Polski handel zagraniczny od początków transformacji zdominowany jest przez wymianę z Niemcami. Do zachodniego sąsiada trafia obecnie 24,9 proc. wyprodukowanych w Polsce towarów (dane za okres I-VIII 2013 r.). To więcej, niż łącznie wysyłamy do czterech następnych partnerów handlowych: Wielkiej Brytanii, Czech, Francji i Rosji. Eksport do Niemiec jest 13-krotnie wyższy niż do USA, więc ewentualny kryzys w Stanach jest dla polskiej gospodarki nieporównywalnie mniejszym problemem niż analogiczny kryzys za Odrą.



Na Wschód marsz
Do dominacji Niemiec musimy się przyzwyczaić. W przewidywalnej perspektywie mało prawdopodobne jest, aby jakiś kraj zastąpił je w roli głównego partnera handlowego Polski. Wiele wskazuje jednak na to, że znaczenie Niemiec w polskim handlu zagranicznym będzie stopniowo malało. Według prognoz Oxford Economics dla HSBC, do 2030 r. ich udział w naszym eksporcie spadnie o jedną piątą, do 20 proc. Nominalnie wartość eksportu za Odrę będzie nadal rosnąć, ale wolniej niż cała zagraniczna sprzedaż Polski.
„Niemcy, dzięki bliskiemu położeniu i ustabilizowanym od lat licznym kontraktom biznesowym, są niekwestionowanym motorem polskiego eksportu. Te powiązania wydają się niezagrożone, jednak warto podkreślić, że Polska będzie w najbliższych dekadach coraz silniej wiązać się też z gospodarkami, które rosną szybciej niż Niemcy” — twierdzą analitycy Oxford Economics i HSBC.
Kto przejmie 5 pkt proc., o które zmniejszy się udział Niemiec w polskim eksporcie? Według autorów prognoz, podzielą je między siebie przede wszystkim Chiny i kraje z regionu Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej (BWiAP), głównie Turcja i Egipt. Do 2030 r. udział Chin w naszej sprzedaży zagranicznej wzrośnie z 1 do 3 proc., tymczasem udział BWiAP pójdzie w górę z 5 do 8 proc.
Więcej odwagi
Analitycy Oxford Economics i HSBC tłumaczą, że pozycja polskich eksporterów w Chinach, na Bliskim Wschodzie i innych rynkach wschodzących będzie rosła, bo charakter naszego przemysłu świetnie pasuje do procesów gospodarczych, jakie zachodzą w tych częściach świata. Gospodarki te przestają bazować na taniej sile roboczej i wzroście konsumpcji, a starają się budować bazę infrastrukturalną i przemysłową. Dlatego w najbliższych dekadach będą znacząco powiększać wydatki na dwa cele: budowę, rozbudowę i modernizację parku maszynowego przemysłu oraz na maszyny i wyroby związane z budową infrastruktury transportowej. Według autorów raportu, oba te obszary to od lat spora część polskiego przemysłu, więc polscy producenci mają dla rynków wschodzących dobrą ofertę.
— Polskie firmy z tych branż już teraz zdobywają uznanie odbiorców. Nie możemy jeszcze porównywać się z Niemcami, jednak Polska jest na dobrej drodze, aby stać się cenionym dostawcą tego typu towarów, nie tylko w Europie, ale także, a może nawet przede wszystkim, w innych częściach świata — przekonuje Andrzej Puta z HSBC Bank Polska. Podobnego zdania jest Radosław Pyffel, prezes Centrum Studiów Polska-Azja. Jego zdaniem, polskie firmy powinny znacznie odważniej niż dotychczas wchodzić na rynek chiński.
— Prognoza wzrostu udziału Chin w polskim eksporcie z 1 do 3 proc. w 17 lat wydaje mi się nawet dość pesymistyczna. Jeśli się zrealizuje, będzie to oznaczało, że polscy eksporterzy zmarnowali okazję, jaką daje im potężny rozwój chińskiej gospodarki — przekonuje Radosław Pyffel.
Przez ostatnie trzy lata (2009-12) nasz eksport do Chin wzrósł o 19 proc., a do Turcji — o 77 proc. Sprzedaż do Egiptu w ostatnich latach załamała się w związku z zawirowaniami politycznymi, ale w długiej perspektywie będzie prawdopodobnie rosła.