Oprocentowanie spadnie dopiero za półtora roku

Lesław Kretowicz
26-06-2002, 00:00

RPP najprawdopodobniej dziś po raz trzeci z rzędu obniży stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Banki komercyjne po raz trzeci z rzędu zareagują tylko obniżając oprocentowanie depozytów. NBP nie ma instrumentów, aby zmusić je do obniżania ceny kredytów. Nadpłynność sektora i potrzeby pożyczkowe budżetu utrzymają ten trend.

Od wielu miesięcy wszyscy zastanawiają się, dlaczego w ślad za decyzjami RPP o redukcji stóp nie spada oprocentowanie kredytów. Odpowiedź jest bardzo prosta i znana od dawna — bankom komercyjnym nie opłaca się pożyczać pieniędzy. Nadmiar gotówki lokują w najpewniejszych na rynku państwowych papierach dłużnych. Ich emisje są ogromne, a analizując założenia budżetu 2003, takie pozostaną. Z drugiej strony nadpłynność sektora bankowego i nadmiar pieniądza w obrocie nie zmusza banków do walki o depozyty.

Politycy za stan naszej gospodarki winią RPP, która utrzymując zbyt wysokie — ich zdaniem — stopy zahamowała rozwój gospodarczy, przyczyniła się do wzrostu bezrobocia i doprowadziła do umocnienia złotego. To duże uproszczenie, ale nie da się ukryć, że rada jest w dużym stopniu odpowiedzialna za obecną sytuację Polski. Jej jednostronne spojrzenie na problem inflacji — wynikające z przepisów prawa — spowodowało podwyżki stóp pod koniec 2000 r. i zachowawcze decyzje w całym 2001 r. Co prawda członkowie RPP podkreślają, że prawdziwe efekty redukcji poznamy po 3-6 kwartałach, ale od pierwszych ubiegłorocznych cięć mija ponad rok i skutków nie widać.

Jednak ostrożna polityka monetarna w 2001 r. stała w sprzeczności z decyzjami innych banków centralnych, które bardzo zdecydowanie obniżały stopy w obliczu niewielkich nawet symptomów pogorszenia koniunktury. Amerykański Fed zadziałał bardzo zdecydowanie i chronił kraj przed recesją. Polskim władzom monetarnym zabrakło odwagi i zdolności Alana Greenspana. Na usprawiedliwienie NBP należy przypomnieć, że bank centralny nie ma instrumentów, które mogą zmusić banki komercyjne do redukcji stóp procentowych. Jednak, gdyby stopy NBP były niższe, większe byłoby pole manewru banków.

W równie dużym stopniu za sytuację odpowiada rząd. Jego ogromne potrzeby pożyczkowe na sfinansowanie sięgającego 40 mld zł deficytu wysysają pieniądze z rynku. Bankom nie opłaca się pożyczać pieniędzy klientom indywidualnym czy przedsiębiorcom, ponieważ mają bardzo wiarygodnego dłużnika — państwo. Dodatkowym czynnikiem, który zniechęca banki komercyjne do kredytowania podmiotów gospodarczych i obywateli jest duża liczba złych kredytów z lat poprzednich i wynikający z tego brak zaufania. Bardzo ostre wymogi wobec kredytobiorcy przeszkadzają w równie dużym stopniu jak wysokie oprocentowanie. Nadzieją na przyszłość jest odbicie gospodarcze, a więc wzrost inwestycji, zatrudnienia oraz płac, czyli ogólny wzrost wiarygodności potencjalnych kredytobiorców. Jeśli dołożyć do tego spadające potrzeby pożyczkowe budżetu w drugiej połowie roku, istnieje niewielka szansa, że banki zaczną walczyć o klienta i obniżać marże. Dodatkowym impulsem może być także zapowiadane przyspieszenie prywatyzacji, które ma zasilić w tym roku państwową kasę kwotą około 6 mld zł.

Najbardziej prawdopodobnym terminem znormalizowania sytuacji na polskim rynku depozytowo-kredytowym jest jednak moment wejścia do UE. Pojawią się wówczas nowe instytucje, które rozpoczną bezkompromisową walkę o klienta. Także rodzimi przedsiębiorcy i klienci indywidualni będą mogli zaciągać zobowiązania i lokować oszczędności za granicą. Konkurencja z zachodu zmusi wręcz nasze instytucje finansowe do obniżania marż i dbania o klienta. Tymczasem jeszcze co najmniej przez półtora roku rynkiem rządzić będzie minister finansów. Wpływ RPP będzie ograniczony. Ale rada już swoje zrobiła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Lesław Kretowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Oprocentowanie spadnie dopiero za półtora roku