Paliwowy skok dużych sklepów

Paweł Janas
opublikowano: 17-08-2007, 00:00

Stacje przy wielkich sklepach coraz agresywniej walczą z nafciarzami. Głównie ceną.

Sieci handlowe wyrosły na szóstą siłę nafciarskiego rynku

Stacje przy wielkich sklepach coraz agresywniej walczą z nafciarzami. Głównie ceną.

Niepostrzeżenie przy hipermarketach wyrósł groźny rywal dla Orlenu, Lotosu i zachodnich nafciarzy walczących o dostęp do portfeli polskich kierowców. Przez ostatni rok, do czerwca, przy wielkich sklepach pojawiło się aż 48 nowych stacji. Jest ich już w sumie 110 (dane Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego — POPiHN). Gdyby stanowiły jedną sieć, dałoby im to szóste miejsce w kraju.

Udział tych stacji w rynku sięga 5 proc., nieco mniej niż kontroluje Lotos (7 proc.). Wielcy mają więc się czego bać.

— Stacje działające przy marketach są poważnym zagrożeniem dla rynków lokalnych, na których działają. Ich celem bowiem na ogół nie jest osiąganie zysku, ale przyciąganie klientów na zakupy „pozapaliwowe”. Dodatkowo umacniają wizerunek taniego hipermarketu dzięki niskim cenom paliw — ocenia William Kozik, dyrektor wykonawczy ds. sprzedaży detalicznej PKN Orlen.

Marże pod nóż

Niskie ceny sprawiają, że sieci handlowe bywają oskarżane o stosowanie dumpingu czy sprzedaż paliw marnej jakości. Handlowcy stanowczo odpierają te zarzuty.

— Jakość paliw na stacjach Tesco jest stale kontrolowana m.in. przez dostawcę, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Inspekcję Handlową i naszych kontrolerów — mówi Przemysław Skory z Tesco Polska.

Zapewnia, że firma stara się, by jej oferta była tańsza niż bezpośredniej konkurencji, czyli markowych sieci stacji.

— Nie jesteśmy jedynymi, którzy sprzedają tanie paliwo. Wiele firm zadowala się niższą niż na innych stacjach marżą. Można ją osiągnąć, jeśli pilnuje się niskich kosztów — mówi Przemysław Skory.

I dodaje, że na stacjach Tesco nie ma np. myjni czy innych usług dodatkowych, których utrzymanie odbija się na cenie paliwa.

Tankowanie przy okazji

Czy hipermarkety zawojują polski rynek paliw? Niekoniecznie. Ich znaczenie będzie rosło, ale stacje rozwijać się będą w sposób ewolucyjny a nie rewolucyjny. Powód? Nie są propozycją dla każdego.

— Są raczej dla tych, którzy robią zakupy i tankują paliwo przy okazji, a o wyborze stacji przy markecie decyduje niska cena. Znaczna część klientów chce jednak, by na stacji można było też zrobić podstawowe zakupy, skorzystać z baru czy myjni — mówi Wojciech Słowiński, ekspert PricewaterhouseCoopers.

Wielu klientów pozostanie też wiernych ulubionej marce.

Ustawa hamulec

Janusz Wiśniewski z Ernst & Young zauważa, że rozwój stacji przy marketach może utrudnić niedawno podpisana przez prezydenta ustawa o budowie sklepów wielkopowierzchniowych. Pomogłoby im z kolei podpisanie przez wielkich graczy rynku paliw długoterminowej umowy na dostawy dla hipermarketów z gwarancją konkurencyjnej ceny.

— Pokusa jest duża, gdyż struktura sprzedaży takich stacji preferuje benzyny, które w Polsce sprzedają się jeszcze trudniej niż w innych krajach Europy — mówi Janusz Wiśniewski z Ernst&Young.

Jedno jest pewne. Na rosnącej rywalizacji koncernów naftowych i sieci handlowych może zyskać klient, kupując tańsze paliwo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu