Optymizm na Wall Street

Adam Stańczak, analityk DM BOŚ
opublikowano: 2022-03-28 08:40

Zakończony tydzień na rynkach rozwiniętych został zdominowany przez reakcje inwestorów na zachowania cen ropy i stosunek do zmian w polityce monetarnej amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Pierwsza zmienna owocowała negatywnymi korelacjami indeksów z ceną surowca, gdy druga zdawała się sygnalizować przyzwyczajanie się rynku do szybszych od wcześniejszych prognoz podwyżek ceny kredytu w USA. W finale obraz okazał się daleki od tych prostych zależności. Wall Street potrafiła zakończyć tydzień wzrostami mimo zwyżek cen ropy i zaniepokojenia graczy wpływem surowca na inflację. Również sygnały o potencjalnym przyspieszeniu zacieśnienia w polityce monetarnej nie wywołały wyprzedaży. W istocie Wall Street ma za sobą drugi tydzień wzrostów, które sumują się w zwyżkę S&P500 o 8,1 procent i przekładają na najlepsze dwa tygodnie indeksu od końcówki 2020 roku. W przypadku Nasdaqa Composite dwutygodniowa zwyżka wyniosła ponad 10 procent mimo wskazań, iż dwa kolejne posiedzenia FOMC mogą przynieść dwie podwyżki ceny kredytu po 50 punktów bazowych i najszybsze zacieśnienie polityce monetarnej od wielu lat. Z obowiązku trzeba jednak odnotować, iż rynki europejskie nie operowały z taką samą skalą optymizmu.

Na wzrosty w USA można patrzeć przez pryzmat wycenienia wszystkich scenariuszy i przekonania graczy, iż Fed zdoła zgasić inflację w modelu miękkiego lądowania bez konieczności pchnięcia gospodarki w recesję. Przyjęcie takiego założenia pozwala myśleć o układzie sił, w którym wycenianie miękkiego lądowania zaczęło się już jesienią 2021 roku i obserwowane dziś odbicia są pozycjonowaniem się pod okres, w którym Fed będzie mniej agresywny niż w bliskiej perspektywie. Problem w tym, iż stopy procentowe nie są jedynym narzędziem, którymi Fed będzie operował na rynku. Równolegle do podnoszenia ceny kredytu członkowie FOMC muszą prowadzić program zacieśnienia ilościowego i zakończyć program luzowania ilościowego uruchomiony na potrzeby walki z efektami pandemii. W tej perspektywie patrząc zacieśnienie monetarne będzie dynamiczniejsze od znanych z przeszłości i niesie poważne ryzyka dla rynków akcji i gospodarki w całości. Dlatego na dwutygodniowe wzrosty w USA warto patrzeć z dawką dystansu, a optymizm inwestorów traktować z pewnym sceptycyzmem. Nie zakładać też, iż zachowania giełd muszą oznaczać powrót do prostych scenariuszy wzrostowych. Układ sił sprzyja raczej konsolidacji indeksów na półkach, których granicami będą dołki lutowej wyprzedaży i maksima hossy wykreślone na przełomie roku.

W krótszej perspektywie warto oczekiwać operowania inwestorów od impulsu do impulsu. W tym układzie sił wejście w nowym miesiąc oznacza konieczność wycenienia wpływu danych z USA na perspektywy polityki monetarnej Rezerwy Federalnej. Zaczynający się właśnie tydzień będzie bogaty pod tym względem i zacznie się wystąpieniami przedstawicieli Fed, a skończy comiesięcznymi danymi z rynku pracy w USA. Po drodze do wycenienia będą przychody i wydatki konsumentów. Kropkę nad i postawi odczyt indeksu ISM dla amerykańskiego przemysłu, stale jeden z najlepszych bieżących mierników kondycji gospodarki i jej perspektyw w kolejnych kilku miesiącach. Bazowym scenariuszem w tym układzie musi być podtrzymanie zmienności na rynkach i szukanie zmiennych, które pozwolą szacować scenariusze średniookresowe. Nie można też wykluczyć zaskakujących wydarzeń w Europie. Wojna ma stale potencjał przejścia w ostrzejszą fazę i jeszcze większą konfrontację między Zachodem i Wschodem. Dlatego warto pamiętać o premii, jaką w tym kontekście oferuje odległość rynków amerykańskich od Europy i bufor, jaki ma amerykańska gospodarka odbudowująca się po pandemii. Inaczej mówiąc warto zakładać, iż Wall Street będzie relatywnie silniejsza od innych rynków rozwiniętych.