Rząd chce już latem zastąpić akcyzę samochodową podatkiem ekologicznym. I namieszać w odliczeniach VAT od zakupu pojazdów i paliw.
Realnych kształtów nabiera pomysł Ministerstwa Finansów (MF) o tzw. ekologicznym podatku samochodowym. Wczoraj rząd zaakceptował propozycje MF zastąpienia nim akcyzy. Jego wysokość zależeć będzie od pojemności skokowej silnika oraz norm ekologicznych.
Ważne normy
Nowy podatek obejmie samochody rejestrowane w Polsce po raz pierwszy. Nabywca auta będzie musiał uiścić opłatę w ciągu 14 dni w urzędzie celnym od uzyskania czasowego dopuszczenia do ruchu.
Liczona w złotych wysokość podatku będzie wynikiem pomnożenia pojemności skokowej silnika pojazdu (w cm sześc.) przez tzw. wskaźnik zależny od normy ekologicznej Euro spełnianej przez auto. Dla wozów najnowszych (Euro 4 i 5) wskaźnik wyniesie 1, dla starszych ma być wyższy.
Rządowi spieszy się, więc projekt szybko trafi do Sejmu.
— Chcemy, by podatek wszedł w życie w czerwcu lub lipcu — mówi Jarosław Neneman, wiceminister finansów.
Choć uderzy on w import staroci, branża motoryzacyjnej nie tryska optymizmem.
— Owszem, bardziej będzie się opłacało kupować auta nowe. Obawiamy się jednak, że podatek negatywnie wpłynie na sprzedaż samochodów dostawczych — prognozuje Jakub Faryś, dyrektor Związku Motoryzacyjnego SOIS.
Zamieszanie z VAT
Rząd zamierza powrócić do pomysłu z jesieni 2004 r. na odliczanie VAT przy zakupie pojazdów i paliw przez firmy. Chce zlikwidować wzór Lisaka oraz podzielić pojazdy na trzy kategorie. Pierwsza to ciężarowe powyżej 3,5 tony (pełne odliczanie VAT od zakupu pojazdu i paliw), druga to dostawcze z kratką za pierwszym rzędem siedzeń (też pełne odliczanie). Trzecia kategoria objęłaby auta osobowe — od zakupu auta odliczano by maksymalnie do 5 tys. zł VAT, od paliw — bez odliczeń.
Branża motoryzacyjna krytykuje te propozycje. Uważa, że nie zachęcą one firm do zwiększonych zakupów pojazdów.