Fundusz funduszowi nierówny. To, co wczoraj było inwestycyjnym hitem, dziś odchodzi do lamusa. Kreatorzy rynku szyją nowe kolekcje.
To się teraz nosi:
1. Fundusze parasolowe to fundusze z wydzielonymi subfunduszami. Subfundusze mają różne strategie inwestycyjne, od bezpiecznych do ryzykownych. Podstawową zaletą jest korzyść podatkowa. W klasycznych funduszach, gdy inwestor chce zmienić fundusz, musi najpierw sprzedać jednostki jednego, zapłacić 19-procentowy podatek od zysków kapitałowych i dopiero może kupić jednostki nowego. W funduszu parasolowym może zmieniać fundusze bez konsekwencji w postaci podatku. Zapłaci go dopiero przy ostatecznym umarzaniu jednostek. W długiej perspektywie zwiększa to zysk.
2. Polska, Czechy, Węgry, Rumunia, Słowenia, Chorwacja, a także Litwa, Estonia, Łotwa, Słowacja, Turcja, Serbia czy Rosja — te kraje mają szansę na bardzo dynamiczny rozwój gospodarczy, który powinien przełożyć się na równie intensywny wzrost stóp zwrotu z przeprowadzanych tam inwestycji. Te kraje dają też możliwość inwestowania w podobne do polskich przedsiębiorstw spółki zagraniczne, które zazwyczaj są tańsze od spółek notowanych na GPW.
3. Inwestorzy mogą już z łatwością inwestować poza Europą, np. w Azji czy Ameryce Południowej. To doskonała metoda dywersyfikacji portfela, bo nawet jeśli na europejskich giełdach koniunktura się załamie, w Chinach czy Brazylii wciąż będzie można sporo zarobić. A przynajmniej wydatnie wzrastają szanse na zyski, o jeszcze większym zminimalizowaniu ryzyka poniesienia strat nie wspominając.
Odłóż na dno szafy
4. Umacniający się złoty sprawia, że nawet, jeśli zarządzający trafnie dobierze produkty inwestycyjne wchodzące w skład portfela funduszu, to zmiana kursu i tak osłabi ostateczny wynik. W rezultacie — co widać we wszelkiego rodzaju statystykach — wszystkie fundusze mają w ostatnich latach ujemne stopy zwrotu. Jeśli ktoś szuka wyłącznie bezpiecznego funduszu, niech lepiej sięgnie po fundusz polskich papierów dłużnych.
5. Inwestorzy powinni móc wybierać z grona najlepszych funduszy, a nie takich, które wciska im bank, bo któreś TFI ma wyłączność. Wydawałoby się, że to jest oczywiste, tymczasem część polskich banków nijak nie może (nie umie? nie potrafi?) się przełamać i z uporem godnym lepszej sprawy proponuje fundusze jednego TFI. Dlatego przyszłość należy do otwartych sieci dystrybucji, w których banki, domy maklerskie czy doradcy finansowi oferują fundusze wielu towarzystw.
