Na dwóch wyższych stopniach podium sytuują się oczywiście parlamentarne wybory w Republice Federalnej Niemiec oraz prezydenckie w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Przy czym brązowy medal Francji w naszym postrzeganiu bardzo się umocnił po akcesji Polski do Unii Europejskiej (UE), albowiem niemiecko-francuski duet założycielski realnie wciąż trzyma lejce wspólnoty. Zdecydowanie inaczej wygląda hierarchia w Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), gdzie Francja – mimo posiadania broni jądrowej i silnej armii – jest co najwyżej podoficerem. Notabene wypada przypomnieć, że w latach 1966-2009 wojska francuskie w ogóle nie należały do sił sojuszu, przez ponad cztery dekady członkostwo ograniczało się jedynie do udziału prezydentów Francji w politycznych szczytach NATO.
Dane z exit polls, ogłoszone w niedzielę bezpośrednio po zamknięciu lokali głosowania o godzinie 20, potwierdziły, że wyborczej niespodzianki nie było. Pierwszy przybliżony wynik procentowy brzmiał mniej więcej 57:43 dla urzędującego prezydenta. Odpowiadało to ostatnim sondażom z piątkowego wieczoru przed ciszą wyborczą. Absolutnie wszystkie wskazywały na pewną reelekcję Emmanuela Macrona, różniąc się co najwyżej skalą, procentowy wynik uśredniony wynosił około 55:45. Nawet najlepsze dla Marine Le Pen sondaże ośrodków prawicowych jedynie zmniejszały rozmiary jej porażki, procentowo najwyżej do około 47:53. Wynik potwierdza, że francuskie badania społeczne okazały się bardzo wiarygodne zarówno podczas poprzednich wyborów w 2017 r., jak też obecnie w obu prezydenckich turach 10 i 24 kwietnia. Na wynik rozstrzygającej drugiej w pewnym stopniu mogła wpłynąć nieco zaniżona frekwencja, mniejsza od 72 proc., albowiem głosowanie trafiło jeszcze na wielkanocne ferie szkolne.
Generalny wniosek zatem brzmi – lokator Pałacu Elizejskiego z lat 2017-22 przedłużył swoje zamieszkiwanie na kadencję 2022-27. Co oznacza, że to Emmanuel Macron będzie w 2024 r. otwierał Igrzyska XXXIII Olimpiady w Paryżu oraz odrestaurowaną po pożarze Katedrę Notre Dame, chociaż po unowocześnieniu wnętrz raczej umownie będzie można tytułować ją nadal katedrą… Jego reelekcja zdejmuje fatum wiszące nad urzędem prezydenta republiki – ostatnim, który wywalczył w bezpośrednich wyborach przedłużenie stanowiska, był w 2002 r. Jacques Chirac. Potem już się nie udawało – Nicolas Sarkozy po kiepskiej kadencji 2007-12 sromotnie w 2012 r. przegrał, natomiast jego pogromca François Hollande w ogóle zrezygnował w 2017 r. z ponownego kandydowania, ponieważ rzetelnie obliczył swoje marne szanse. Udana próba Emmanuela Macrona nie może zaciemnić zmiany proporcji – w 2017 r. jako kandydat nieobciążony pokonał tę samą rywalkę procentowo 66,1 do 33,9.
W pierwszych tygodniach nowej kadencji prezydent jako cele najpilniejsze widzi nie krajowe, lecz unijne. Idąc za ciosem, chce podczas półrocznej francuskiej prezydencji w Radzie UE zakończyć do 30 czerwca tzw. konferencję w sprawie przyszłości Europy. Wobec nijakości kanclerza Olafa Scholza to właśnie Emmanuel Macron pozycjonuje się na głównego przewodnika wspólnoty. Temu celowi służyło zwołanie 10-11 marca nadprogramowej zbiórki 27 szefów unijnych państw/rządów do królewskiego Wersalu. W salonach Ludwika XIV Wielkiego przyjęta została deklaracja równie wzniosła co ogólnikowa. Król Słońce nie musiał poddawać się co pięć lat próbie wyborczej, współcześnie prezydenci Francji muszą, ale swoje mocarstwowe ambicje windują podobnie wysoko…
