Optimus wciąż szuka swojego miejsca

Kamil Kosiński
opublikowano: 2005-04-06 00:00

Wyniki finansowe nowosądeckiego Optimusa wskazują, że wyszedł na prostą. Firma wciąż jednak nie ma klarownego pomysłu na biznes.

W 2004 r. Optimus sprzedał blisko 65 tys. komputerów. W 2005 r. chce już znaleźć nabywców na 100 tys. maszyn, a tym samym — po kilku latach kryzysu — wrócić do I ligi dostawców pecetów na polski rynek.

— Samo Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu planuje zakup 70 tys. komputerów dla szkół. Jeśli uszczkniemy z tego 30 proc., to biorąc pod uwagę, że normalny biznes będziemy prowadzili podobnie jak w 2004 r., osiągnięcie sprzedaży na poziomie 100 tys. komputerów rocznie jest bardzo realne — wyjaśnia Tomasz Lewandowski, wiceprezes Optimusa.

Ze spółkami i bez

Nowosądecka spółka powstała w 1988 r. Przez wiele lat była jedyną krajową montownią komputerów, prowadzącą działalność na skalę przemysłową. Z czasem fabryka pecetów zaczęła obrastać innymi przedsięwzięciami. W grupie pojawił się m.in. portal internetowy, producent kas fiskalnych i wydawca przewodników. Pod koniec 2000 r. wartość notowanego na GPW od 1994 r. Optimusa wynosiła 870 mln zł. Jednak w obliczu pęknięcia bańki internetowej, trwała nierentowność wielu przedsięwzięć i niesłuszne, ale ciągnące się latami, pretensje aparatu skarbowego spowodowały, że Optimus w dotychczasowym kształcie stracił rację bytu. Roman Kluska odsprzedał swoje udziały, a pod koniec 2001 r. nowi właściciele podzielili firmę na dwie: Optimus i Grupę Onet. Trzonem pierwszej została fabryka komputerów, drugiej — portal internetowy.

Zreformowany Optimus pozbył się większości spółek zależnych, które zostały przypisane do niego, a nie Grupy Onet. Tłumaczono to tym, że firma chce się skoncentrować na rynku pecetów. Można jednak odnieść wrażenie, że spółek zależnych Optimus pozbywał się nie tyle dla realizacji nowej strategii jako takiej, ile dla pozbycia się nierentownego balastu mającego negatywne odbicie w bilansie. Do dziś bowiem Optimus kontroluje 58 proc. akcji, prowadzącej przetargi elektroniczne spółki Xtrade, i do ich sprzedaży się jakoś nie pali.

— Rozważamy różne scenariusze, ale Xtrade wychodzi mniej więcej na zero, a jest to o tyle obiecujące, że coraz więcej przetargów jest organizowanych w formie elektronicznej. Większość pozostałych spółek przynosiła straty, a najprostszy sposób ich zmniejszenia, czyli zwolnienia pracowników, powodował, że stawały się one bardzo ograniczone w możliwościach działania. Bo jeżeli w firmie integratorskiej z 50 osób zostaje 20, to wiadomo, że pewne projekty są już dla niej niedostępne — tłumaczy Tomasz Lewandowski.

Sprzedaż — gdzie i co?

Optimus to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek polskiego rynku komputerowego. Chcąc utrzymać jej prestiż, spółka zdecydowała się nie sprzedawać swoich sztandarowych produktów w supermarketach. We wrześniu 2003 r. stworzono markę BlueLine by Optimus, w której logo Optimus zdominowane jest przez napis BlueLine. Jednak 1,5 roku później, w marcu 2005 r., na rynek trafiły notebooki z logo Fudita. To kolejna tania marka Optimusa, ale na tej linii produktowej znaku firmowego Optimus już w ogóle nie ma.

Podobną niekonsekwencję widać w sposobie budowy sieci sprzedaży. W lipcu 2004 r. Optimus zainicjował program sprzedaży detalicznej w centrach handlowych. Powołana specjalnie w tym celu spółka Optibox otworzyła stoisko w warszawskiej Galerii Mokotów i... na tym się skończyło. Obecnie firma chce oprzeć sprzedaż detaliczną na istniejącej od lat sieci sklepów partnerskich.

— W sklepach tych zaistnieje system wizualizacji przeznaczony do sprzedaży tylko naszych komputerów. Będziemy współfinansować nie tylko budowę ekspozycji, ale i szkolenia sprzedawców. Klient, który decyduje się wydać 2-3 tys. zł, musi być obsłużony na odpowiednim poziomie. W wielu domach to jeden z ważniejszych wydatków w roku — twierdzi Małgorzata Walczak, wiceprezes Optimusa.

Dbając o satysfakcję klientów już w czerwcu 2004 r. Optimus objął nabywców swoich komputerów serwisem typu „door to door”. Dzięki temu nie muszą oni wychodzić z domu, aby dostarczyć sprzęt do serwisu, a także znacznie szybciej otrzymują go z powrotem. Już niedługo może się jednak okazać, że dla części urządzeń zasady gwarancji będą inne. Nowosądecka firma prowadzi bowiem rozmowy na temat udostępnienia swojej marki wybranym produktom firm trzecich, które chcą wejść na polski rynek elektroniki użytkowej i sprzętu AGD. Opłaty licencyjne z tego tytułu na pewno poprawiłyby wynik firmy, ale czy nie oznacza to również tego, że firma nie ma jasno określonej strategii działania? Tym bardziej że Zbigniew Jakubas, będący głównym akcjonariuszem spółki, sugeruje, że w najbliższych miesiącach Optimus może wziąć udział w ruchach konsolidacyjnych. Czy jako przejmujący, czy jako przejmowany, tego nie wiadomo...