Dane o handlu detalicznym i produkcji dają nam wgląd w tę część światowej gospodarki, która obejmuje wytwarzanie i obrót towarami. To jest oczywiście tylko fragment całej aktywności, bo nie widzimy tu usług, a także nie widzimy sprzedaży towarów inwestycyjnych dla firm, ale ten fragment jest bardzo istotny dla oceny bieżącej koniunktury.
W najnowszych danych widzimy, że sprzedaż detaliczna w USA i Chinach systematycznie rośnie po okresie spowolnienia w pierwszych miesiącach 2022 roku. W USA to spowolnienie było wywołane inflacją, w Chinach COVID-em i kryzysem na rynku nieruchomości. Ostatnie dane były nieco lepsze od oczekiwań w USA i nieco gorsze w Chinach, ale te małe wahnięcia nie zaburzają ogólnego wniosku, że sprzedaż towarów w tych krajach jest na krzywej wznoszącej bardzo bliskiej trendom historycznym. Innymi słowy, po okresie zaburzeń przyszedł okres stabilizacji.
Natomiast na tym tle ewidentnie gorsza jest sytuacja w Unii Europejskiej. Tutaj sprzedaż wciąż tkwi w recesji. Można tę negatywną dywergencję tłumaczyć na dwa sposoby. Po pierwsze, Europa wciąż jeszcze żyje w cieniu szoku energetycznego. Po drugie, kraje UE prowadzą bardziej restrykcyjną politykę makroekonomiczną: EBC trzyma wysokie stopy procentowe przy szybko spadającej inflacji, a rządy tną deficyty fiskalne mimo słabego popytu. Wydaje się, że ta druga przyczyna mizerii sprzedażowej w UE jest ważniejsza.
Jeszcze bardziej wyraźne są różnice między USA i Chinami a UE w zakresie produkcji przemysłowej. Produkcja w Chinach rośnie w trendzie, który wygląda jak odrysowany od linijki. Nie wydaje się, by pozycja Chin jako fabryki świata ulegała jakimś istotnemu ograniczeniu. W USA produkcja zasadniczo nie zmienia się, co jest zgodne z trendem z ostatnich 10 lat. Fanów reindustrializacji może to trochę rozczarowywać, ale nie jest to na pewno zjawisko kryzysowe z krótkookresowej perspektywy.
Natomiast w Europie produkcja spada. Pisałem o tym więcej dwa dni temu w tym miejscu. Wprawdzie kryzys energetyczny mija, co powoli uwalnia pętle z gardła branż energochłonnych, ale jednocześnie pogłębia się spadek produkcji dóbr trwałych związanych z budownictwem mieszkaniowym: materiałów budowlanych, sprzętu AGD, mebli.
Możemy żyć nadzieją, że Europa podąży w końcu taką ścieżką jak USA: popyt na towary się ożywi wraz ze spadkiem inflacji, a to odblokuje też produkcję. Ale przy obecnej polityce pieniężnej i fiskalnej nie można raczej oczekiwać fajerwerków. Priorytetem dla polityków w Unii jest najpierw zdławienie inflacji, wzrost ma przyjść potem. Oby to zadziałało.

