Pająk i biedronka

Monika Niewinowska
opublikowano: 2004-12-27 00:00

Modny onegdaj zespół rockowy Oddział Zamknięty miał w swoim repertuarze piosenkę przedstawiającą historię pewnej nietypowej znajomości — pająka i biedronki. Pająk spotyka biedronkę i zaprasza ją do siebie na śniadanie. Biedronka przystaje na propozycję, a podczas uczty okazuje się, że daniem głównym jest… ona sama. „O biedronko ma, po coś po zasłonie szła?” pytał Oddział Zamknięty.

To pierwsze skojarzenie, które przyszło mi do głowy po analizie danych mówiących o liczbie przedsiębiorców, którzy już witali się z gąską, czyli już podpisali umowy o unijne dotacje, a musieli obejść się smakiem, ponieważ, zdaniem kontrolerów Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości — nie wywiązali się z warunków umowy. Ilu ich było? Co czwarty — czyli 2,4 tys. Nie wątpię, że w większości przypadków PARP miała rację, odmawiając wypłaty unijnych środków zwykłym hochsztaplerom. Polak potrafi — niestety często również zaszkodzić zarówno sobie jak i innym. Gdyby nie ewidentne przypadki prób wyłudzenia, PARP pewnie nie byłaby aż tak bardzo przewrażliwiona. A tak, przedsiębiorcy korzystający z dobrodziejstwa dotacji muszą się teraz martwić nie tylko o to, żeby projekt był dobry i wpłynął na rozwój firmy, ale też o zbieranie materiałów dowodowych, potwierdzających jego wykonanie. Przydatne mogą się okazać nawet notatki sporządzone na serwetce w restauracji, nagrania rozmów z akredytowanymi wykonawcami, a także, a może przede wszystkim, zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy.

Nie wierzmy zbyt życzliwym akredytowanym wykonawcom. Nie wierzmy ludziom, którzy twierdzą, że mają odpowiednie dojścia. Nie dajmy się wystrychnąć na dudka. A raczej na biedronkę...