Pan młody zaniemógł jeszcze przed ślubem

Andrzej Nierychło
opublikowano: 2005-05-24 00:00

W ustroju słusznie minionym za nierozwiązywalne uchodziły trzy problemy: brak papieru toaletowego, brak sznurka do snopowiązałek i fatalna organizacja skupu butelek. Byłoby pewną przesadą twierdzić, że to tylko z tych powodów zły ustrój upadł, niemniej jednak w tworzeniu społecznego klimatu do zmiany ustrojowej papier w rolkach, sznurek i puste butelki z pewnością odegrały swoją rolę. Wolny rynek szybko odsunął w niebyt tego typu kłopoty, chociaż niektórzy twierdzą, że skup opakowań szklanych jest wyzwaniem ponadustrojowym.

Nowy ustrój stworzył jednak swój własny rejestr spraw, których załatwić nie można, no po prostu nie da się... Na pierwszym miejscu tego rankingu figuruje sprzedaż warszawskiej FSO. Ta ongiś „pierwsza dama polskiej motoryzacji” jest dzisiaj zwiędłą wdową po przejściach i kilku nieudanych romansach, w dodatku i małżonek nieboszczyk z dalekiej Korei, i kolejni pretendenci do ręki leciwej niewiasty obarczeni byli i są poważnymi felerami, z których najważniejszy zowie się brak pieniędzy.

Ale dosyć żartów, bo sytuacja FSO wcale nie jest wesoła. Jeśli potwierdzą się wieści o kłopotach, w jakie wpaść miał właśnie potencjalny — i ostatni już z możliwych — ukraiński inwestor — AwtoZAZ, to do bramy Żerania zapuka kostucha. I tym razem będzie to zagrożenie jak najbardziej poważne.

Inwestycje zagraniczne miewają różne wymiary. Na Żeraniu już od dawna chodzi o transakcję typu ratunkowego. Nie wiedzieć dlaczego uznaje się bowiem, że choć upadły dziesiątki i setki innych zakładów, ongi równie ważnych jak FSO, ta akurat fabryka istnieć musi. Zdaje się, że pokutuje tu jeszcze obawa dawno minionych rządów przed wizytą związkowców w Alejach Ujazdowskich.

Mariaż Ukraińców z Żeraniem nie był zatem koncepcją budowy nowej wartości i przyczółkiem do ekspansji na nowe rynki. Był on skrojony jako rodzaj samopomocy dwóch średniaków, a to w imię zachowania ciągłości zakładów żerańskich i zachowania miejsc pracy. Wszystko to są oczywiście przesłanki ważne i zasadne, brakło jednak szerszej wizji, zawartej choćby w odpowiedzi na pytanie o dalszą przyszłość. Dzisiejszy produkt Żerania, choć cieszy się popytem na Ukrainie, do nowoczesnych konstrukcji już dawno nie należy, w dodatku ani FSO, ani Zaporożec nie są wiodącymi ośrodkami konstrukcyjnymi w motoryzacji, delikatnie mówiąc.

Jeśli więc AwtoZAZ rzeczywiście potknął się na Ukrainie i będzie zmuszony do zrezygnowania z ekspansji zagranicznej, to chyba trzeba zacząć oswajać się z myślą o zwijaniu żerańskiej fabryki samochodów. Na pocieszenie pozostaje świadomość, że zamykanie starych i tworzenie nowych bytów gospodarczych jest motorem postępu i że coś, co być może powstanie w przyszłości na miejscu FSO, będzie lepiej przystosowane do rzeczywistości. Właśnie — być może, ale nie na pewno. I tu leży pies pogrzebany.