Pajda Chaps wierzy w pieczywo

Pomysł na biznes: Rodzinna Piekarnia A i M. Tomaszewscy nowym konceptem lokalu walczy z trudnym rynkiem

Statystyki są bezlitosne. Wartość polskiego rynku pieczywa wprawdzie robi wrażenie — bo to około 10 mld zł, jak szacuje Instytut Polskie Pieczywo (IPP), ale co roku znika z niego co najmniej 300 piekarni (ich liczbę szacuje się obecnie na ok. 9 tys.). Przez ostatnią dekadę spożycie pieczywa zmniejszyło się o 25 kg i obecnie Polak je go około 51 kg rocznie. Jednocześnie świeże bułki i chleb to dzisiaj standardowa oferta wszystkich sieci handlowych — dostarczają je tam producenci pieczywa mrożonego (dopiekanego na miejscu w sklepie) i ta produkcja stała się również naszą specjalnością eksportową.

Własna minikawiarnia to szansa na lepsze życie dla małych piekarzy. Ten model sprawdza właśnie Piekarnia A i M. Tomaszewskich, którzy na warszawskim Powiślu uruchomili miesiąc temu Pajdę Chaps. [FOT. ARC]
Zobacz więcej

Własna minikawiarnia to szansa na lepsze życie dla małych piekarzy. Ten model sprawdza właśnie Piekarnia A i M. Tomaszewskich, którzy na warszawskim Powiślu uruchomili miesiąc temu Pajdę Chaps. [FOT. ARC]

Więksi warszawscy piekarze obudzili się już jakiś czas temu i zaczęli budować sieci sprzedaży. W stolicy działa dzisiaj od kilkunastu do kilkudziesięciu sklepów pod szyldami m.in. Gorąco Polecam. Nowakowski, Galeria Wypieków Piotr Lubaszka, Oskroba czy Grzybki. Mniejsi też zaczynają szukać dla siebie miejsca na tym trudnym rynku. Piekarnia A i M. Tomaszewscy działa na Żytniej od 37 lat. Przy niej zawsze znajdował się też punkt sprzedaży. Teraz jej właściciele zdecydowali się na otwarcie pierwszej kawiarnio-piekarni pod szyldem Pajda Chaps, która — jeśli pomysł się sprawdzi — będzie zalążkiem nowej sieci.

— Dla piekarzy nieoszczędzających na surowcach, wyrabiających chleb taki jak dawniej, na zakwasie i bez ulepszaczy, rynek jest coraz cięższy. Koszt wytworzenia naszego pieczywa jest nieporównywalnie wyższy od tego, które znajduje się w większości sieci handlowych. Aby ratować kondycję finansową firmy, zdecydowaliśmy się na eksperyment w postaci lokalu z kawą, kanapkami, sokami i pieczywem — mówi Mariusz Tomaszewski.

W ślady dużych sieci

Od dłuższego czasu właściciele rodzinnie (bo piekarnia prowadzona jest już przez dwa pokolenia Tomaszewskich) zastanawiali się, jak rozwinąć biznes.

— Wejść z pieczywem do sklepów spożywczych, nawet małych, jest bardzo trudno. W zasadzie wszystkie mają już w swojej ofercie produkty dwóch czy więcej piekarni. Przypadkiem zobaczyliśmy kiedyś ogłoszenie na lokalu w ciekawym miejscu na Powiślu. Uznaliśmy, że własny punkt — wzorem tego, co już robią już duzi piekarze — jest dobrym rozwiązaniem — tłumaczy Mariusz Tomaszewski.

Tak powstała Pajda Chaps. Na uruchomienie lokalu firma wydała kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ruszył w kwietniu.

— Od początku zdecydowaliśmy, że musi być nowoczesny. Z bezprzewodowym internetem dla klientów i dopracowanym wnętrzem, zaprojektowanym przez architekta. Lokal musiał być pomyślany tak, by można go było powtórzyć w kolejnych lokalizacjach — dodaje Mariusz Tomaszewski.

Na razie jest jednak umiarkowanie zadowolony z frekwencji.

— Istniejemy na Facebooku, przygotowujemy się do akcji z ulotkami, ale liczymy też na klientów, którzy będą przyprowadzać kolejnych. Dajemy sobie pół roku na decyzję, czy format się sprawdził — mówi Mariusz Tomaszewski.

Trudne początki

Jak przyznaje, organizacja i prowadzenie takiego lokalu okazało się drastycznie różne od prowadzenia piekarni.

— Dopiekanie mrożonego pieczywa na miejscu nie wchodzi w grę, bo przyciągamy klientów właśnie dawnym smakiem, więc musimy organizować transport z naszej piekarni. Nieraz okazuje się, że kilka razy dziennie trzeba dowieźć produkty. Całego cyklu dopiero się uczymy. Takich szczegółów do dopracowania jest naprawdę wiele — tłumaczy Mariusz Tomaszewski. Jest jednak przekonany, że w długim okresie konsumenci wrócą do pieczywa robionego rzemieślniczymi metodami.

— Do tej pory różne artykuły spożywcze próbowały — i to skutecznie — zabierać rynek piekarzom. Reklamy płatków śniadaniowych przekonują od lat, że to jest właśnie najlepsza propozycja na śniadanie. Producenci pieczywa chrupkiego twierdzą, że to tradycyjne jest niezdrowe. Konsumenci zaczynają jednak coraz dokładniej czytać etykiety. Widzą, ile w płatkach jest cukru, i że wcale nie muszą być aż tak zdrowe. Przyglądają się też składowi pieczywa — nie każde to, które jest ciemne, jest faktycznie z mąki żytniej. Często bywa po prostu zabarwione. Ostatecznie sprzyja to więc takim zakładom jak nasz — opowiada Mariusz Tomaszewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Pajda Chaps wierzy w pieczywo