Pan Tik-Tak

Agnieszka Janas
07-05-2008, 00:00

Zegarki są zawodową pasją Alaina Spinediego. I dzięki niej wciąż tykają czasomierze marki Louis Erard.

Pięć lat temu szwajcarska fabryka zegarków Louis Erard balansowała na granicy upadku. Prawie nikt nie pamiętał o założonej w 1929 r. manufakturze, która w czasach świetności zatrudniała 60 pracowników. W roku największej mizerii zostało ich pięciu, w tym czterech zegarmistrzów. Składali precyzyjne mechanizmy, ale umieszczali je w przestarzałych i niemodnych kopertach, więc nikt ich nie kupował. Zakład uratować mógł tylko cud. Cuda zaś nie zdarzają się codziennie.

— Po latach pracy w cudzych firmach przyszedł czas, abym zaczął działać na własny rachunek. Niełatwo kupić w Szwajcarii taką fabrykę, ale Louis Erard był na sprzedaż. Zapaść, w jakiej znalazła się firma, dawała mi pole do popisu — wyjaśnia decyzję jej zakupu przemysłowiec Alain Spinedi, obecnie dyrektor zarządzający Louis Erard.

Przekonał przyjaciół i kupili manufakturę. Przez pierwszy rok nie przespał spokojnie ani jednej nocy. Obawiał się plajty. Odetchnął z ulgą w 2007 r. Zakład przyniósł zyski, sprzedali 50 tys. sztuk zegarków, weszli w prestiżowy segment złotych chronometrów. Zatrudniają 20 pracowników. Są wśród nich osoby przejęte w 2003 r. razem z zakładem.

— Przed nami jeszcze długa droga, ale wyszliśmy na prostą — zapewnia dyrektor.

Jak w zegarku

Alain Spinedi, lat 58, ambitny i bezkompromisowy. W szwajcarskim przemyśle zegarmistrzowskim znalazł się przypadkiem. W rodzinie nikt nie wykonywał ani nie kolekcjonował chronometrów. Nie przywiązywano także większej wagi do tego, co zapinano na nadgarstku. Zegarek miał po prostu dobrze chodzić. I tyle.

Po ukończeniu ekonomii na Business University w Lozannie pracował w małej szwajcarskiej firmie. Zajęcie go nie porywało. Szukał pracy, wertując ogłoszenia w gazecie. Znalazł anons Tissota. Wysłał dokumenty. Został wybrany do pracy ze 100 kandydatów.

— 28 lat temu myślałem, że zegarki są mało skomplikowanym produktem, a ich sprzedaż prosta — śmieje się Alain Spinedi.

Życie szybko zweryfikowało ten sąd. Po kilku miesiącach awansował na stanowisko regionalnego szefa sprzedaży na Bliski Wschód. Konieczna była tam reforma. Centrala uważała, że sprzedaż w państwach tego regionu idzie źle, z wyjątkiem Arabii Saudyjskiej.

— Wyjechałem do Arabii porozmawiać z przedstawicielem firmy. Pokazał mi magazyn. Pięć tysięcy niesprzedanych zegarków Tissot leżało na regałach. A kolejna dostawa w drodze. Myślałem, że już po mnie, choć nie ja byłem temu winny — wspomina dyrektor Spinedi.

Okazało się, że nie tylko tam prowadzono niefrasobliwą dystrybucję. Po powrocie do firmy przekonał szefów do zmiany sposobu sprzedaży. Wstrzymali dostawy, obniżyli ceny, sprzedaż wsparli promocjami i reklamą, wymienili część przedstawicieli handlowych. Rzutki reformator systematycznie awansował. Doszedł do stanowiska wiceprezesa ds. sprzedaży i marketingu. Odpowiadał za wszystkie kraje, w których działała firma.

— Jak zaczynałem pracę, Tissot sprzedawał 350 tys. zegarków rocznie. U przedstawicieli zalegały zapasy zdolne zaspokoić potrzeby rynku przez dwa lata. Kiedy po 10 latach odchodziłem, sprzedawaliśmy rocznie milion zegarków — chwali się Alain Spinedi.

Odniósł sukces, ale odszedł z firmy. Miał dość dyktatu koncernu. Potrzebował wolności.

— Nie potrafię pracować, jeśli się nie angażuję, jak nie mam motywacji do działania, nie cieszy mnie zajęcie, a przede mną nie stoją wyzwania. Potrzebuję partnerstwa i zaufania właściciela lub władz koncernu. Lepiej się czuję, kiedy mam swobodę działania, biorę na siebie odpowiedzialność i ponoszę konsekwencje swoich decyzji — mówi Alain Spinedi.

Tissota porzucił dla zegarków sportowych włoskiej marki Sector. Kiedy pokłócił się z właścicielem zatrudnił się w Swatchu. I przekonał się o tym, kto miał rację w konflikcie. Marka Sector wkrótce upadła. W Swatchu nie zagrzał długo miejsca. Po nieporozumieniach z władzami firmy chwilowo miał dość zegarków. Szukał odmiany. Zaczął sprzedawać... aparaty słuchowe. Ale miłość do chronometrów zwyciężyła. Wtedy kupił fabrykę Louis Erard.

Wolniej płynie czas

Wybór nowej drogi życia wspierała Regula, żona współwłaściciela. Są razem od 11 lat.

— Mam nadzieję, że właśnie nadchodzi czas, gdy będę mógł więcej przebywać z rodziną. Chciałbym, aby żona przeżyła ze mną już tylko dobre chwile — zdradza swe marzenia Alain Spinedi.

Przed ślubem pracowała jako stewardesa. Pomaga mu w przygotowaniach do wyjazdów służbowych. Opowiada o krajach, w których była, i o obyczajach w nich panujących. Bardzo ważne, ponieważ zegarki sprzedają w 40 państwach.

— Potrzebują mnie dzieci. Najmłodszy syn ma 10 lat. Z poprzedniego małżeństwa mam też 20-letnią córkę i 17-letniego syna — opowiada Alain Spinedi.

Córka nie jest zainteresowana tym biznesem. Znalazła swoją drogę. Trudno teraz powiedzieć, co zechce robić w życiu dziesięciolatek. Starszy syn rozpoczął pracę w butiku z zegarkami. Sprzedaje czasomierze, czerpie o nich wiedzę od sprzedawców specjalistów, zdobywa doświadczenie potrzebne do tego, aby odnieść sukces w branży.

A zatem znalazł następcę?

— Sukcesja po mnie naprawdę nie spędza mi snu z powiek. Szczerze mówiąc, chcę znaleźć fachowego i zaangażowanego zarządcę dla zakładu. I nie myślę, że koniecznie powinno to być moje dziecko. Chciałbym widzieć, że udało mi się przekazać dzieciom moje podejście do pracy, że są szczęśliwe. Mam zwykłe, ludzkie marzenia, nic szczególnego — podsumowuje Alain Spinedi. n

Liczby na cyferblacie

72

godziny Tyle trwa testowanie każdego mechanicznego zegarka Louis Erard, zanim trafi on w ręce klienta.

600

przedstawicielstw Taka jest sieć dystrybucyjna fabryki na najważniejszych rynkach: w Szwajcarii, Hongkongu, Japonii, Chinach i we Włoszech.

0,6-2,4

tys. franków Taki jest przedział cenowy mechanicznych zegarków firmy. Złoty czasomierz kosztuje od 4,3 do 6,7 tys. franków szwajcarskich.

Gnomon Sabinianusa

Zegar słoneczny (gnomon) określa czas według pozycji słońca. Jego wskazówka na półkuli północnej wymierzona jest w Gwiazdę Polarną. Dlatego pod różnymi szerokościami tworzy różny kąt wobec tarczy. Wskazuje czas niezależnie od pory roku. Jego nocnym odpowiednikiem jest zegar księżycowy. Gnomon rozpowszechnił się w latach 604-606. Wtedy papież Sabinianus nakazał umieszczenie go na dachu każdego kościoła. W Polsce najstarsze dwie tarcze zegarów słonecznych są w kościele w Stróżyskach (koło Kielc). Trzecie co do wielkości w świecie muzeum gnomonów jest w Jędrzejowie. Założył je Feliks Przypkowski. Jego syn Tadeusz zdobył rozgłos jako twórca urządzeń m.in. dla obserwatorium w Greenwich.

Agnieszka Janas

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Pan Tik-Tak