Opowieści i wspomnienia
Karolina Guzińskaopublikowano: 2006-09-15 00:00
Czasem wiąże się z nim sentymentalna historia, anegdota... Czasem zachwyca nieskazitelną formą i precyzją działania. Przywiązujemy się do niego i żałujemy, gdy stanie na zawsze.Lukas Gasserminister Ambasady Szwajcarii w WarszawiePrzed dziesięcioma laty, jako członek delegacji Szwajcarii na Białorusi, miałem okazję do jednego ze swych pierwszych wystąpień telewizyjnych w charakterze dyplomaty mojego kraju. Pytałem, dlaczego wybrali akurat mnie? Później, gdy zobaczyłem zdjęcia, zrozumiałem: kamera przez cały czas łowiła obraz nowego Metal Swatcha widocznego na moim nadgarstku. Prawdziwy Szwajcar — takie musiało być rozumowanie białoruskiej telewizji — powinien mieć na ręku porządny i dobrze wyeksponowany zegarek... To stereotyp, ale nie pamiętam, by ktoś z kręgu moich znajomych rodaków wybierał zegarek inny niż szwajcarski. No, może czasem kobiety, skuszone biżuteryjnymi wzorami francuskiej firmy Cartier… Jednak Szwajcarzy najbardziej cenią rodzime marki. Choć przychodzi za nie drożej zapłacić, są niezawodne i mają długi żywot. Sam przechowuję wciąż sprawną, drogą mi pamiątkę — zegarek Zenith, prezent od ojca chrzestnego z okazji konfirmacji. To mój ulubiony czasomierz, choć na co dzień, do pracy, noszę Swatcha. Najsłynniejszy użytkownik szwajcarskich zegarków, legendarny James Bond, nie jest jednak Szwajcarem! A mało brakowało, byśmy go nie poznali od tej strony. Przed rozpoczęciem prac nad filmem „Dr. No”, w którym po raz pierwszy rolę Bonda zagrał Sean Connery, pojawił się bowiem poważny problem z budżetem. Ekipa zaproponowała producentowi Albertowi Broccolemu m.in. rezygnację z pokazywania drogiego Rolexa na ręku głównego bohatera. „Nigdy w życiu” — sucho odparł Broccoli. Zdjął z ręki własnego Rolexa i podał go reżyserowi… Szwajcarzy znają wiele takich anegdot o zegarkach. Jedna z najpopularniejszych dotyczy spotkania sir Edwarda Heatha, brytyjskiego premiera, z Nikitą Chruszczowem w czasach, gdy Heath pełnił funkcję ministra pracy Wielkiej Brytanii. Chruszczow — niespodziewanie otwarcie — stwierdził wtedy, iż wymiana handlowa między oboma krajami powinna być bardziej zrównoważona. Żądał, by Wielka Brytania importowała więcej towarów z Rosji. „Zgoda” — odparł Heath — „ale w tej chwili Brytyjczycy kupują mało produktów, nawet tych z własnego kraju. Jakże mam ich przekonać, by zaopatrywali się w wyroby ze Związku Radzieckiego?”. A Chruszczow na to: „Moglibyście sprowadzać rosyjskie zegarki. Są o wiele tańsze od szwajcarskich, a chodzą szybciej!”Jerzy MazgajParadise GroupNoszę Patka, model Offiziers Uhr — zegarek oficerski. Kupiłem go jakieś 10 lat temu w Zurychu i jestem do niego bardzo przywiązany. Cenię ten zegarek za precyzję wykonania, za możliwość obejrzenia działającego mechanizmu — po otwarciu koperty widać pracujące za szkiełkiem trybiki. A przy tym jest skromny, gustowny, nie rzucający się w oczy… Taki, jaki być powinien. Oczywiście, nigdy jeszcze się nie zepsuł — Philippe Patek to, moim zdaniem, najlepsza zegarmistrzowska firma świata. Także mój drugi zegarek — sportowy model w kształcie prostokąta — to dzieło Philippe’a Patka. Używam go m.in. podczas wyjazdów za miasto. A gdybym miał kupować kolejny zegarek, również byłby to Patek.Zbigniew GrycanGrycan — lody od pokoleńMam dwa dobre zegarki, choć zdaję sobie sprawę, że na rynku dostępne są lepsze i bardziej bajeranckie modele. Ja jednak wyrosłem już z pokazywania się. Nie muszę tego robić. Noszę na zmianę dwa zegarki — srebrną, automatyczną Omegę i bardzo stary Schaffhausen, złoty zegarek z bransoletą. Ten wysokiej klasy czasomierz dostałem od mego świętej pamięci ojca, niestety nie pamiętam już, z jakiej okazji. To droga mi pamiątka, jednak nie tylko ze względu na wspomnienia. Cenię ten model za precyzję i bezbłędność odmierzania czasu, jak również za płaski, odpowiadający mi kształt. Oczywiście, tak stary zegarek trzeba nakręcać. Nie sprawia mi to jednak kłopotu. Robię to codziennie rano — ta czynność weszła mi w nawyk tak jak mycie zębów.Leszek Wójtowiczpoeta, pieśniarz, artysta Piwnicy pod BaranamiMam zegarek po dziadku ze strony mamy. Dziadek miał na imię Tadeusz i nazywał się Przybylski. Zegarek to piękna, kieszonkowa cebula szwajcarskiej firmy Moser, w złotej secesyjnej kopercie. Od strony mechanizmu koperta jest podwójna. Szacownemu czasomierzowi brakuje kółka, do którego przypinana była dewizka. Kółka nie ma i chyba nie będzie, gdyż moja żona nie pozwala dorobić brakującego elementu, obawiając się, że natychmiast zgubiłbym cenną pamiątkę. Od czasu do czasu nakręcam mechanizm, aby posłuchać jego delikatnego, ale bardzo wyraźnego tykania. Jest w tym dźwięku jakaś dobra nieśpieszność, której tak bardzo nam dziś brakuje. Oszalały świat zwalnia wtedy odrobinę. Niedostrzegalnie, ale przecież zwalnia... Otwieram kopertę i śledzę bieg malutkiego sekundnika. Wtedy tykanie słychać jeszcze wyraźniej, zaś najwyraźniej wtedy, gdy otwieram tylne wieczko koperty, a potem następne. Patrzę na starannie wypolerowany metal. Zębate kółeczka obracają się wsparte na rubinowych łożyskach, których — jak dumnie głosi wyryty w złocie napis — jest dokładnie piętnaście. Budzi się we mnie podziw dla zdolności dawnego rzemieślnika. Kiedy zamykam zegarek w szafce, wszystko wraca do codziennego stanu rzeczy, ale mnie krzepi możność kolejnego nakręcenia starego mechanizmu. Trochę z przekory, a trochę, aby nie zwariować.Fritz BaumgartnerTUI PolandW dzieciństwie przyglądałem się dziadkowi, który miał srebrny zegarek kieszonkowy z wielkim cyferblatem i rzymskimi cyframi. Nosił go zawsze w kieszeni kamizelki. Zegarek wisiał na grubym metalowym łańcuszku przymocowanym do spodni. Przy każdej okazji dziadek wyjmował go i poważnie mu się przyglądał. To mnie fascynowało do tego stopnia, że momenty te pamiętam do dziś. Wtedy największym życzeniem moim, młodego chłopca, było posiadanie zegarka ręcznego — oczywiście oprócz oryginalnego szwajcarskiego scyzoryka. W Szwajcarii prawie każdy chłopiec przystępujący do pierwszej komunii dostaje w prezencie bądź od rodziców, bądź od ojca chrzestnego, szwajcarski zegarek. To tradycja — zegarek musi być szwajcarski! Bez grawera na cyferblacie „made in Switzerland” prezent nie ma wartości. I ja zaliczam się do tych szczęśliwców, których na Komunię obdarowano takim właśnie upominkiem. Mój pierwszy zegarek był pozłacany, miał skórzany pasek i sekundnik. Ale najbardziej liczyło się to, że zegarek jest szwajcarski — marki Tissot. Towarzyszy mi do dziś. Od ponad 40 lat chodzi dokładnie i niezawodnie. Od czasu do czasu zakładam ten cenny prezent, muszę tylko nastawić dokładny czas, lekko wstrząsnąć ręką i już automatyka pracuje nieskazitelnie, a zegarek chodzi jak… No właśnie — szwajcarski zegarek.