Państwo i psuje się, i drożeje od głowy

Jacek Zalewski
opublikowano: 28-08-2006, 00:00

Sensacją ostatnich dni stało się zdegradowanie odkrytego w roku 1930 Plutona, który po 76 latach uznawania go za dziewiątą planetę Układu Słonecznego został przesunięty do kategorii tzw. planet karłowatych. Ten astronomiczny początek komentarza jest nieprzypadkowy, albowiem z innym ciałem niebieskim — pojawiającą się okresowo i znikającą kometą — kojarzy się tzw. tanie państwo. Okres obiegu owego ciała wyznaczany jest bieżącymi potrzebami politycznymi, ze wskazaniem na wybory.

Niemal dwa miesiące temu, wraz ze zmianą szefa rządu, państwo „tanie” zostało wyparte przez „sprawne i silne”, które rzecz jasna musi kosztować. To znaczy — premier Jarosław Kaczyński propagandowo taniość podtrzymał, ale wyraźnie przesunął priorytety. Notabene utopijna idea oszczędzania przez polityków odleciała w kosmos już w końcówce premierostwa Kazimierza Marcinkiewicza, wraz z powołaniem nowych wicepremierów oraz minister-stw dla zaspokojenia apetytów koalicjantów PiS na rządowe stołki. Teraz kometa znowu się zbliża, ale jedynie w postaci pustego hasła wyborczego.

Ponadczasową cechą debat o tanim państwie jest lekceważenie przez klasę polityczną oszczędności możliwych u niej samej. Rzeczywiście, z punktu widzenia budżetu przycięcie wydatków ministerstwa o kilkadziesiąt milionów to niewiele, za to wypłata symbolicznych 203 złotych dla pielęgniarek staje się problemem liczonym w setki milionów. Jednak państwo jest jak ryba — i psuje się, i drożeje od głowy. Poziom rozpasania obecnie rządzącej ekipy wyznaczają Andrzej Lepper i Roman Giertych, którzy są pierwszymi wicepremierami zachowującymi się tak demonstracyjnie po dygnitarsku i korzystającymi z tak licznej ochrony. Widocznie obaj partyjni wodzowie uznali, że upoważnia ich do tego zwyczajowe tytułowanie „premierami”.

Najświeższym symbolem odrzucenia przez klasę rządzącą budżetowych skrupułów jest fakt, iż dziwaczne przeproszenie byłych ministrów spraw zagranicznych przez wiceministra obrony Macierewicza ogłosił... jego rzecznik. Ze służbami prasowymi naczelnych organów administracji państwowej współpracuję już wiele lat, ale dotychczas nie słyszałem, aby wiceministrowie — choćby nawet likwidatorzy — mieli odrębnych rzeczników! Normy obowiązujące w IV RP obalają wszelkie stereotypy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu