Państwo aliantem biznesu za granicą

Materiał partnera
23-05-2016, 09:10

Polski biznes potrzebuje skoordynowanych form wsparcia ekspansji zagranicznej, do tego niezbędna jest współpraca rządu, jego agend i organizacji biznesowych

Stosunek polskich firm do rynków zagranicznych cechuje wyraźny kontrast. Na jednym biegunie są duże, dojrzałe spółki z tradycjami, z wyrafinowanymi produktami o uznanej w świecie marce, rozporządzające strukturami organizacyjnymi, dysponujące funduszami na angażowanie zespołów ekspertów, prawników, analityków, na wyjazdy studyjne i inne działania typowe dla współczesnego biznesu. Są to firmy o doskonałej na ogół kondycji finansowej, dla których rynek krajowy od dawna jest już za ciasny, toteż łączą swoje aspiracje i perspektywy rozwoju z ekspansją w świecie. Na drugim biegunie natomiast są mikrofirmy, których właściciele na ogół nigdy nawet nie myślą o eksporcie, a nawet gdyby było inaczej, to zazwyczaj nie wiedzą, jak wejść na zagraniczny rynek i jak sobie na nim radzić.

Między wielkimi graczami a małymi firmami Marek Czerski, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, lokuje jeszcze jedną kategorię firm, które — upraszczając — są zainteresowane sprzedażą za granicą, ale mają problemy z uzyskaniem finansowania, nie posiadają wyspecjalizowanych komórek handlu zagranicznego, ani tym bardziej ugruntowanej pozycji na rynkach, a przy tym są narażone na relatywnie wysokie ryzyko strat. Zdaniem Czerskiego, to przede wszystkim firmy z tej grupy trzeba zachęcać do eksportu i udzielać im różnorodnego wsparcia. Rzecz jest ważna, bowiem — jak zauważył prezes — dziś udział eksportu w produkcie krajowym brutto sięga około 41 proc., co oznacza, iż stanowi on niezwykle istotny element przyrostu PKB. Wsparcie dla średnich i małych firm jest tym bardziej pożądane, że 95 proc. polskich przedsiębiorstw należy właśnie do grupy MŚP.

Wsparcie stosowne do potrzeb

— Potencjał eksportu jest bardzo duży. Cieszę się, że KUKE powierzono rolę jednego z filarów nowego planu rozwojowego wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Wśród naszych głównych zadań jest przejęcie części ryzyka, na jakie narażone są wszystkie firmy podejmujące ekspansję zagraniczną. Jesteśmy w stanie objąć taką opieką każdą liczbę firm — deklarował Marek Czerski. Wsparcie dla eksportu i polskich inwestycji zagranicznych ma być głównym zadaniem Ministerstwa Rozwoju. Radosław Domagalski-Łabędzki, podsekretarz stanu w tym resorcie, zapowiedział opracowanie nowego modelu takiej stymulacji. Na ten cel miałoby iść rocznie około 500 mln zł z państwowej kasy.

— Nie wszystko można pozostawiać wolnemu rynkowi. Na rynkach zagranicznych eksporterzy napotykają rozmaite bariery, w których przezwyciężaniu powinny pomagać instrumenty wsparcia administracji publicznej. Ono musi być tak sprawne, efektywne i skuteczne jak w krajach zachodnich. Konieczna jest zarazem centralizacja tego rodzaju wysiłków i tworzących ów system wsparcia instytucji publicznych, aby nie były — jak dotychczas — rozproszone po różnych resortach. Nieprzypadkowo ministerstwo przygotowuje nowy model dyplomacji ekonomicznej. Pół miliarda złotych rocznie z budżetu to dużo pieniędzy, ale ich wydawanie wymaga koordynacji. Słowem, chodzi o stworzenie jednego modelu organizacyjnego, dla wszystkich programów z rachubą na uzyskiwanie efektu synergii. Szczególnym wyzwaniem przed administracją publiczną jest pomoc w eksportowej ekspansji na tak zwane rynki dalekie, czyli zwłaszcza Afryki i Azji, gdzie otwierają się nowe, atrakcyjne możliwości eksportu i tworzy się klasa średnia — wyjaśniał wiceminister.

Nie jest oczywiście tak, że pomocy państwa oczekują wyłącznie debiutanci. W innej postaci jest ono niezbędne także firmom już doświadczonym w działalności za granicą. Krzysztof Burek, wiceprezes i dyrektor handlowy raciborskiej spółki Rafako, przekonywał, że jego firma od kilkudziesięciu lat doskonale daje sobie w świecie radę w wymiarach technologicznym, handlowym i operacyjnym.

— Problemy pojawiają się przy wkraczaniu do krajów biedniejszych, które z jednej strony posiadają duże potrzeby inwestycyjne, między innymi w interesujących nas zakresach energetyki lub ochrony środowiska, ale z drugiej — nie mają pieniędzy. Ale bywa też tak, że jest grupa potencjalnych klientów, którzy pieniądze mają, lecz szukają atrakcyjniejszych, tańszych źródeł finansowania kontraktów. W grę wchodzą na przykład propozycje w formie tańszych linii kredytowych, dogodniejszych umów bankowych, i tym podobne. I tu konieczne jest właśnie wsparcie państwa. Przedsiębiorcy z nieodległych Czech i Słowacji mogą liczyć na większą od naszej pomoc swoich rządów, toteż ich oferty bywają niekiedy atrakcyjniejsze — tłumaczył prezes Burek.

Zdecydowanie i współpraca

Inną sytuację przywołał Bogdan Fiszer, prezes spółki Conbelts, która od 2013 r. zadomawia się i inwestuje w Australii. Z powodzeniem. Prezes z pewną ironią zauważył, że to jego firma bardziej wspiera tamtejszą polską placówkę dyplomatyczną w relacjach z australijskim biznesem, niż na odwrót.

— Naszą słabością jest nierychliwe podejmowanie decyzji. Zwlekanie i asekuranctwo było jednym z powodów, że sprawniejsi Hiszpanie sprzątnęli nam atrakcyjny kontrakt na budowę pirsu — zilustrował tę opieszałość prezes.

Zdaniem Fiszera, doskonałą ścieżką ekspansji eksportowej jest sytuacja, kiedy większa, zasiedziała, znana już na obcym rynku firma ciągnie za sobą mniejsze, które nie mają dość wiedzy, i znającej miejscowe realia kadry, aby radzić sobie samodzielnie.

— Ale często w takich sytuacjach do głosu dochodzi polskie piekiełko z licytacją, kto miałby być liderem takiego konsorcjum — ironizował.

Ekonomiczna dyplomacja

Idea, że mniejsi ruszają w biznesowy świat na barkach dużych firm o ugruntowanym już za granicą prestiżu jest również bliska Katarzynie Kacperczyk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Zwłaszcza w krajach o skąpej informacji gospodarczej i wysokim ryzyku w prowadzeniu interesów. Nie oznacza to wszak odżegnywania się pani minister od obowiązku wspierania polskich przedsiębiorców przez nasz korpus dyplomatyczny.

— Wprowadziliśmy pojęcie dyplomacji ekonomicznej stosunkowo późno i bez większych doświadczeń. W gruncie rzeczy była to nauka poprzez praktykę. Po kilku latach można już zaobserwować zauważalne zmiany w mentalności pracowników placówek dyplomatycznych w ich postrzeganiu przedsiębiorcy i rozumieniu konieczności ich wspierania. Nie ma gotowego, całościowego modelu takiej pomocy dla firm na rynkach zagranicznych. Musimy budować elastyczny system, aby móc szybko dostrzegać nowe szanse. Na pozaeuropejskich rynkach podwyższonego ryzyka ważne są instrumenty ubezpieczania kontraktów. Ale w grę wchodzi także pomoc tak prozaiczna, jak udostępnienie pomieszczeń ambasady do rozmowy z potencjalnym kontrahentem. Ważna jest organizowana przez ministerstwo edukacja przedsiębiorców, ułatwiająca poruszanie się na wybranych rynkach. Zwykle jest przecież tak, że jeśli dużą firmę spotka biznesowe niepowodzenie, to zrekompensuje je sobie sukcesami w innych regionach. Jeśli natomiast sparzy się mały, to częstokroć w ogóle zniechęca się do jakiejkolwiek obecności za granicą — tłumaczył wiceminister Kacperczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

/ Państwo aliantem biznesu za granicą