Owocowy hit z Tybetu

Jagody goji odkryli już konsumenci i gospodarstwa szkółkarskie. Plantatorzy dopiero przecierają szlak

Płyn do kąpieli, czekolada, żel pod prysznic, ciasteczka, musli, koktajle — jagody goji zrobiły karierę nie tylko w kolorowych czasopismach dla kobiet, ale również na sklepowych półkach. Teraz kolcowój chiński, bo tak nazywa się roślina, której owocami są słynne jagody, robi furorę w gospodarstwach szkółkarskich. Plantacji z prawdziwego zdarzenia na razie się jednak w Polsce nie doczekał, choć tzw. owoce miękkie to nadwiślańska specjalność.

Zobacz więcej

DWA KIERUNKI: W Polsce za uprawę jagód goji na razie zabierają się głównie hobbyści, którzy kupują rośliny do ogródków i na balkony. Nasi szkółkarze zaopatrują się natomiast u dużych dostawców na wschodzie, południu i zachodzie Europy. [FOT. ANNA KRZEWIŃSKA]

Jagodowy koktajl…

W handlu malinami i porzeczkami nie mamy sobie równych, w produkcji truskawek jesteśmy numerem dwa w Europie.

Polska to również trzeci na świecie producent borówek amerykańskich. Łącznie z krajowych upraw zbiera się 500 tys. ton owoców jagodowych (do których zaliczają się też agrest i aronie). Wkrótce owocowy koktajl rodzimej produkcji mogą wzbogacić właśnie jagody goji, znane od wieków w Chinach i Tybecie. Adam Marosz z Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, tłumaczy, że kolcowój chiński uprawia się w Polsce od lat jako roślinę ozdobną, ale… trującą. W rzeczywistości jagody goji są niejadalne tylko wówczas, gdy są niedojrzałe.

— Na Dalekim Wschodzie jagody goji jada się od dawna. Rolnicy zainteresowali się nimi, kiedy pojawiła się możliwość wyselekcjonowaniaodmian dających większe plony — wyjaśnia Adam Marosz.

— Chińczycy zarobili na tych owocach duże pieniądze, promując je również w Europie. W końcu Europejczycy poszli po rozum do głowy i, zamiast importować, postanowili zakładać plantacje na miejscu. Dodatkowy argument to chemia, którą Chińczycy stosują do ochrony roślin w sposób niekontrolowany, podczas gdy w UE obowiązują restrykcyjnie przestrzegane ograniczenia — mówi Zbigniew Krzewiński, właściciel Licencjonowanego Gospodarstwa Szkółkarskiego Krystyna Krzewińska.

Jak wyjaśnia, największe plantacje powstają obecnie w Niemczech, Serbii, Hiszpanii, Portugalii, ale polscy producenci też są zainteresowani modnymi jagodami.

— Rocznie produkujemy 60 tys. roślin i zwiększamy produkcję, bo bylibyśmy w stanie sprzedać nawet 200 tys. sztuk — dodaje przedsiębiorca.

…i sok jabłkowy

— Jagody goji świetnie się sprawdzają w naszym klimacie — łatwo się przyjmują, odpowiadają im gleby i nasłonecznienie. Są absolutnym hitem sprzedażowym ostatnich miesięcy. Zainteresowani są i klienci detaliczni, i sieci handlowe — twierdzi Małgorzata Gołąb ze Szkółki Roślin Ozdobnych Clematisy M.K.J. Wędrowscy. Zdaniem Zbigniewa Krzewińskiego, owoce goji świetnie nadają się m.in. do soków.

— Mają dużo witaminy C, więc są idealnym naturalnym konserwantem. Jeden z producentów soków kupił od nas ostatnio bardzo dużo sadzonek, więc możliwe, że wkrótce powstanie plantacja na skalę przemysłową, jakich na razie w Polsce nie ma — mówi właściciel gospodarstwa szkółkarskiego. Zainteresowany owocowym hitem jest BioGrim z Lubelskiego, który produkuje już sok z jabłek i rokitnika, świdośliwy czy pigwowca.

— Konkurencja w segmencie soku jabłkowego jest ogromna, więc trzeba szukać nisz. Chciałem kupić polskie owoce goji, ale się nie udało. Postanowiłem więc, że sam zajmę się produkcją. Wciąż czekam na sadzonki — mówi Grzegorz Maryniowski, właściciel BioGrimu. Krzewińscy też założyli uprawę goji, ale tylko na skalę doświadczalną — 200 roślin.

— W zeszłym roku po raz pierwszy sprzedaliśmy świeże owoce własnej produkcji. Nie było najmniejszego problemu ze zbytem. Konsumenci znają jagody goji w wersji suszonej, więc chętnie kupili świeże — twierdzi Zbigniew Krzewiński.

Pierwsze wrażenie

Zdaniem Adama Marosza, na razie brakuje jeszcze badań dotyczących wielkości plonów i opłacalności upraw. Zbigniew Krzewiński jest przekonany, że owoc ma szansę przyjąć się w profesjonalnych gospodarstwach rolnych.

— Warunkiem jest dostępność cennych odmian, które będą dawały odpowiednie plony i dobrze smakowały. To kluczowe na etapie wprowadzania na większą skalę każdego nowego owocu. Jeśli zdarzy się wpadka, owoce mogą trafić na banicję. Przydarzyło się to np. jeżynom. 15 lat dostępne wcześniej odmiany jeżyn, które były mało odporne na mróz, zastąpiono odmianą mrozoodporną, ale dającą niesmaczne owoce. Klienci je odrzucili — tłumaczy przedsiębiorca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu