Najważniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia była wypowiedź Ryszarda Michalskiego, wiceministra finansów, na temat sposobu wejścia Polski do strefy euro. Jego zdaniem, Ministerstwo Finansów ciągle próbuje przekonać „przyjaciół z banku centralnego” do zmiany reżimu kursowego na taki, który przewiduje pewną kontrolę złotego.
Ostatnie wypowiedzi wiceministra wskazują, że obecnie resort finansów chce zaproponować bankowi centralnemu dwa alternatywne scenariusze. Jeden to zmiana reżimu walutowego z kursu płynnego na kurs kontrolowany, przy zachowaniu wejścia do EMU w 2006 r. Scenariusz ten zakłada zapewne także dewaluację złotego. Drugi scenariusz to prawdopodobnie utrzymanie płynnego kursu walutowego w połączeniu z odsunięciem wejścia Polski do strefy euro do 2007 r. lub później — taki model rozważają np. Czechy i Węgry. Strategia taka pozwoliłaby wejść Polsce do strefy euro już po silnym napływie inwestycji zagranicznych i wynikającym z tego przewartościowaniu złotego. Wpłynęłoby to, zdaniem wiceministra finansów, na zwiększenie konkurencyjności eksportu i dało impuls rozwojowy.
Jeszcze niedawno scenariusz zakładający jak najszybsze znalezienie się Polski w strefie euro można było uznać za korzystny. Niższa konkurencyjność międzynarodowa polskich przedsiębiorstw, wynikająca m.in. z przewartościowania złotego, mogła być skompensowana przez „import” niskiej inflacji oraz spadek stóp procentowych. Obecnie jednak korzyści te nie są na tyle duże, by kompensować straty.
Choć nikt z NBP nie chciał skomentować tej wypowiedzi, wiadomo, że bank centralny wciąż opowiada się za jak najszybszym wejściem Polski do strefy euro i utrzymaniem płynnego kursu. Leszek Balcerowicz, prezes NBP, stwierdził zaś, po ukazaniu się słabych danych płatniczych o eksporcie w sierpniu, że nie można patrzeć na dynamikę eksportu w ujęciu miesięcznym. Dłuższy trend, który rozpoczął się w kwietniu, będzie kontynuowany, ale dużo zależy od sytuacji gospodarczej w Niemczech. Choć trudno nie zgodzić się z opinią, że Polski eksport jest silnie uzależniony od koniunktury w Niemczech, to uzależnienie to ma charakter koniunkturalny, długookresowo zaś zwiększenie konkurencyjności przez dewaluację dałoby eksporterom środki na inwestycje w poprawę wydajności.
W tym tygodniu informacją, która będzie prawdopodobnie najważniejsza dla rynku finansowego, będzie ogłoszenie w poniedziałek danych o wzroście cen żywności. Nie sądzę jednak, by nawet prognozowany przeze mnie wzrost o 0,6 proc. w drugiej połowie września w relacji do drugiej połowy sierpnia wywołał wzrost inflacji. Nawet po uwzględnieniu wzrostu cen paliw wskaźnik inflacji nie przekroczył zapewne we wrześniu 1,2 proc.