Oświadczenia (nie)majątkowe

Kazimierz Krupa
18-11-2005, 00:00

Po lekturze oświadczeń majątkowych członków kierownictwa rządu Kazimierza Marcinkiewicza, które „zostały złożone zgodnie z ustawą z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne (Dz. U. z dnia 11 września 1997 r.)” — nie ma co ukrywać — ogarnął mnie bezgraniczny smutek: toż to biedaki są. Poczynając od premiera Marcinkiewicza, a na ministrze Jurgielu (od rolnictwa) kończąc. No, bo czy premier, ze 100-metrowym mieszkaniem, 30 tysiącami złotych oszczędności i dwoma starymi samochodami może komuś zaimponować? Swoją drogą, skoro w tym samym oświadczeniu wykazuje, że przez 10 miesięcy tego roku zarobił prawie 150 tys. złotych (prawie 15 tysięcy złotych miesięcznie), to wydaje się, że nie żyje zbyt oszczędnie.

Albo taki Ludwik Dorn. Ma co prawda jakiś dom, ale na kredyt, i połowę drugiego, 17 metrów (jedna czwarta) w 69-metrowym mieszkaniu, ale nie wykazuje żadnych dochodów, a „środków pieniężnych zgromadzonych w walucie polskiej” ma dokładnie zero. Gdyby się z ministrem, przyszłym wicepremierem, umówić na kawę, to mamy jak w banku, że rachunek uiszczamy my, żadne tam składkowe.

Ale najsmutniejszy jest los ministra Krzysztofa Jurgiela. Z oświadczenia jawi się on nam wręcz jako bezdomny. Domu nie ma, mieszkania również, ma tylko jakąś niewielką działkę niezabudowaną. Zgromadził trochę pieniędzy, nawet w dolarach, i papierów wartościowych, ale porusza się siedmioletnią skodą. No, nie ma czego zazdrościć.

Nieco lepiej jest z ministrami zajmującymi się gospodarką. Zarówno Andrzej Mikosz, minister skarbu, jak i Teresa Lubińska, minister finansów, jawią się — szczególnie na tym tle — jako ludzie bardzo zamożni. Mają porządne domy, duże zasoby finansowe, obligacje, warranty (wiadomo: fachowcy), a nawet dzieła sztuki.

Mając na uwadze zaufanie, jakim darzymy naszych rządzących, a i nie bez znaczenia jest formułka kończąca każde zeznanie: „powyższe oświadczenie składam świadomy (a), iż na podstawie art. 233 par. 1 Kodeksu karnego za podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy grozi kara pozbawienia wolności”, nie wątpimy oczywiście w przedstawiony stan faktyczny. Ale tym nam smutniej, że rządzący nami to takie, nie przymierzając, „chudopachołki”.

Nie od rzeczy będzie więc przypomnieć im historyjkę sławnego Talesa z Miletu. Otóż w VI wieku przed naszą erą mieszkańcy Miletu pokpiwali z Talesa, że niby taki mądry i twierdzenie Talesa wymyślił, a biedny jak mysz świątynna. Filozof postanowił udowodnić, że wiedza i inteligencja mogą przydać się też w praktyce. Udał się do właścicieli pras do wyciskania oliwy w okolicach Miletu i wynajął wszystkie takie urządzenia. Nie kosztowało go to dużo, gdyż rzecz działa się przed zbiorami oliwek. Płacąc z góry, Tales zarezerwował sobie wyłączność używania pras w okresie zbiorów. Kiedy oliwki dojrzały, okazało się, że tylko Tales dysponuje prasami do produkcji oliwy. Właściciele gajów oliwnych udali się więc do filozofa, aby odnajął im urządzenia. Ten zgodził się oczywiście, ale za odpowiednią cenę. O wiele wyższą od tej, za które sam je wynajął. Rolnicy pokornie zapłacili i nikt już nie uważał Talesa za człowieka niepraktycznego. Czekamy więc na podobny dowód.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Oświadczenia (nie)majątkowe