Ostatni, co tak... bank wodził

Kazimierz Krupa
opublikowano: 14-05-2003, 00:00

Po czym poznaje się pioniera? — pytał kilka lat temu jeden z obecnych tuzów polskiej finansjery. I odpowiadał sobie, nieco może sarkastycznie: po nożu w plecach. Pionier to osoba, która wytycza nowe szlaki (według tego samego słownika również członek komunistycznej organizacji młodzieżowej, ale nie o to nam tym razem chodzi), tworzy nowe struktury i standardy, odkrywa nowe światy. Kilkanaście lat temu, wraz z początkiem polskiej transformacji ustrojowej, również ustroju gospodarczego, pojawili się nasi pionierzy. Pionierzy rynku kapitałowego, nowej bankowości, przedsiębiorczości. Wielu z nich skończyło z tym nożem w plecach. Innym powiodło się lepiej. Jeśli spotkają się przy ognisku, by powspominać stare czasy, poczesne miejsce, z pewnością, zajmie wśród nich Stanisław Pacuk, odchodzący właśnie ze stanowiska szefa Kredyt Banku.

Przez wiele lat (jak z Leninem i partią) mówiło się Pacuk, a myślało Kredyt Bank, mówiło się Kredyt Bank, a myślało Pacuk. W barwnych czasach tworzenia się nowego systemu bankowego, bankowości prywatnej wykazywał on niebywałą sprawność, elastyczność, a przede wszystkim skuteczność w działaniu. Czy taki pionier ma wielu przyjaciół? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że ma wielu wrogów, którzy wcześniej byli bliskimi partnerami w interesach, i zapewne przyjaciółmi. Czy jest w tym coś nadzwyczajnego? Chyba nie. Jak dowodzi historia Dzikiego Zachodu, tak przecież dokładnie udokumentowana w osobnym gatunku filmowym, często sami pionierzy stanowili prawo, ba — byli prawem. Czy nasi pionierzy różnili się w tym zakresie, zasadniczo, od tamtych? Metodami tak, skutki często były zbliżone.

Kariera Stanisława Pacuka w Kredyt Banku to nie było nieprzerwane pasmo sukcesów, szczególnie w ostatnich latach, kiedy dynamika poczynań znacznie się zmniejszyła, kiedy na rynku zaczęło się robić „ciaśniej”. Wreszcie różnica zdań z głównym udziałowcem, inna wizja strategii banku, doprowadziły — co było nieuchronne — do jego rezygnacji. Jedni się z tego ucieszą, inni zasmucą, ale i jedni, i drudzy przyznają, że to jeden z nielicznych, co tak potrafili... bank wodzić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ostatni, co tak... bank wodził