W październiku 2006 r., kilka dni przed przejęciem rafinerii w Możejkach przez Orlen doszło w niej do największego pożaru w historii. Zniszczył część instalacji i spowodował, że przez pierwszy rok pod biało-czerwoną flagą rafineria pracowała na pół gwizdka. Odbudowa zniszczonych urządzeń kosztowała ok. 300 mln USD. Wypłacone odszkodowania nie pokryły tych kosztów, bo wyniosły nieco ponad 170 mln USD.Dlatego też Orlen uderza drogą sądową do branży ubezpieczeniowej.

Jak donosi brytyjski portal ubezpieczeniowy Insurance Insider koncern domaga się 125 mln USD odszkodowania od brokera ubezpieczeniowego Aon. Oskarża go o złą konstrukcję polisy BI, która miała chronić rafinerię przed szkodami związanymi z przerwami w jej działalności i potencjalnymi utratami zysków.
Informacja o pozwie znalazła się w raporcie amerykańskiego nadzoru finansowego SEC.
Według Insurance Insider, Aon nie zgadza się z zarzutami Orlenu i twierdzi, że będzie się bronił.
Orlen od dłuższego czasu stara się wywalczyć odszkodowania za ten pożar. W 2010 roku przegrał arbitraż z Yukosem, od którego kupił rafinerie. Poszło o 250 mln USD, które stanowiły cześć zapłaty za Możejki, ale zostały przez polską firmę zdeponowane w banku jako zabezpieczenie dla przyszłych roszczeń, związanych z stanem technicznym zakładu.