PAK woli stracić, niż zbudować gazówkę

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-09-29 22:00

Energetyczna firma, kontrolowana przez Zygmunta Solorza-Żaka, nie zbuduje bloku gazowego, mimo że dostałaby na to 120 mln zł. Nie wierzy w rynek mocy?

Wygląda to jak brak wiary zarządu Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK) w rządowy plan wprowadzenia rynku mocy w energetyce. Niewielki i elastyczny blok gazowy, który PAK planował postawić w Koninie, byłby teoretycznie idealnym kandydatem do pobieranie od państwa pensji za samą gotowość do pracy w godzinach najwyższego zapotrzebowania. Na tym polega pomysł rynku mocy. Blok jednak nie powstanie, przynajmniej na razie. „Podjęcie decyzji o realizacji projektu w obecnych warunkach wiązałoby się ze zbyt dużym ryzykiem” — podał zarząd PAK w komunikacie.

DYWERSYFIKACJA POCZEKA:
DYWERSYFIKACJA POCZEKA:
ZE PAK to prywatna grupa energetyczna, produkująca prąd głównie na podstawie węgla brunatnego, „najbrudniejsze” z paliw kopalnych. Ma w portfelu wytwórczym m.in. nowoczesny blok w Pątnowie, a planowany blok gazowy w Koninie miał ten portfel zdywersyfikować. Ten plan musi poczekać.
ARC

Solorz woli poczekać

Nad projektem ustawy o rynku mocy rząd pracuje od kilku miesięcy, a dokument miał być gotowy jeszcze w tym roku, wliczając w to procedurę uzyskiwania zgody od Komisji Europejskiej. Eksperci od początku wątpili, czy tak napięty harmonogram może być realistyczny. Wygląda na to, że PAK podziela te obawy.

— Jest dużo niejasności. Czekamy na regulacje, na rynek mocy. Rynek jest trudny, zdominowany przez własność państwową — mówił w trakcie niedawnego Forum Ekonomicznego w Krynicy Zygmunt Solorz-Żak, główny akcjonariusz PAK. Dominacja państwa w energetyce oznacza dla prywatnego PAK ryzyko, że w ewentualnych aukcjach na wsparcie lepszą pozycję mogą mieć elektrownie państwowe. Dlatego zarząd PAK zapowiedział, że w tym roku na tę inwestycję na pewno się nie zdecyduje. A później? „Budowa bloku parowo-gazowego w elektrowni Konin nadal jest elementem planu, ale konieczne są warunki uprawdopodabniające jej pozytywny wpływ na wartość spółki” — przekonuje zarząd.

Mimo to prawdopodobieństwo, że PAK wróci do pomysłu, maleje. Tylko do końca tego roku przysługują firmie bezpłatne uprawnienia do emisji CO 2, których wartość można szacować na ok. 120 mln zł. Po 31 grudnia bezpowrotnie przepadną. To duża kwota na tle 650 mln zł, bo na tyle szacuje się wartość inwestycji w blok o mocy 120 MWe i 90 MWt.

— Nie znamy szczegółowych założeń projektu w Koninie. W takich projektach kluczowa jest dostępność taniego gazu, co widać na przykładzie PGE. W ostatnich latach energetyczna grupa zaprzestała produkcji prądu w kilku swoich blokach gazowych, bo wysokie ceny kupowanego gazu generowały straty, ale jednocześnie wciąż trwa produkcja w blokach opalanych gazem lokalnym, istotnie tańszym — zauważa Paweł Puchalski, szef działu analiz w Domu Maklerskim BZ WBK.

Straty są, ale maleją

Rezygnacja z inwestycji w Koninie to kolejny zły sygnał płynący z polskiego sektora energetyki gazowej. Synonimem nieudanej inwestycji jest Stalowa Wola, gdzie PGNiG z Tauronem budują blok gazowy z takimi problemami, że opóźnienie oszacowano ostatnio na trzy lata. Blok we Włocławku, budowany przez Orlen, ma ponad rok opóźnienia.

Na etapie przetargu, też opóźnionego, jest inwestycja PGNiG Termika na warszawskim Żeraniu. Chętnych do budowy jest czterech wykonawców, ale do podpisania umowy jeszcze daleko. Sygnały są negatywne, mimo że tzw. spark spread (kluczowy parametr biznesowy, oznaczający różnicę pomiędzy ceną energii a kosztem gazu powiększonym o koszty uprawnień CO 2) ostatnio się poprawia. Paweł Puchalski wskazuje, że spark spread nadal jest ujemny, co oznacza, że gazówki najczęściej tracą pieniądze, ale skala tych strat się zmniejsza, podczas gdy zyskowność konkurencyjnych węglówek systematycznie spada.

Niemcy mają sposób na gazówki

W elektrownie gazowe intensywnie inwestowano w ostatnich latach w Niemczech, a jeden z najefektywniejszych bloków na świecie stoi w elektrowni Lausward w Düsseldorfie, zbudowany przez Siemensa. Ma zyski, ale tylko dzięki nowatorskiej formule handlowej. Lausward, jako pierwsza elektrownia gazowa w Niemczech, podpisała ze Statoilem taki kontrakt na dostawy gazu, który uzależnia cenę surowca od cen energii na giełdzie. Lausward zagwarantował sobie więc w istocie marżę. Dla polskich przedsiębiorców może to być inspirujące, ale musieliby poczekać na liberalizację krajowego rynku gazu. W Niemczech dostawców jest wielu, podobnie jest z kierunkiem dostaw. W Polsce dominuje zaś PGNiG, związane długoterminowym i sztywnym kontraktem z Gazpromem. Im więcej konkurencji, tym sytuacja gazówek będzie lepsza.