- W Polsce nie ma już gazu z Rosji — zapewniła na początku 2023 r. minister klimatu i środowiska Anna Moskwa.
- Nie ma już gazu ani gazu LNG, ani gazu rurociągowego; żadnego gazu z Rosji mówiła w rozmowie z Polskim Radiem 24. Odnosiła się do deklaracji Orlenu, który przestał gaz z Rosji sprowadzać – podkreślała minister.
Zgodnie z zapowiedzią Orlenu, który połączył się w multienergetyczny koncern m.in. z Polskim Górnictwem Gazowym i Gazownictwem, 2023 rok będzie dla koncernu pierwszym bez importu rosyjskiego gazu.
Zrealizowana wizja
Zaczęło się w 2006 r. To wtedy, 3 stycznia została przyjęta uchwała Rady Ministrów zobowiązująca do budowy gazoportu na polskim wybrzeżu. Inicjatorem programu był prezydent Lech Kaczyński. Jego zdaniem rozwój światowego rynku LNG był szansą na uniezależnienie się Polski od rosyjskiego surowca. Lech Kaczyński patronował idei powstania terminala importowego w Świnoujściu, który później został nazwany jego imieniem. Kilkanaście tygodni później rząd PiS powołał Zespół ds. Polityki Bezpieczeństwa Energetycznego.
Półtora roku później, w czerwcu 2007 r. ogłoszono przetarg na projekt świnoujskiego terminala LNG. Ostatecznie budowę gazoportu rozpoczęto dopiero w 2010 r. W stosunku do założeń projektu terminal był gotowy do przyjmowania gazowców z rocznym opóźnieniem.
Jednak mimo istnienia gazoportu aż do 2015 roku PGNiG importował głównie gaz rosyjski, dostarczany przez Gazprom. Stanowił on około 90 proc. surowca importowanego do Polski. Pierwszy statek — gazowiec, przystosowany do przewozu skroplonego gazu ziemnego z komercyjnymi dostawami zacumował w Świnoujściu 17 czerwca 2016 r. Od tego czasu dostawy gazu z Rosji stopniowo malały.
W styczniu tego roku Rady Ministrów podjęłą uchwałę zobowiązującą do budowy gazoportu.
W tym roku rozpoczęto prace budowlane przy realizacji gazoportu w Świnoujściu.
17 czerwca tego roku pierwszy statek, przystosowany do przewozu skroplonego gazu ziemnego dostarczył ładunek do Świnoujścia.
W tym roku polska gospodarka ostatecznie uniezależniła się od importu gazu z Rosji.
Ostateczny impuls
Decydującą datą był początek 2022 roku. To wtedy, 24 lutego, Rosja przeprowadziła pełnoskalową agresję na Ukrainę. W swoje działania wprzęgła również największego eksportera gazu do Unii Europejskiej — Gazprom. Rosjanie mieli nadzieję, że poddana gazowemu szantażowi Europa nie zechce pomagać Ukrainie. Ograniczyli dostawy gazu, co spowodowało gwałtowny wzrost jego cen na rynkach europejskich. Wzrost cen dotknął zarówno przedsiębiorstwa, jak i gospodarstwa domowe, szczególnie te, które wykorzystywały gaz do ogrzewania oraz kierowców.
W Polsce LPG wykorzystywany jest przede wszystkim jako paliwo samochodowe. Na ten cel przeznacza się blisko 75 proc. zasobów. Jednocześnie Polska jest największym rynkiem autogazowym w Unii Europejskiej. Według danych GUS 3,4 mln samochodów osobowych korzysta z tego właśnie paliwa. Jedynie nieco ponad 10 proc. przeznaczane jest na cele komunalne, głównie grzewcze w domach Polaków. Pozostała część trafia na cele przemysłowe i rolnicze.
Dodatkową trudnością dla importerów rosyjskiego gazu były płatności. W ramach sankcji Rosja została odcięta od międzynarodowych systemów rozliczeń bankowych, a Gazprom zaczął domagać się zapłaty w rublach, co naruszało postanowienia umów z importerami. Polska takich płatności odmówiła, w związku z czym Gazprom pod koniec kwietnia zakręcił gazowy kurek.
Nie znaczy to, że dostawy gazu z Rosji do Polski całkowicie ustały. Co prawda Orlen deklaruje, że od wybuchu wojny sam nie kupuje rosyjskiego LPG, ponieważ pozyskuje płynny gaz z własnej produkcji oraz z importu z kierunków alternatywnych i zakupów od innych krajowych podmiotów. Jednak według Unimotu, jednego z największych importerów płynnego gazu, są możliwości zastąpienia rosyjskiego paliwa, ale koszty logistyki są wyższe. Rosyjski gaz jest tani, a Unia Europejska nie zdecydowała się do tej pory na wprowadzenie zakazu jego importu. Według danych Eurostatu i Forum Energii w 2022 r. kupiliśmy od Rosjan to paliwo za 710,3 mln euro, podczas gdy reszta UE łącznie - 417 mln euro. Jednocześnie w 2022 roku Orlen pozyskał z tego kierunku już tylko 20 proc. surowca.
Jak informuje Orlen, aby zaspokoić zapotrzebowanie na gaz (przed wybuchem wojny na Ukrainie około 20 mld m sześc. rocznie), Polska musi importować surowiec. Krajowe wydobycie pokrywa od 20 do 25 proc. popytu — resztę trzeba sprowadzić z zagranicy. Tymczasem jeszcze w 2021 r. ponad 60 proc., prawie 10 mld m sześc. importowanego surowca pochodziło ze Wschodu. Zastąpienie takiej ilości gazu surowcem z innego źródła było szczególnie wymagającym zadaniem, zwłaszcza że Rosja zaczęła odcinać dostawy także do innych krajów. Również tych, które jak Niemcy, Włochy i Francja płaciły za gaz w rublach. Brak gazu w Europie spowodował, że jego ceny wystrzeliły i pod koniec lata 2022 r. osiągnęły nigdy wcześniej nienotowany poziom 300 EUR za MWh. Rynek i dywersyfikacja dostaw monstrualną cenę szybko zweryfikowały — dziś ceny gazu są niemal 8-krotnie niższe.
Obecnie udział LNG w imporcie gazu do Polski wzrósł w 2022 roku do 43 proc., do około 6 mld m sześc. (w 2016 r. – pierwszym pełnym roku działania terminalu było to zaledwie niecałe 9 proc.). Większość dostaw, 3,4 mld m sześc. pochodziła z USA – w ubiegłym roku Stany Zjednoczone stały się największym dostawcą gazu do Polski.
We wrześniu 2022 roku uruchomiono Baltic Pipe, system gazociągów o przepustowości 10 mld m sześc. rocznie, który połączył Polskę (przez Danię) z Norwegią, drugim po Rosji dostawcą gazu do Europy. Za negocjacje umów z dostawcami gazu odpowiadało PGNiG, które od 2 listopada 2022 r. jest częścią Orlenu. Jednocześnie firmy działające w Norwegii są zainteresowane nie tylko dostawami gazu i ropy, ale także współpracą w innych obszarach, między innymi przy rozwoju odnawialnych źródeł energii. Łącznie z własnym wydobyciem prowadzonym na wodach Norwegii przez Grupę Orlen, kontrakty norweskie zapewnią w 2023 roku około 6,5 mld m sześc. gazu.
Jak zapewnia Orlen, rok 2023 będzie pierwszym pełnym rokiem bez importu gazu z Rosji. Dostawy surowca ze Wschodu zostały zastąpione amerykańskim gazem skroplonym (LNG) i dostawami gazu z Norwegii (gazociągiem Baltic Pipe).
Gazowa flota
Zapewnienie dostaw gazu to jednak nie wszystko. Ze względu na znaczenie dostaw LNG dla bezpieczeństwa kraju, Grupa Orlen rozwija własną flotę statków do przewozu skroplonego gazu. Firma zamówiła 8 nowoczesnych gazowców, które zostaną wybudowane specjalnie na jej potrzeby. Dwie z nich – „Lech Kaczyński” i „Grażyna Gęsicka” już pełnią służbę i zrealizowały do tej pory 5 dostaw amerykańskiego LNG do Świnoujścia. Dwa kolejne gazowce zostaną oddane do użytku w 2024 r., a pozostałe cztery — w 2025 r. Każda z jednostek jest w stanie przetransportować około 70 tys. ton LNG, czyli 100 mln m sześć. Gazu — zapas dla wszystkich gospodarstw domowych w Polsce na około tydzień. Flota Orlenu budowana jest w oparciu o czarter długoterminowy. Każda jednostka została wyczarterowana na 10 lat z możliwością przedłużenia.
Orlen zarezerwował również całą przepustowość nowego terminala gazowego, który powstaje na Zatoce Gdańskiej. Terminal umożliwi sprowadzenie ponad 6 mld m sześc. gazu rocznie, co łącznie z przepustowością terminala im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego (od przyszłego roku 8,3 mld m sześc. w całości w dyspozycji Orlenu) da możliwość importowania ok. 14,5 mld m szesc. gazu rocznie. Do tego dochodzi terminal uruchomiony jeszcze przez PGNiG w Kłajpedzie, z którego gaz do Polski dociera połączeniem gazowym z Litwą.
Z własnych zasobów
Własne wydobycie Orlenu w Polsce to dziś około 3,5-4 mld m sześc. W Norwegii grupa wydobywa około 3,5 mld m sześc., ale wydobycie ma szybko wzrastać — zgodnie ze strategią ORLEN2030, do końca dekady do 6 mld m sześc.
Orlen jest też właścicielem 7 podziemnych magazynów gazu, w których można zgromadzić 3,4 mld m sześc. gazu. Obecnie magazyny są zapełnione w 99 proc. Grupa szykuje też inwestycje w Podziemnym Magazynie Gazu Wierzchowice, która zwiększy jego pojemność z 1,3 mld do 2,1 mld m sześc. Po realizacji tej inwestycji możliwości magazynowania gazu w Polsce wzrosną aż o 25 proc.

