierwsze słyszę o panu Supłaczu, a chwalenie się doprowadzeniem do fiaska emisji ITI, źle świadczy o jego wiarygodności" - powiedział jeden z zarządzających.
"Dlaczego wywołał taki zamęt na rynku? Myślę, że wszycy mieli jakieś wątpliwości, zwłaszcza co do wykorzystania środków z emisji i ekspansji na Wschód. Ten raport po prostu podsycił obawy - inwestorzy wyszli z założenia, że może jednak jest coś na rzeczy i zdecydowali się wycofać - w myśl z zasady, iż lepiej nie zarobić, niż stacić" - dodał.
((Autor: Olga Markiewicz; Redagował: Marcin Gocłowski; [email protected]; Reuters Serwis Polski, tel. 22 6539700, Reuters Messaging: [email protected]))