W pierwszym półroczu 2014 r. Polacy wyprodukowali meble za 15,4 mld zł, o 14 proc. więcej niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku — wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Niemal wszystko na eksport. Prawdopodobnie będzie to rekordowy dla branży meblowej rok. Jednak, choć jesteśmy czwartym na świecie eksporterem, to na targach meblowych Salone w Mediolanie znawcom tematu serce bije szybciej na widok produkcji włoskiej. A Polacy? Owszem, są pracowici i solidni.
![ASPIRACJE:
Pomysł projektanta Tomka Rygalika (z lewej) jest taki, żeby meblom Pagedu dodać świeżości, użyteczności i klasy. Koszty i przyszłe zyski liczy prezes spółki Daniel Mzyk. Cel jeden: trafić do europejskiej awangardy i zarabiać niczym rozpoznawalni na świecie włoscy rzemieślnicy.
[FOT. WM] ASPIRACJE:
Pomysł projektanta Tomka Rygalika (z lewej) jest taki, żeby meblom Pagedu dodać świeżości, użyteczności i klasy. Koszty i przyszłe zyski liczy prezes spółki Daniel Mzyk. Cel jeden: trafić do europejskiej awangardy i zarabiać niczym rozpoznawalni na świecie włoscy rzemieślnicy.
[FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/0a47e3b8-9148-4f18-b015-61f2737a2564/4fdeb27d-65c2-564a-b4a3-68d51adfa15b_w_830.jpg)
Włoska robota
Dreszczyku u koneserów piękna pozazdrościł Włochom giełdowy Paged. Stąd plan, by wejść do światowej awangardy.
— Byliśmy producentem, chcemy być marką. Pierwszą polską i międzynarodową. Zdaję sobie sprawę, że to projekt na lata — kreśli plany Daniel Mzyk, prezes spółki. Na światowe salony meble Pagedu wstawić ma Tomek Rygalik, od ponad roku dyrektor kreatywny Pagedu. To projektant, który współpracował już z niejedną firmą — m.in. z Comforty, IKEA czy włoskim potentatem wyposażenia wnętrz Moroso. Obecnie prowadzi pracownię projektowania na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego warszawskiej ASP, skąd wyciąga do Pagedu co zdolniejszych studentów.
— Polska branża meblowa jest w idealnym momencie na pracę nad designem. Jesteśmy masowym producentem, na rynek wchodzą młodzi projektanci, którzy są wolni od schematów, ale jeszcze mają potrzebę kombinowania i szukania lepszych czy tańszych rozwiązań. Do tego branża na Zachodzie jest w kryzysie, więc łatwiej będzie ją gonić — mówi Tomek Rygalik.
Piękno w tłumie
Choć od lat 50. opinia o polskim designie jest bardzo dobra, to nie przekłada się to na produkcję. Syrena Sport, najpiękniejsze auto zza żelaznej kurtyny, powstała w jednym egzemplarzu. Polski modernizm zdewastowały wyśrubowane plany pięcioletnie, a meble zdobiły wystawy, choć nie sklepowe. Rodzimy przemysł meblarski sporo nauczył się dzięki wieloletniej współpracy z koncernem IKEA, dla którego jesteśmy drugim, po Chinach, producentem. Projekty jednak powstają w Szwecji.
— Jesteśmy otwarci na współpracę z projektantami spoza Szwecji, choć promujemy skandynawskie wzornictwo. Jednak przy tegorocznej serii IKEA PS po raz pierwszy pojawili się Polacy, i to aż czterech — mówi Katarzyna Balashov, rzeczniczka koncernu. W gigantycznej masie polskiej produkcji 80 proc. firm meblowych bazuje na wzorach powierzonych, a tylko 20 proc. na własnych.
— Od 3-4 lat temat projektowania jest wśród naszych firm bardzo gorący. W Europie Środkowo-Wschodniej jest kilka rozpoznawalnych marek meblowych z Polski, choć niekoniecznie muszą być kojarzone z krajem. Są raczej z segmentu popularnego, jak Black Red White, Forte czy Nowy Styl — mówi Tomasz Wiktorski, analityk branży meblarskiej z B+R Studio.
Inwestycja na dwie nogi
Jakie koszty będzie musiał ponieść Paged, by przestawić się na własnych projektantów? — Nie będą gigantyczne, a szybko się zwrócą. Sporą część pochłonie marketing, ale mamy ambicje utrzymać się w dotychczasowych budżetach. Dobry design sam się reklamuje — zapewnia Daniel Mzyk.
Strategia spółki opiera się na dwóch nogach. Pierwsza to meble dla przeciętnego Polaka, Niemca, Amerykanina czy Rosjanina. Druga to odbiorcy kontraktowi: sieci handlowe, wnętrzarze czy architekci wnętrz, a także sieci hotelowe. W zeszłym roku, choć to dopiero początek drogi do własnej marki, hotelarze kupili w Pagedzie meble za około 15 mln zł, odbiorcy kontraktowi — za 65 mln zł, a do domów trafiło ich za 40 mln zł. Meble Pagedu stoją już w czterogwiazdkowych hotelach Arłamów i Brant, luksusowym Hotelu Herods w Izraelu czy kilku modnych knajpach i barach, włączając w to osławioną restaurację Sowa & Przyjaciele.
— Od lutego zauważamy wzrost zamówień na rynku krajowym nawet o kilkadziesiąt procent. Plan na 18 miesięcy przewiduje podwojenie produkcji w dwóch głównych fabrykach w Jasienicy i Jarocinie. Zwyżki w firmie byłyby znacznie wyższe, gdyby nie problemy na rynku rosyjskim i ukraińskim. Mimo to w lipcu i sierpniu, kiedy zwykle mieliśmy przestoje, produkcja trwa, a przed nami jesienne żniwa. Po trzech trudnych latach część meblowa Pagedu powinna zakończyć rok na lekkim plusie, za rok dobić do średniej marży w branży, która wynosi około 5 proc., a w kolejnych latach, dzięki stworzeniu pełnej oferty mebli z wyższej półki, powalczymy o marżę, jaką wypracowują rodzinne firmy z Włoch. Czyli sporo wyższą — obiecuje prezes Pagedu.
Warsztat w szkole
Przez ostatnie dwie dekady polska branża meblowa zdążyła się zmodernizować i zdobyć zaufanie zagranicznych klientów. Ale ponieważ koszty rosną i u nas, trzeba walczyć jakością i wzornictwem.
— Firmy zaczynają inwestować w badania, tworzą klastry z naukowcami, jak Laboratorium Apartament Przyszłości, które stworzyło dziesięć spółek, czy School of Form, współpracujące z grupą VOX. Dobrym sygnałem jest to, że na współpracę w projektowaniu prototypów mają być przeznaczone pieniądze w nowym programie unijnym Inteligentny Rozwój — mówi Tomasz Wiktorski. Czy wróży Pagedowi sukces?
— Łatwo nie będzie, ale stoją za nimi długa tradycja, sprawny zespół i coraz rzadsza w świecie technologia gięcia litego drewna — mówi analityk.